Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 23

                                                              Rozdział 23
"Między mężczyzną a ko­bietą przy­jaźń nie jest możli­wa. Na­miętność, wro­gość, uwiel­bienie, miłość - tak, lecz nie przyjaźń."
3 miesiące później "Wigilia"
Właśnie dzisiaj mijają trzy miesiące od mojego rozstania z Robertem.Jest mi bardzo ciężko.Jestem na niego zła.Jak mógł mi to zrobic?Przeciez podobno mnie kocha.Dziewczyny i Reus pomogli mi się pozbierac.Czy nadal go kocham?Tak.Kocham go i tęsknię,ale jakos nie umiem mu wybaczyc.Spotykamy się czasem na kawie,rozmaiwami i Robert prosi mnie żebym mu wybaczyła,ale...ja nie mogę.Dziś jest Wigilia.Czas,który spędzamy z rodziną.Niestety nie ja.W Dortmundzie jest taka śnieżyca,że loty są odwołane.Nie można się z tąd ruszyc.Kuba i Agata zaprosili mnie na Wigilię,bo oni także zostali uziemieni w Dortmundzie.Reusa nie ma.On się wycfanił i wziął urlop jeszcze przed tymi śnieżycami.Więc dom mam wolny.Z tego co wiem na tej Wigilii ma byc także Lewy.Trochę bałam sie tego spotkania,skladania życzeń.Ale cóż...Na studiach jestem najlepszą przyszłą dziennikarką.Po świątach mam przeprowadzic wywaiad z piłkarzami Bosussi.A teraz,jest godzina 13 i idę sie szykowac,ubrania na Wigilię spakuje w torbę i przebiorę się później,bo jadę wcześniej aby pomóc w kuchni Agacie.Ubrałam to.Wrzuciłam do torby kosmetyczke i ubranie na wieczór.Miałam tę sukienkę,te buty. Włożyłam jakis pierścionek (Zaręczynowy oddałam Robertowi) i zeszłam na dół.Pozostały mi jescze do zabrania prezenty.Ten dla Oliwii,ten dla Agi,ten dla Kuby i musiałam kupic coś jeszcze dla Roberta,postanowiłam,ze dam mu to,wygrawerowałam "Najlepszy piłkarzu na świecie,zawsze będę o Tobie pamietac".Nie wiem czy dobrze zrobiłam robiąc to,ale moje uczucie do niego nie wygasło.Muszę się zbierac,bo jest taka pogoda,że nie wiem kiedy ja dojadę do domu Błaszczykowskich.Reus zostawił mi swoje auto więc wsiadłam no niego i pojechałam.Jechałam 40 minut,przy czym zawsze zajmuje mi to 15-20 min.Wjeżdzając na ich posesje od razu zobaczyłam auto Lewandowskiego.Wzięłam 2 głębokie wdechy i wysiadłam z auta.Wzięłam wszytkie torby i podeszłam do drzwi.Zadzwoniłam i czekałam aż ktoś mi odtworzy.No tak.Otworzył mi nie kto inny jak sam Robert.
-Cześc.-Rzuciałam na powitanie do mojego eks.
-Hej.Pomóc?
-Nie.Poradzę sobie.-Weszłam do domu,zamknęłam drzwi i postawiłam wszytsko na ziemi.Zdjęłam kurtkę i weszłam w głąb mieszkania.
-Gdzie Błaszczykowscy?
-Pojechali po coś tam do sklepu.Mamy nic nie ruszac,bo Aga powie co i jak, jak wrócą.
-Yhm..Dobra,to ja...Idę obejrzec cos w TV.Idziesz?-Sama nie wiem czemu zapytałam się go o to...
-Pewnie.Film?
-A jaki?
-Jakiś świąteczny?
-Kevin sam w domu?XD
-Hahaha okej.-Cieszę się,ze będiemy oglądac film,bo szczerze mówiąc nie mam siły z nim rozmawiac,ani patrzec sie w jego oczy.Zatraciłabym się w nich,pocałowała go,a przecież chce zapomniec.Chce ułożyc sobie życie na nowo,jest to trudne,ale musze sobie radzic.Może jeszcze znajdę tego jedynego.Na pewno jest mi teraz trudniej zaufac ludzią.Nie wiem czy ten film to był pretekst zeby udziec przyed czymś co i tak kiedyś się stanie?Przed szczerą rozmową?Chyba tak,bo od tych trzech miesięcy nawet nie rozmawialiśmy co dalej.Wiem,ze musi to nastąpic,ale boje się tej rozmowy jak cholera.Czuje,że byłabym w stanie mu ulec.Najgorsze,że czuje,że on zaraz zacznie tę rozmowę.Modle sie żeby Błaszczykowscy przyjechali lada chwila.Ale ich nie widac i nie widac...
-Ewelina...-O nie...Tak myślałam.No cóż,albo teraz,albo nigdy...Przyjaciele.
-Tak?
-Bo widzisz...Ja...Kocham Cię,ale nie wiem co będzie dalej.Wybaczysz mi?
-Robert...To nie jest takie proste,na to potrzeba czasu.Dnia,tygodni,miesięcy,a czasem nawet i lat.Proponuję abyśmy zostali na razie przyjaciółmi.Tylko tyle mogę Ci na razie zaoferowac.
-Rozumiem...Wiedz,ze zawsze możesz na mnie liczyc i,że będę do ostatniego dnia czekac na Ciebie.Kocham Cię.-Spodziewałam się tego,uciekłam na górę,bo zaczęłabym płakac.Usiadłam w łazience i się rozkleiłam.Po 5 minutach usłyszałam,że wrócili.Poprawiłam makijaż i zeszłam na dół.
-No witam państwa Błaszczykowskich.Czekamy na Was z Robertem,a was nie ma!
-JEstem kochanie juz.Chodź do kuchni.
-Hej Oliwcia.już idę!
-Cesc ciocia.Ids bo mamucia cie wola.
-No idę kochanie,idę.-Poszłam do Agaty,która lepiła pierogi.Od razu wzięłam fatruch i pomagałam przyjaciółce.
-Ewelina?Przepraszm,że Cię tak zostawiłam samą z Lewym.Wiem ile Cię to kosztuje.
-Nie no nie przepraszaj.Jest wszystko okej.Jesteśmy przyjaciółmi...-Spojrzałam w dół i uroniłam jedną łzę.
-Ek,laska!Nie płacz!
-Dobra,dobra już.
-Kochasz go?
-A jak myślisz?
-Kochasz!
-No kocham,kocham....-Super.Robert to podsłuchiwał.Ale jak zobaczył,że ja się odwróciłam to od razu odszedł.Jeszcze tego mi brakowało.Dokończyłyśmy z Agą gotowanie i poszłam na górę sie przebrac.Wyszłam z łazienki po 30 minutach,na górze byłam sama.Kuba,Agata i mała Oliwia wyczekiwali pierwszej gwiazdki.Łazienka była daleko od schodów.Wyszłam i przestraszyłam sie,bo wystraszył mnie Lewy.
-Jezu!Wiesz jak mnie przestraszyłeś?!
-Oj..Przepraszam.-Chciałam go wyminąc,ale stanął mi na drodze.Przybliżył się do mnie i chciał pocałowac.JA zwinnym ruchem go ominęłam i ruszyłam na dół.On poszedł za mną.
-Ciocia! Wujek! Pielwsa gwiaźda!
-Ooo to siadamy do stołu.-Każdy z nas wziął opłatek.Złożyłam juz życzenia każdemu,został mi tylko Robert.Stanęliśmy na przeciwko siebie i zapadła ta niezręczna cisza.Przerwałam ją
-Więc Robercie-położyłam ręce na jego ramionach.-Życzę Ci wielu wygranych zarówno w Borussii jak i w Reprezentacji,abyś znalazł sobie kiedyś jakąś dziewczynę...-Nie dał mi dokończyc
-Już znalazłem.-Nawet nie wiem kiedy przybliżył się do mnie i pocałował.Nie mogłam nic zrobic,ręcami nie chciałam go dotknąc.Chciałam sie oderwac,ale on jakby mnie trzymał.Przerwałam to.Błszczykowscy wyszli akurat z małą Oliwią na górę po prezenty.-Mówiłaś,że mnie kochasz.-Jego oczy były takie smutne.Ale ja muszę sobie z tym poradzic.Weszli.Usiedliśmy do wspólnej kolacji.Jedliśmy kolejno 12 potraw.Po zjedzeniu przyszedł czas na upragnione przenty.Każdy otwierał z zaciekawieniem prezent.Ja zaczęłam od prezentu od Roberta.Była to ta bransoletka z wygrawerowynym "Zawsze będę Cię kochac ~ Twój Lewy",prawie się popłakałam.Robert też przeczytał mój grawer i prawie w tym samym momencie założyliśmy nasze bransoletki na ręce.Otworzyłam jeszcze prezent od Błaszczykowskich,kątem oka zauważyłam jak Robert zakłada na rękę jeszcze jedną bransoletke,pomyślałam,że dostał od Kuby i Agi.Więc i ja otworzyłam prezent,dostałam to (jedną z nich).To była druga połówka od bransoletki Roberta.Chyba każdy chce abyśmy do siebie wrócili,ale ja nie wiem czy jestem na to gotowa.Na razie chyba nie.Rodzinka poszła na górę,bo mała Oliwcia chciała aby rodzice obejżeli z nią bajkę i pobawili się.A później położyli spac.Znów zostalismy sami.Stałam przy oknie od tarasu i myślałam dlaczego to właśnie ja mam tak ciężko.Niebo było dziś przecudne.Nagle poczułam ręce Roberta na moich biodrach.
-Dziękuję za prezent.-szepnął do mojego ucha.
-Ja też.-Wtedy odwrócił mnie do siebie i spojrzał mi w oczy.
-Błagam Cię.Zapomnijmy o tym co się stało,chociaż dzisiaj.Jest Boże Narodzenie,ludzie sobie wybaczają.Może i Ty spróbujesz?
-Chciałabym,ale...Nie mogę.-Pocałowałam go delikatnie w policzek i odeszłam.Uslyszłam jak Robert wyszedł z domu.Martwię się.Czy on nic obie nie zrobi?Jak będę wracac do domu to może do niego zajrzę...Tymczasem podzwoniłam po znajomych,poskładałam im życzenia i poszłam na górę do małżeństwa i ich pociechy.Pożegnałam się i jakieś 2 godizny po Robercie wyszłam.Wsiadłam do białego opla Marco.Tak jak wcześniej założyłam wstąpiłam do Roberta.Światła były pogaszone,oprócz łazienki.Miałam jakieś dziwne przeczucia.Wbiegłam do domu i pobiegłam na górę do łazienki.Otworzyłam drzwi,na podłodze siedział Robert z zakrwawioną ręką.Szyba była rozpita,w drugiej ręce miał żyletkę.Jescze chwila i zacząłby się ciąc.Wzięłam od niego ostre narzędzie,wyrzuciłam do kosza i ukucnęłam przy moim Robercie.
-Co Ty do jasnej cholery chciałeś zrobic,co?!
-Chciałem...Oszczędzic sobie cierpienia.Dziewczyno ja nie potrafię bez Ciebie życ,ta...zdrada.Nie wiem co mi sie stalo.Nie mam wytłumacznia.
-Już dobrze....Ci...-przytliłam go do siebie.Wstałam i wzięłam apteczkę,opatrzyłam rękę Lewego i zabandażowałam ją.
-Dziękuję.Możesz już iśc i nie męczyc się ze mną...
-Pojebało Cię człowieku?!Spójrz na nasze bransoletki!Nie zostawię Cię teraz!-Spojrzal na mnie i chyba nie wierzył.
-Kocham Cię.-Nic nie powiedziałam tylko usiadłam na jego nogach i patrzyłam w jego błękitne oczy.Można byłoby się w nich utopic.Siedzieliśmy tak wpatrzeni w sienie długi czas aż w końcu któreś z nas przemówiło.
-Więc...Ewuś..Co u Ciebie?
-U mnie?-"Świetny moment na tego typu pytanie LEwy,świetny!"-Studiuje,po Świętach mam zrobic wywiad z BVB,jestem najlepsza na roku.
-Nooo.Moja dzielna dziewczynka.-Złapał moją twarz w dłonie i odważył sie pocałowac.Był to krótki,ale namiętny pocałunek.Niewiedziałam czy mam się cieszyc,czy płakac.Z jednej strony chciałabym aby bylo jak dawniej,ale..Przecież z Aśką mnie zdradził,teraz z tą dziewczyną.Nie wiem co mam myślec.-Przepraszam...Nie powinienem.
-Nic się nie stało.Przecież jesteśmy przyjaciółmi...
-Zostaniesz?-Nie wiedziałam czy mam sie zgodzic.Boję się,że wylądujemy w łóżku.Wstałam i pociągnęłam za rękę napastnika.
-Robert...Błagam Cię nie rób nic sobie...Jesteś dla mnie cholernie ważny,jakbyś coś sobie zrobił to...nie darowałabym sobie tego.Obiecujesz,że nie będziesz?
-Jeżeli tak Ci na tym zależy...Tak obiecuję.To zostaniesz?Pójdziemy na spacer...
-Dobrze.Przebiore się w coś ciepłego i możemy iśc.-Na szczęście miałam jeszcze jakieś ubrania u Lewego.Założyłam to (bez czapki) i zeszłam do gotowego Robetra.Bez słowa opuściliśmy dom.Poszlismy do parku.Tam zaczęliśmy się rzucac śnieżkami.Bylismy cali mokrzy.Wróciliśmy i od razu musiałam się przebrc.Niestety nie miałam czego na siebie włożyc,więc Robert dał mi swoją klubową koszulke i bluze BVB.Zeszłam na doł bo Robert zrobił nam kakao.
-Jestem.
-Pięknie wyglądasz,auu...
-Coś się stało?
-Nie,nie tylko ręka mnie zabolała.
-Pokaż.-Odbandażowałam rękę no i trzeba było zmienic opatrunek.Roberta bardzo bolało.-No i po co to było?
-Nie wiem...-Przybliżył się do mnie,położył zdrową rękę na mojej brodzie i przyciągnął ją do siebie.Nie mam już siły...Z jednej strony chce z nim byc i go kocham,ale z drugiej...Boję się kolejnego rozczarowania.Poddałam się jego pocałunką.Pragnęliśmy siebie.Calowaliśmy się inaczej niż kiedyś.Brakowało nam tego.Robilismy to jakby to miałby być nasz ostatni pocałunek.Oderwałam się po kilku pocałunkach i bez słowa udałam się na górę do pokoju gościnnego.Położyłam się na łóżku i odpłynęłam w krainę Morfeusza....
=====================================================================
Tada da dam!Proszę kolejny rozdział !! Wczoraj tak mnie wena złapała,że napisałam.Dzis zrobiłam poprawki i proszę.Zostawiam Wam do oceny.Paaa I jeszcze raz Wesołych Świąt! :*































poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 22

                                                              Rozdział 22
W salonie zobaczyłam Marco.Siedzial na fotelu i z nosa leciała mu cuiurkiem krew.Nie wiedziałam czy pytac jak wszedł,czy co się stało.
-Marco,co się stało?!-Krzyknęłam szeptem bo wszyscy spali.
-Nie widac?Krew z nosa mi leci.
-A jak wszedłeś?
-Drzwi były otwarte...Auuu-Poleciała mu mocniej krew.
-Jedziemy do szpitala.
-Nie jeedziemy do żadnego szpitala!Daj mi jakąś chusteczkę i juz mnie nie ma.
-No chyba żartujesz.Biorę klucze i Cię odwiozę,herbate zrobie.
-No dobra...-Niechętnie Marco się zgodził.Napisałam kartkę Robertowi zeby się nie martwił i pojechaliśmy do Reusa.Przez całą drogę próbowałam wyciągnąc z niego kto go tak urządził.Niestety nie chciał powiedziec.Martwię sie o niego,jest moim przyjacielem.Dojechalismy po chwili.Wyszłam z auta i podążałam za Marco do jego domu.Otworzył drzwi i zchylił się by odwiązac buty.Chyba zakręciło mu się w głowie.
-Ej,ej Marco.Kładź się na kanapie ja Ci zdejmę te buty.
-Ojej jak słodko,hahaha!
-Nie śmiej się,bo to nie jest zabawne.Lepiej powiedz mi kto Ci to zrobił,hmm?-Piłkarz usiadł na swojej miękkiej kanapie a ja obok niego.Spojrzałam przed siebie gdzie stał zegar.Wskazywał na 7:47.Wow,wcześnie wstałam.Wpatrzona w ten punkt czekałam na odpowiedź blondyna.Mogłabym chyba czekac sobie tak do jutra.
-Nie...Nie ważne.
-Kurwa Marco jesteś moim przyjacielem,zależy mi na Tobie.!
-Ale to nic ważnego...Jakiś kibic był zażalowany,ze nie dostał autografu.
-Na pewno?-Zapytałam podejrzliwie piłkarza.Wiedziałam,że nie mówi mi prawdy,ale postanowiłam nie dociekac teraz.Może Robertowi powie?Nie wiem,ale widzę,że jest osłabiony.Dam chłopakowi trochę spokoju...
-Tak,na pewno.Dziękuję,że tak sie o mnie martwisz.
-Dobra kładziesz się tu czy w sypialni?
-Może pójdę do sypialni...
-To idź,a ja zrobię Ci kawe i jakieś śniadanie,bo założę się,że nic dziś nie jadleś?
-Yyyy...No...Eeee...
-Tak myślałam.Szoruj na górę!
-Tak jest szefowo!-I poszedł do sypialni.Tymczasem ja próbowałam ogarnąc co gdzie jest w jego kuchni.Po 5 minutach miałam wszystko do przygotowania naleśników.Zrobiłam mu kawe i postawiłam na tacy.To samo zrobiłam z wcześniej usmażonymi naleśnikami.Wchodziłam na górę i myślałam,ze na zawał padne.Z każdym krokiem uważałam coraz bardziej,aby się nie wywrócic.Jest!Doszłam.JEstem na górze,tylko zaraz...Który to pokój Marco?Rozejrzałam się dookoła i wybrałam drzwi na których wisi zdjęcie całej Borussi.Nie myliłam się.Leżał tam na łóżku Marco.Oglądał coś w telewizji.
-Jak się czujesz?-Zapytałam z wyczuwalną troską w głosie.
-Dzięki kochanie,lepiej.-Zaśmiał się.No tak ja się o niego martwię,a ten dureń się śmieje!
-No wiesz...Ja sie o ciebie martwię!
-Wiem i dziękuję Ci.
-Proszę ,śniadanie.
-Oooo,mniam!Dziekuję.Usiądziesz na chwile czy jedziesz?
-Chwile posiedze,bo zrobiłam sobie kawe.
-Co u Was?
-U nas?Żartujesz?Wczoraj widziałeś się z Robertem.
-Ale nie z Tobą.
-No więc mam w przyszłym tygodniu rozpoczęcie roku akademickiego.
-Oooo,nie wiedziałem,że studiujesz.
-No widzisz,widzisz.-Reus to miły chłopak.Nie wiem jakim cudem nie ma dziewczyny.No tak..Zawsze kiedy zaczynam się nad czymś zastanawiac dzwoni mój telefon.Dzwonił Robert,szybko więc odebrałam.
-Cześc skarbie,wstałeś?
-Ej kotek,co się Marco stało?Mam przyjechac?
-Nieee,nie przyjeżdzaj.Jak wróce to pogadamy.
-A własnie...Kiedy będziesz?
-Za jakieś pół godziny.
-To czekam.Paa.Podrów Marco.Aaa i powiedz mu,zeby się mnie spodziewał później.
-Paa,przkażę.-Rozłączyłam się i spojrzałam na Reusa,który porzoglądał mi się jak rozmawiałam.Pewnie chciał wiedziec,co Robert mu przekazał.
-Robert Cię pozrawia i mówi,ze wpadnie potem.
-O matko...I ten będzie męczył mnie pytaniami...
-No widzisz,biedak.
-Właśnie!Przyjdziesz jutro z LEwym,impreze robię.
-Jutro?Nie dam rady,Krzysia do Polski odwożę.Robert sam pewnie przyjdzie.
-No dobra.Na następną się załapiesz,na pewno!
-No ja myśle!Dobra Reusik to ja lecę.Lewy potem wpadnie.-Zbliżyłam się do niego i dałam buziaka w policzek.
-Paa piękna,hahahahaha.
-Paa lizusie!-Wyszłam z pokoju Marco i zeszłam na dół.Ma bardzo ładnie urządzony dom.Wyszłam z domu i wsiadłam do czarnego auta Bobka.Do domu jechałam jakieś 15 min.Po drodze kupiłam jeszcze coś na śniadanie.Weszłam do domu,była godz. 9:00.W salonie siedział tylko Robert i coś oglądał w telewizji.
-Hej misiek.Gdzie reszta?
-Hej słońce.-Podniósł się z kanapy i podszedł mnie pocałowac.-Reszta spi.
-Jeszcze?Dobra to chodź zrobimy śniadanie.
-Chodźmy pod prysznic.Specialnie czekałem...
-Nie Robert :D/
-No proszę!I tak będziesz musiała sie przebrac bo idziemy potem na miasto.
-Eh...Niech Ci będzie debilu mój <3 Chodź wybrac ciuchy.-Lewy uradowany wziął moją dłoń i poszliśmy na górę do garderby.Nie wiedziałam w co się ubrac,bo zimno dzisiaj,a przecież jeszcze "lato".Na dworza szarno,ponuro.Nie ma słońca.Nigdy nie lubiłam takiej pogody,słońce jakoś sprawiało,że się uśmiechałam.Ale teraz z Robertem to nawet w burze się uśmiecham.Wbrałam to.Robert też wziął jakieś ubrania i poszliśmy do łazienki.
-No to wyskakuj z ubranek.-"Jezu Lewy ale jesteś zboczony".
-HA HA HA,bardzo smieszne.-Po chwili droczenia się weszlismy nadzy pod prysznic.Oczywiście nie obyło się bez całowania się.W sumie to połowe czasu całowalismy się.Po 20 min wyszlismy z kabiny i ubraliśmy się.Wyszliśmy z łazienki i akurat Krzyś sie obudził.
-Witaj słonko.-ukucnęłam przy nim i przybiłam z nim piątkę.
-Cesc.
-Głodny?-Zapytał się chłopca Robert.
-Taaaak!-Poszliśmy na doł.Wygłupialismy się z Krzyśkiem i śmialiśmy.Zrobiliśmy tosty na śniadanie i wstali nasi zakochańce.
-Oooo paczcie kto wstał!Wyspani?Chociaż...Głupie pytanie.-LEwy jak zwyklle śmiał się z przyjaciela.
-Yyyy...Bo...My...Wieczorem...No ten.Książkę czytaliśmy długo...
-Oj Wojtuś,Wojtuś...Już ja wiem co robiliscie.
-Dobra tam co na śniadanie?
-Tosty,siadajcie.-Powiedziałam już przerywając te zaczepki Roberta.Zjedliśjmy śniadanie i ustalilismy co robimy.Marina ze Szczęsnym wyjeżdżają za godzinę.Odwieziemy ich na lotnisko  i pojedziemy do zoo.Posprzątałam po śniadaniu i pojechalismy odwiezd zakochanych na lotnisko.Po tym udaliśmy się do obiecanego zoo.Młodemu bardzo się podobało.Później pojechalismy do domu.Około 20 weszliśmy do domu Roberta.Bo przecież to nie jest mój dom,tylko nadal Lewego.
-Ej!Robert miałeś jechac do Marco!
-O kur...kurczaki!Zadzwonie do niego.
-Dobra to ja idę umyc i położyc małego bo pada ze zmęczenia.-Wzięłam chłopaca na ręcę i już nawet nie myłam go,tylko od razu przebrałam w piżamkę.Tak słodko spał.Chciałabym miec kiedyś synka.Właśnie z Robertem,chce żeby był ojcem moich dzieci.Zgasiłam światło i po cichu wyszłam z pokoju.Zeszłam na dół i Robert siedział na fotelu czekając na mnie.
-Śpi?
-Taak.Zasnął od razu,nawet go już nie myłam.
-To dobrze...Co robimy?
-Szczerze mówiąc to też pójdę się umyc i może gazete poczytam w łóżku...
-To ja też.Poleżymy sobie.
-Jasne.To idę się umyc do łazienki na górze.
-To ja na dole skarbie <3.-Poszłam na górę po piżamę i do łazienki.Zmyłam makijaż i poszłam pod prysznic.Woda lała się,lała aż w końcu uznałam,że koniec tego dobrego.Załozyłam koszulke roberta króciutkie spodenki i wyszłam z łazienki.Udałam się do sypialni.Rober już był i czytał jakąś gazetę motoryzacyjną.Jak mnie zobaczył odłożył ją i zgasił światło.
-Chodź,połóż się obok mnie.
-No jestem.-Głowę miałam połozoną na nagim torsie Roberta.Tak,często spał bez bluzki.On za to zaczął bawic się kosmykami moich długich,gęstych włosów.Lezelismy tak w ciszy,ale Robert ja przerwał.
-Wiesz...Jeszcze nidy nie czułem sie tak jaz przy Tobie...
-Ja też kochanie...Nawet nie wiesz jak bezpiecznie czuję sie z Tobą.Kiedyś marzyłam żeby miec od Ciebie autograf...
-Teraz możesz miec codziennie...Idę jutro na tę impreze do Reusa.
-Spoko,ja będę w nocy,albo rano.Zobaczę.
-Będę czekał.Dobranoc.
-Paaa-Chciałam pocałowac go w policzek,ale przesunął głowę i namiętnie mnie pocałował w usta.Po tym pocałunku nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza...
***
Nastęopnego dnia:
Wstałam o 10.Samolot mamy na 12,więc spokojnie wstałam i poszłam na dół.Chłopcy już urzędowali w kuchni.
-Hej chłopcy.Co Wy tu robicie,hm?
-Śniadanko dla mojej książniczki.
-I moiei!
-No nie wiem,nie wiem kolego.
-Tiak!
-No niech Ci będzie-podroczył się chwile z małym Robert.
-To co zrobiliście?
-Omlet z owocami,ta dam!
-Mmmm.To sidajmy bo niedługo wylatujemy.
-A bede mógl do waś jeśce psyjechac?
-Oczywiście,że tak!
-To śupel.-Zjedliśmy sniadanie jak prawdziwa rodzina.Później chłopcy poszli sie ubrac,a ja posprzątałam po  śniadaniu i sama udałam sie do garderoby.Juz jedługo pierwszy dzień jesieni-czyli na dworze coraz zimniej.Postanowiłam ubrac się w to.Kilka godzin później byliśmy z małym w drodze do Polski.Robert podrzucił nas,a sam pojechał na trening.Krzysiek od razu zasnął.W Polsce bylismy około 14:30.Zamówiłam taksówkę i pojechałam do rodziców gdzie już wszyscy czekali na nas.Krzysiek bardzo stęsknił się za rodzicami.Zostałam na obiedzie,a później wybrałam się z mamą do galerii.Bawiłyśmy się świetnie.Samolot miałam o 6 rano.Więc około 8 powinnam byc w Dortmundzie.Tymczasem spędzę noc w swoim rodzinnym domu.Z mamą dogaduje się wspaniale.Rozmawiamy o wszystkim jak stare,dobre przyjaciółki.Bardzo się cieszę,że mam tak dobre kontaty ze swoją rodzicielką.Wybiła godzina 12 w nocy,a ja z rodzicami wspominamy stare,dobre czasy.Poszłam na górę,wzięłam prysznic,przebrałam sie w piżamę i poszłam do nadal mojego pokoju.Usnęłam od razu.
***
Rano:Zdążyłam sie tylko obudzic i już ktoś zapukał do drzwi.Zaspana odpowiedziałam "proszę".Była to moja mamusia.Zegar wskazywał na godzinę 5.No tak...To już czas.
-Witaj córcia.Śniadanko du łóżka dla mojej kruszynki.
-Ojj...Mamuś dziękuję!Jesteś niezastąpiona.-Śniadanie zjadłam w 5 minut.Było takie pyszne!Kakauko i naleśniki z bitą śmietaną.Zawsze uwielbiałam takie śniadanie.Mama mnie rospieszcza.Nie chciało mi się strasznie wstac z łóżka,ale musiałam.Wygramoliłam się spod ciepłej koudry i podreptałam do mojej łazienki na poddaszu.Stanęłam przed listrem i musiałam jakoś ogarnąc to co miałam na głowie.Uczesałam je,nałożyłam na twarz lekki makijaż i założyłam ubranie.Wyszłam z łaznienki i słyszłam śmieszy rodziców z dołu.Zeszłam po schodach i zobaczyłam jaką wałówkę na drogę mama mi przygotowała.
-Mamuś,dla kogo to wszystko?
-No jak to?Dla Ciebie i Robercika.
-No dobrze niech Ci będzie...To ja zamawiam taksówkę i lecę na lotnisko.
-Jaką taksówke!?Córa oszalałaś,tatuś Cię zawiezie!-Oburzył sie mój kochany tata.
-Dziękuję tatuniu.To co?Jedziemy?
-Oczywiście.
-Jadę z Wami!
-Nieee.Mamuś,jest przed 6,idź spac.
-No dobrze.To chodź no tu,pozegnaj sie z matką.-Podeszłam do mojej rodzicielki i mocno uscisnęłam.Na koniec buziak i poszłam w strone drzwi.
-No to trzymaj się kochanie i uważaj na siebie.A i ucałuj Roberta ode mnie.
-Jasne ucałuje.Paaa!-I wyszliśmy z tatą z domu.Poszliśmy do garażu i wsiedliśmy do auta taty.Po drodze leciała piosenka Ewy Farnej-Bez łez.Bez wachania włączylismy się i także cała drogę spiewalismy.Świetnie się przy tym bawiliśmy,ale nadaszedł czas rozstania.Tata odprowadził mnie pod samą odprawę i pożegnialiśmy się.Ja po 20 minutach była już na pokładzie samolotu Warszawa-Dortmund.Usiadłam na siedzeniu,włożyłam słuchawki w uszy i zastanawiałam się co by było jakbym nagle to wszystko straciła.Nawet nie chciałam o tym myślec.Zatraciłam sie w słuchaniu muzyki.Uwielbiam słuchac Bednarka,ostatnio Lewy poprzesyłał mi kilka piosenek rapu i muszę przyznac,że całkiem spoko.Słuchałam,słuchałam,i w końcu doleciałam na miesce.Opuściłam samolot i udałam się po bagaże.W sumie to jeden bagaż.Zamówiłam taksówkę i po 20 minutach byłam pod naszym domem.Ciakwa jestem jak tam Robert po imprezie.No nic,zapłaciłam taksówkarzowi i weszłam przez brame na posesje domu Roberta i chyba już także i mojego.Drzwi były otwarte...Eh,pewnie był pijany.Weszłam i nikogo na dole nie było.Postanowiłam sprawdzic góre,weszłam do sypialni...I momentalnie upuściałm wysztko co miałam w dłoniach.Robert leżał z jakąś kobietą.Byli nadzy.Byłam pewna,że mnie zdradził.Przecież ten widok mówi sam przez siebie.Nie mogłam nic powiedziec.Robert gdy mnie zobaczył kazał ubrac sie tej lasce i wynosic,on zrobił to samo.Gdy wychodziła ta lafirynda zmierzyłam ją wzrokiem i odwróciłam wzrok na Roberta.Spojrzałam na niego z obrzydzeniem,wstrętem,nienawiścią.Po moim policzku zaczęłt spływac łzy.
-Ewelina...To nie tak,ja...Byłem pijany.
-Wiesz co?!Nie kompromituj się!Nie nawidzę cię!Nie chce cie znac!To KONIEC,rozumiesz?Wszystko zniszczyłeś!
-Nie mozesz tak nas przekreślic....
-Nie ma już rzadnych nas...JEstem ja i jesteś ty!-Rozpłakałam sie wtedy jeszcze bardziej wybiegłam z domu i biegłam przed siebie.Zatrzymałam się w pobliskim parku.Tam usiadłam na ławce i łzy wróciły.Siediząłam tak z 15 min.Spostrzegłam w oddali blondyna.Gdy podszedł bliżej zauważyłam,ze był to Reus.JAk mnie zobaczył i jescze płaczącą podbiegł do mnie szybko.
-JEzu...Ewka co jest?
-Robert...On mnie zdradził!-Znów wybuchłam płaczem.Marco już o nic nie pytając usiadł obok mnie i mocno przytulił.Tego właśnie potrzebowałam czułości,zrozumienia.
-Chodź,pójdziemy do mnie.
-Ale,tam są chłopaki.
-Nie,niekogo nie ma.Impreza skończyła się o 3.
-W taki razie chodźmy.-Szlismy kawałek i doszliśmy do domu młodego zawodnika Borussi.Weszłam do jego domu i na prawdę nikogo nie było.Muszę powiedziec,że jak na dom,mężczyzny i to w dodatku po imprezie to było tam czyściutko!
-Siadaj na kanapie.Pójdę po chusteczki i wodę i zaraz będę.
-Dobrze.-Usiadłam na białej i miękkiej kanapie Reusa.Blondyn jak obiecywał po chwili znalazł się obok mnie.
-Nie płacz już kochanie.Bo mi serce pęknie.
-Nie mogę...Jak on mógł?!
-Był pijany...To moja wina trochęniepotrzebnie zapraszałem dziewczyny...
-Co Ty gadasz?!To nie Twoja wina!On na każdej imprezie będzie mnie zdradzał?
-No w sumie...Nie płacz.-Wziął chusteczke,moją twarz w dłonie i otarł łzy.Wkrótce nasze twarze zblizyły się do siebie...Dzieliły nas milimetry.I stało sie.Pocałowaliśmy się,trwało tu dłuzej.Któreś z nas musiało się oderwac,bo doszłoby do czegoś miedzy nami.A ja chce żeby on był po prostu moim przyjacielem.Bez rzadnych zobowiązań.
-Przepraszam...
-Nie ma sprawy.Zapomnijmy o tym po prostu.
-To dooobrze.Chodź musisz coś zjeśc,zrobimy śniadanie.
========================================================================
Hej.Mam teraz chwilowo wene,ale zastanawiam się czy dalej pisac bo osoatnio mało osób czyta rozdziały,komentuje.Pozostawiam tę decyzje Wam.Jak mijają porzygotowania do świąt?Ja już teraz życzę Wam Radosnych świąt,bogatego mikołaja,kibicowania BVB i wygranych ich,aby spełniły się Wasze marznia i Szczęśliwego Nowego Roku,i aby ten rok był lepszy dla Was jak i dla BVB.Pozdrawiam gorąco i nowy rozdział powinien niedługo się pojawic.:)














sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 21

                                                             Rozdział 21
Weszliśmy na stadion po czym ja udalam się na trybuny a chłoapki do szatni.Siedziałam obok Ewy i Agaty,bo to z nimi najbradzij się dogadywałam.Przedemną siedziała jakaś napalona fanka Roberta.(Widzac to było po niej).Nie miałam nic przeciwko temu,trochę chciało mi się śmiac,ale powstrzymałam się.Zaczyna się.Chłopcy wychodzą z szatni i obok Lewego Krzyś.Przesłodko to wygląda.Zaczął się mecz.Jest dobrze.Lewy strzelił jedną bramkę pokonując przy tym swojego przyjaciela-Wojtka.Nestępnie Arsenal wyrównuje i taki wynik utrzymuje się do końca pierwszej połowy.Po przerwie chłopaki wchodzą ze "świeżą krwią".Są zdeterminowani co przekłada sie na boisku.Już w 53' Piszczek zalicza asystę,a strzela Sahin.Mecz kończy się tym właśnie wynikiem.2-1 dla Borussi.Wlaśnie zbierałyśmy się z dziewczynami w stronę szatni,do chłopaków,gdy odezwała się fanka Roberta.
-Wiem,ze jesteś z ni tylko dla forsy,ty pusta dziwko.
-Słucham?-Zapytałam z niedowierzaniem.Miny dziewczyn (tj.Agaty,Ewy czy tesz Mariny,bo inne nie znały polskiego)były równie zaskakujące jak moja.
-To co słyszałaś szmato!Wypierdalaj z tąd już!Nie masz prawa byc kurwa z Robertem.Nie masz!MArnuje się przy tobie!Spierdalaj kible myc.-Do oka napłynęła mi łza,która równie szybko poleciała po policzku.Dziewczyny coś jej powiedziały,a ja pobiegłam do sztatni.Przed nią stał zadowlony,szczęśliwy Robert.Rozmawiał z kolegami bo zdjęł bluzkę a oni nie chcieli mu dac czystej.Spojrzał w moją stronę i podbiegł do mnie.
-Jezu,kochanie!Co się stało?
-Prze-prze-przepraszam-powiedziałam zapłakana.
-Ale za co Ty mnie przepraszasz?Skarbie?-Z szatni wyszli chłopcy.Ja nie mogłam nic z siebie wydusic.Dziewczyny właśnie dotarly.Marina mnie pocieszała,coś mówiła,a dziewczyny wzięły Lewego na bok i opowiedziały wszystko.Krzyś na szczęście bawił się z Wojtkiem,który to ma u nas dziś nocowac razem z Mariną.Lewandowksi po tym spojrzał na mnie i pobiegł dac Szczęsnemu klucze.Marina poszła do Wojtka i pojechali do naszego domu.Natomiast Robert podszedł do mnie znowu,ale tym razem nic nie mówił tylko mnie przytulił.Czułam się tak bezpiecznie w jego umięśnicnych ramionach.
-Nie bój się.Przy mnie nic Ci nie grozi.-powiedział szeptem i zaczęł gładzis swoją dłonią moje puszyste włosy.
-Ale ja nie jestem taka,rozumiesz?Kocham Cię.
-Wiem.Nie przejmuj się tą laską.Ona jest jakaś chora.Chodź,pokaże Ci jedno miejsce.
-No dobrze.-Szlismy dośc długo,a na stadionie nie było już nikogo.Chłopcy się zebrali i razem ze swoimi kobietami poszli na impreze.Doszliśmy na...Na boisko.Ale byo tam inaczej niż zwykle.Było ciemno,i paliła się tylko jedna,mala lampa.
-Widzisz?Tutaj zawsze przychodziłem jak miałem jakiś problem.Biegałem,kopałem piłkę,albo po prostu siadałem z słuchawkami na uszach.Zdarzało się tak bardzo często.Ale odkąd jesteśmy razem,czyli 2 miesiące,nie byłem tu ani razu.Kocham Cię .
-Jezu.Robert,jeszcze nikt,nigdy nie powiedział mi czegoś takiego!Dziekuję.
-To co wracamy?Bo jest 23.
-Tak,chodźmy.-Wyszliśmy z pustego stadionu,trzymając się za ręcę.Na dworze było ciemno i zimno.Aż się trzęsłam.Moze trochę z nerw?Nie wiem.Robert dał mi swoją bluzę BVB i wsiedliśmy do auta.Akurat Lewy puścił jakieś wolne piosenki z tekstem o życiu.Jesteśmy w domu,tylko,że nie pali sie tam ani jedno światło.Wchodzimy i przeszliśmy cały dom a ich nie ma.Weszłąm jeszcze do sypialni i są...Spali tak słodko.Marina i Wojtek a między nimi mały,słodki chłopczyk-Krzyś.
-Robert...!-Zawołałam go najciszej jak umiałam.-Zobacz jak słodko.
-HAhahaha ale im pasuje!
-Dobra chodź.Może obejżymy jakiś film i zjemy kolacje co?
-Dobra.To idź sie odśwież,przebież,a ja zrobię kolację i poszukam filmu.
-Dziękuje.-Podeszłam do niego,stanęłam na palcach i delikatnie pocałowałam.Odwróciłam się i poszłam w stronę łazienki,on zamknął delikatnie drzwi naszej sypialni i poszedł na dół do kuchni.Wzięłam przysznic,i założyłam jakieś luźniejsze,domowe ciuchy.Zpiełam włosy w luźnego koka i zeszłam na dół.Robert zrobił jakąś sałatke,mieszankę sałat.Wiedział jak ja to lubię.Tak,ja,zapracowana Ewelina.Zaniedbałam treningi,dawniej rano i wieczrem przebierałam się w sportowy strój i cwiczyłam,biegałam.Cokolwiek byle by się ruszac.A teraz?Nie wiem co się stało,ale zaniedbałam to cholernie.Muszę wrócic do treningów.Zacznę jutro.
-Oooo jakie pyszności zrobił mój kochany Robercik...
-Już nie słodź,nie słodź.Co żes przeskrobała?
-A nic,chciałam tylko zapytac czy zechciałbyś towarzyszyc mi przy rannych i wieczornych treningach?Zaniedbałam sie,przytyłam ze 2-3 kg.Trzeba to zmienic,bo na stare lata w fotelu się nie zmieszczę.
-No co Ty!Jesteś chuda jak patyk!Na szczęście masz to co dobre...No masz je...Dobre!
-A idź Ty zboczeńcu!
-No dobra,no będę,będę.
-A i LEwy za tydzień mam rozpoczęcie.Pamiętasz,że będę studiowac?Na szczęscie grafik zajęc jest okej i nie ma dużo godzin.
-Pamietam.To dobrze.Nie zaniedbamy naszego związku.JA na mecze,Ty na zajęcia...Ale damy radę.
-Jemy?
-Tak,idź do salonu.Zaraz przyjdę.-Usiadłam na kanapę i zobaczyłam moje zdjęcie z Robertem.Nie wiem,ale coś mnie wzięło i przypomniała mi się ta dziewczyna.Jak ona mówiła mi to z nienawiścią.Pomyślałam,ze to nie ona jedyna tak mnie nienawidzi.Na świecie jest mnostwo takich jego fanek.Nie wiem sama czemu tak sie nią przejęłam?Przecież nie ona ostatnia mi to powiedziała...Ale ja mam taki charakter,zawsze sie takimi rzeczmi bardzo przejmuję.Zostało mi juz tak od podstawówki.Byłam nieśmiała,a kiedy miałam swoje orzyjaciółki to nie chciałam za wszelką cenę ich stracic.A teraz?Jestem nażeczoną wielkiego Lewandowskiego.JEszcze rok temu wzdychałam jak widziałam jakis artykuł z nim czy plakat.Kocham go i nie mogę uwierzyc jak ktoś mógł tam powiedziec do mnie?Samotna łza spłynęła mi po policzku,a za nią następne i następne.Wszedł gwiżdżac Robert,położył to na stole i szybko przyszedł do mnie.
-Ewcia,nie płacz przez tą zdzirę!?Nie wolno Ci,kotek!
-Ale nie nie mogeee...Jak ona mogła tak pomyślec?!Wszyscy tak myślą,rozumiesz?Wszyscy!
-W dupie ich mam!-wziął moją twarz w dłonie i wytarł moje słone łzy.Pocałował mnie delikatnie,a ja mu się poddałam i po chwili wylondowalismy nadzy w pokoju gościnnym.Wiedziałam,że na niego mogę zawsze loczyc.Kocham go i nie ma dla mnie znaczenia ta durna idiotka.Po upojnej nocy zasnęłam na nagim i umięśnionym torsie mojego mężczyzny.
******
Następnego dnia: 
Wstałam pierwsza,tzn tak mi się wydawało.Wstałam i udałam się do szafy po jakieś ubrania,bo miałysmy dzisiaj z Mariną udac się do galerii na zakupy.Chłopaki koniecznie chcieli iśc z małym pogras na Idnue.Wieczorem "naszego" młodego zaprosili Sahinowie do Omera.I zostaje na noc.Stwierdziliśmy,że nie ma w tym nic złego,że dzieci chą się pobawic,wiec idziemy wieczorem na impreze.Właśnie dlatego idziemy kupic jakieś ładne ciuchy.Stoję przed tą szafą i stoje...I nie mam pojęcia w co sie unrac.Na dworze 17 stopni.Ani gorąco,ani zimno.W końcu wybrałam to (bez czapki).Mój Lewusek nie spał i cały czas patrzył się na mnie...z tyłu.
-Ojoj juz się ubierasz?
-To,a co myślałeś?Idziemy z Mariną na zakupy cieniasie...
-Jaki cieniasie...Ej czekaj,czekaj...Czy Ty własnie ubierasz się w moro spodnie?
-....No.A co?
-Nic,podobno w nich nogi kobiet są jeszcze bardziej seksowne.
-Weź pieprz się!
-Ale tylko z Tobą!
-Zbereźnik!
-Idę zrobic śniadanie,lepiej?
-Oooo od razu.-Wyszlismy s pokoju razem.Okazało sie,ze Marina,Wojtek i młody są juz na dole i robią śniadanie.Ja poszłam do łazienki się ubrac i zrobic jakis makijaż.Robert także sie ubrał w to i już gotowi zeszliśmy na dół.
-Cześc wszystkim.-Powiedział uradowany widokiem Wojtka karmiącego Krzysia.Mały był już ubrany.To pewnie sprawka Mariny.Chyba nie mogę sie juz doczekac swoich dzieci.
-No witam zakochanych.My tu od rana pracujemy ciężko,a w nocy było głośno.
-Zamknij się debilu!-Powiedział Lewy
-Ej,ej nie przy dziecku!-Udałam zdenerwowaną.
-Ewka idziemy?
-Pewnie,wezmę tylko klucze do auta.
-A Wy zajmijcie sie małym.-Powiedziała do chłopaków Marina.
-No a jak?!Idziemy zaraz na SIP.
-Dobra chodźmy.Pa kochani.-Wzięłam klucze i wyszłyśmy do garażu.Wsiadłyśmy do jedne z trzech aut stojących w garażu u udałysmy się do centrum Dortmundu.Był duzy korek,z tego względu na miejsce dostałyśmy sie dopiero po godzinie.Wysiadłysmy z auta i szybkim krokiem "uciekłyśmy" przed paparazzi do centrum handlowego.Tam weszłyśmy do naszego ulubionego sklepu.Bardzo długo szukałyśmy czegoś odpowiedniego.Marina nie znalazła,ja tak.Wybrałam ten zestaw.Weszłyśmy do nastepnego sklepu i po godzinie chodzenia Marina kupiła strój na impreze,i jeszcze kilka innych ubrań.Poszłysmy następnie na jakiś obiad i kawę bo była już 16.O 17 poszłyśmy do kosmetyczki.Moje paznokcie wyglądają teraz tak,a Mariny tak.Zaszalałysmy i poszłyśmy jeszcze do fryzjera.Ja mam teraz taką fryzurę,a Mari taką.Była godzina 19.Wsiadłysmy szybko w samochód i udałyśmy się do domu.Dojechałysmy po 30 minutach.Wbiegłyśmy do domu.Chłopaki właśnie mieli się ubierac.
-Witam piękna,śliczne wlody-powiedział do mnie Robert.-Odwieźlismy Krzysia do Sahina.
-Ooo super.Dobra lecę się przebrac i Tobie też radzę.
-No idę,idę.Pokaż co kupiłaś.
-Nieee,zaraz się dowiesz.-my tak gadamy a oni juz się poszli ubrac.No nic.Nie tracę czasu i poleciałam na górę z moimi torbami.Zrobiłam makijaż i włozyłam moje ubrania.Z tego co widziałam Robert ubiera to.Wyszłam z łazienki i od razu zastałam Roberta.
-Jezu...Ale...Ty wyglądasz...zajebiście!Muwiłaś,ze nie lubisz takich miniówek.!
-No,ale...Ty lubisz.
-Nie?!Załozyłaś ją dla mnie?
-No dla Ciebie,dla Ciebie.
-Jesteś najwspanialszą kobietą jaką w życiu poznałem.A teraz wyglądasz tak seksownie,ze nie wiem ile wytrzymam patrząc sie tylko na Ciebie-No tak.Założyc dla faceta sukienkę zakrywającą tylko tyłek i już jest mój.
-Hahaha będziesz musiał wytrzymac.Chodźmy juz bo jest taksówka.-Złapaliśmy się na ręcę i niemal zbiegliśmy po schodach.Przy drzwiach stali,znaczy całowali się ojtek i Marina.Gdy nas zobaczyli udali się w strone drzwi,my zrobiliśmy to samo.Zamknęłam drzwi i wsiadłam do taksówki.Jechaliśmy w ciszy.Tylko ja trzymałam w ręku ciągle mojego iPhone'a i pisałam z Kają.Gdy dojechalismy wrzuciłam telefon do torby i weszłam z wszystkimi do lokalu.Paparazzi juz byli.Ale na szczęście porobili kilka zdjęc i wyszli.Może zrozumieli,że potrzenujemy trochę prywatności,bo Wojtek z Mariną jutro w nocy wylatują do Londynu.Chłopaki od razu udali się do baru.My także tam poszłyśmy i zamówiłyśmy po drinku.Po wypiciu procentowego napoju postanowiliśmy iśc na parkiet.Robert świetnie tańczy.Nie wytrzymam z tym debilem,złapał mnie za tyłek.Jak jakis zboczony.Chyba mówił prawdę,ze nie wytrzyma.Chyba nie będę się już tak dla niego ubierac,bo ludzie pomślą,że jest walnięty.I tak spędziliśmy resztę wieczoru.Tańczyliśmy,trochę piliśmy.Ale nie aż tak,ze byliśmy bardzo upici.Jak normalni ludzie.Wrócilismy do domu około 1.Poslzismy do swojej sypialni,Wojtek i Marina do gościnnego,nie wiem co robili,bo od razu zasnęłam w umięśnionych ramionach mojego faceta.
*****
Następnego dnia:
Obudziłam się zapewne pierwsza.Nigdy nie spałam długo.Odliczam juz dni do rocpoczęcia moich drugich studiów.Zostały 4 dni.Poszłam do łazienki wziąśc przysznic.Ubrałam to.Zeszłam na dół robic śniadanie.Przestraszyłam sie bo w salonie siedział....
========================================================================
Hej,hej Borussen.Przepraszam,że dopiero teraz dodaje rozdział,ale miałam cały tydzień zajęty.Mega sie cieszę z zwyciestwa z Marsylią dzisiaj trochę gorzej,ale Piszczek strzelił z czego bardzo,bardzo się cieszę.W czwartek byłam na wycieczce w Warszawie i znowu (albo dopiero XD) widziałam nasz narodowy.Mega wrażenia,zdjecia są.Świetny był ten tydzień.A właśnie!Wiecie kto dziś obchodzi swoje urodziny?^^ Pewnie wiecie xD Kuba Błaszczykowki <3 Więc Kuba,wszystkiego najlepszego,zdrowia,szczęścia.Mało kntuzji kochany.Duzo goli.Żebyś miał duzo radości z córki,żony i Borussi.Oczywiście zwycięstw w Kadrze,Euro 2016 i wszyskiego czego sobie zapragniesz.Pamietaj,że Twoi fani są zawsze przy tobie,na dobre i na złe.Prawda Borussen?Moim ulubionym piłkarzem jest właśnie Kuba,nie tylko ze względu na piłkarza.Szanuję go i cenię za to co przeżył.JEst teraz gwiazdą futbolu.JEst dla mnie autorytetem.A Waszym ulubionym piłkarzem jest...?Pochwalcie sie w komentarzach.Aaa i jak podoba się Wam trochę nowy wygląd bloga?Trzymjacie sie kochane.Paaa,pozdrawiam,buziaki <3 ;*



















niedziela, 1 grudnia 2013

Proźba

Hej,mam do Was jeszcze jedną proźbę.Mozecie zajrzec na tego bloga?------>http://teenagers-life-differently.blogspot.com/ . Zaczęłam go pisac i na razie jeszcze nic tam nie ma,ale będzie.Mam nadzieje,że się Wam spodoba.Pozdrawim,jeszcze ra i paa ;*

Rozdział 20

                                                         Rozdział 20
Obudziłam się u boku Roberta.Nie spał.Patrzył się na mnie,a gdy się obudziłam,zmieszła sie i odwrócił wzrok w drugi bok.Wstałam nic do niego nie mówiąc i szukałam w szafie jakiś ciuchów.
-Ewelina?-nie odezwałam się do niego wiec ponownie wymówił moje imie-Ewelina no!Długo jeszcze będziesz mnie ignorowac?!-zdenerwował się już troche,ale ja też się zdenerwowałam to niech teraz on sie pomęczy.
-Wiesz co?!Jesteś bezczelny!Najpierw oszukujesz mnie,nie mówisz mi,ze dostałeś propozycję od Bayernu,a teraz?Wrzeszczysz na mnie....Zastanów się człowieku nad sobą!
-Przecież nie przyjmę tej propozycji!-powiedział ciszej,ale stanowczo.-....chyba-powiedział jeszcze po cichu,ale na jego złośc usłyszłam.
-Chyba?!Dobra daruj sobie...-Poszłam do łazienki,zła wściekła...Ubrałam sie,włosy związałam i zrobiłam delikatny makijaż.Postanowiłam wybrac sie z Agatą,Oliwką i Krzysiem na miasto,a potem zajrzymy na trening po strój Krzysia na jutro.Wyszłam gotowa z łazienki.Nie wiem jak,ale Robert też był już ubrany i czekał na dole w korytarzu.Na mnie?Głupie pytanie,na pewno czekał na mnie,ale ja nie mam ochoty z nim jechac.
-Jedziemy?
-Ty jedziesz.JA idę.
-W takim razie,kiedy mogę się Ciebie spodziewac w domu?
-Nie wiem,przyjdę pitem z KRzysiem na trening po strój na jutro.
-Dobrze,pa-chciał mnie pocałowac,ale ja odwróciłam się i wyszłam.No taak...Miałam wziąśc ubrania na przebranie dla Krzysia....Wróciłam się.Otwieram drzwi,a tam Robert obok siedzi z głową w dłoniach.Chciałam ukucnąc obok niego,ale nie mogłam...Poszłam na górę,wzięłam jakieś ubrania i wyszłam z domu.Robert po chwili też wyszedł i odjechał.Pojechał pewnie na SIP.Po kilunastu minutach paceru doszłam na posiadłośc państwa Błaszczykowskich.Kuba właśnie wychodził na trening.
-Hej Ewcia.
-Hej Kuba.
-I jak?Pogadaliście?
-Khm....Niee...
-Dobra,nie będę się wtrącał.Lecę.Pa mała.
-No papa.
-Agata?
-Tak,tak jestem.Wchodź kochana.Idziemy na miasto?
-No właśnie,tak.
-Cesc ciocia.Cemu wcoraj wysliscie beś poźegnainia?
-A wiesz,bo musieliśmy z wujkiem załatwic jedną sprawę.Chodź ubierzemy sie i pójdziemny na miasto.
-A Olwika pojdźe ź nami?
-Jasne!I ciocia Aga.Choź ubierzemy sie.
-Jaki wystrojony chłopak!-powiedziała po kilku minutach Agata.
Wyszłysmy z dzieciakami z domu i poszłysmy na miasto.Najpierw wybrałysmy sie na lody.Dzieciaki zjadły i postanowiłyśmy pójsc na trening,kóry trwa juz z jakieś 2 godziny.Weszłam na stadion i od razu podszedł do mnie Klopp.
-Ewelina...Czy wy sie pokłóciliście?
-No..tak.A czemu pytasz?
-Bo Robert jest nie do zniesienia.JEst zly,nic mu nie wychodzi,wścieka sie na kolegów,na mnie.Możesz z nim pogadac?Bo juto gramy mecz,ważny mecz...
-No dobra...Zawołasz go?Powiedz,że czekam w Twoim gabinecie.Mogę?
-Tak,tak pewnie.Zostaw Krzysia,pobiega z chłopakami.
-Dobra to idę.-Poszłam do gabinetu Kloppa i zastanawiałam się co mam mu powiedziec?Weszłam i usiadłam na czarnym,skurzanym fotelu.Po chwili usłyszłam pukanie.
-Wejdź...
-Cześc.
-Co Ty w-y-p-r-a-w-i-a-s-z?Słucham?
-Nic.
-Nic?Trener powiedział mi właśnie jakie nic!-Wstałam i podeszlam do niego.Wzięłam jego twarz w dłonie i jeszcze raz zapytałam.
-Co jest?
-No jak to co?!Nie wiesz?Nie chcesz ze mną gadac...
-Ale jesteś teraz na boisku.Nasze sprawy nie powinny przekładac się na Twoje życie zawodowe.
-Wiem.Ale nie radze sobie z tym.Jeszcze teraz,tryzmasz moja twarz w swoich delikatnych dłoniach i ja czuje ten Twój zapach perfum i walcze ze sobą zeby Cię nie pocałowac.
-To nie walcz.Całuj.Jeżeli w ten sposób wrócisz szczęśliwy do treningu to całuj.-Robert spojrzał się na mnie jak na głupią.Ja też zastanawiałam się co ja właśnie powiedziałam.Głupia jestem,albo...zakochana.Tak!JEstem po prostu w tym wariacie ZAKOCHANA PO USZY.Ale po chwili nie chcąc marnowac takiej okazji zaczął mnie namietnie całowac.Nie wahając się położył mnie na szklane biurko Kloppa,zwalając przy tym wszystkie jego dokumenty (za to nam się oberwie!).Zaczął rozpinac moją koszule.A ja zdjęłam z niego klubową koszulke.No tak...Ale przez to wszystko zapomnieliśmy,że w gabinecie jest szklane okno z widokiem na stadion.Po chwili mieliśmy widowinie a Mario krzyknął:
-Ohoho trenerze chyba nasz Robercik odżył!-Od razu zmieszni wtsaliśmy z biurka,ja zapinając koszule,Robert zakładając bluzkę.Szybko ułożyliśmy dokumenty i wyszliśmy z gabinetu.W drodze na murawę Robert oparł mnie o ścianę i pocałował namietnie mówiąc szeptem do ucha:
-Dziękuję.Kocham Cię.
-Ja Ciebie też,ale błagam nie przechodź do Bayernu.
-Nie przechodzę,odmówiłem.
-Dzięki kochanie.No chodźmy.-Weszliśmy na murawę,czerwieni na policzkach i wszyscy zaczęli krzyczec gorzko,gorzko...Więc pocałowaliśmy się namiętnie.
-No lec tenowac.Paaa.-powiedziałam bardzo cicho.
-Paaa
-Dzięki Ewelinka.Kochana jesteś.Masz tu strój Krzysia.
-O dzięki wielkie.To co do jutra na maeczu.
-Tak,Paa kochana.
-Paa-Zawołałam jeszcze Krzysia i poszliśmy razem do auta.Zapiełam chłopca w foteliku i pojechaliśmy do galerii po buty na jutro dla małego,bo koniecznie chciał żółto czarne,a ja nie umiem mu odmawiac.Kupiliśmy i pojechaliśmy do domu robic obiecaną kolacje.Było już późno,ale chłopaki mają dzisiaj trening do 20.
-Krzysiu pomożesz mi zrobic kolacje?
-Taaaak!Super!
-To chodź,włączę Ci bajkę i pójdę się przebrac i wezmę jakieś ubranka dla ciebie.Dobra?
-Dobze ciocia.-Poszłam na góre przebrac się w coś luźniejszego.Weszłam do pokoju Krzysia po jego dresik  i zeszłam na dół.Przebrałam małego,włązyłam muzyke i powędrowaliśmy do kuchni.PRzy tym gotowaniu mieliśmy sporo zabawy.Mały dużo mi pomagał.
-To co?Ja wstawiam zapiekanke do pieca i poczytamy książkę,co?
-Dobla.
-To wybierz książeczkę i czekaj w salonie.
-Okej.-Wstawilam zapiekanke i spojrzałam na zegar.Dochodziła 20.Robert niedługo będzie.Poszłam do salonu usiadłam wygodnie obok Krzysia i zaczęłam mu czytac.Około 20:30 Robert wszedł do domu,a Krzyś?Krzyś usnął.Po cichu weszłam na górę,przebrałam go w piżamkę i zeszłam na dół do Lewego.
-Hej kochanie,mały usnąl?
-No jakoś tak wyszło.Jemy?
-Jasne.-Pójdę tylko wziąsc prysznic i się przebrac po tym  treningu.
-Okej,tylko po cichu na gorze.
-Okej,słońce.-Nakryłam do stolu i usiadłam na krześle czytając jakąś gazete.Nie zorientowalam się i mój ukochany już był.Podałam więc zapieknakę i zajadaliśmy się nią.Muszę przyznac,że naprawdę wyszła dobra,ale...Teraz trzeba zrzucic to.Taka tłucząca...Eh...Ale pyszna!
-To co robimy?-Zapytał mnie Robert wyszczerzając przy tym swoje piękne,białe zęby.
-Może film?
-Okej,horror?
-Ehhhh....No niech Ci będzie.Idź znależc film,a ja wezme wino.
-Świetnie.-Poszłam do kuchni po wino i kieliszki do niego.Wróciłam do pokoju,zgasiłam światło i wygondie usiadłam obok Roberta.Film był okropny.Strzasznie zjechał psychike.Ale cóż,to tylko fikcja.Cały gilm trzymałam się Roberta.Przy nim czułam się taka bezpieczna.
-Ewelina?Chciałem...Cię przeprosic.Nie chciałem żeby to tak głupio wyszło.
-Wiem,że nie chciałeś.-Nadal patrzył się we mnie.Miałam lampke wina i przez to,że zatraciłam się tak w jego niebieskich oczach wylałam wino na jego bluzkę.-Jezu,przepraszam.
-Nic się nie stało-powiedział zdejmując brudną bluzkę.
-Ale to się nie dopierze.
-No i co?Kocham Cię!-Powiedział i przybliżył się do mnie.Pocałował i jego ręce zaczęły błądzic pod moją bluzką.Zabrał mnie na górę,do sypialni.Musieliśmy byc cicho jak nigdy żeby młody się nie obudził.Po chwili nasze ubrania były w całym pokoju porozrzucane.A my się kochaliśmy.Po tej upojnej nocy zasnęłam na nagim torsie Lewandowskiego.Nigy nie potrafię się oprzec jego klacie.
Rano:
Obudziłam się i do naszego pokoju wparował Krzysiu,zaspany.Przetarł oczy i dziwinie się patrzył.Nic dziwnego.W domu oczą żeby sprzątac po sobie a tu w pokoju ubrania wszędzie leżą.Szturchnęłam Robetra żeby się obudził.Bo co mam zrobic?JEstem bez ubrań.
-Oooo Krzysiu...Khmm...-spojrzłam pytająco na Roberta.
-Cesc,a nie wiecie ze tzeba spzontac?
-No właśnie nam przypomniałeś.Idź do swojego pokoiku i...za łóżkiem jest nowa zabawka.Pobaw się a ja zaraz przyję do ciebie.Okej?
-Taaak!Nowa źabafka!
-Ufff...dzięki kotek.Posprzątasz?Ja pójdę wziąsc prysznic i się ubrac w coś,bo trzeba śniadanie zrobic.A ty masz jeszcze trening orzed meczem?
-Nie dziś nie.Pojedziemy na stanion tak o 14:30,więc może najpierw jakiś spacer,lody?
-Świetnie.To idę.-Weszłam pod prysznic.To kochałam,wylączyc się i pomyślec o tym moim życiu.Na ogół jest świetne.Mam kochającego narzeczonego,przyjaciół.Los w końcu się do mnie uśmiechnął.-na te myśl uśmiechnęłam się sama do siebie i wyszłam z pod prysznica.Wysuszyłam włosy,które związałam w luźnego kucyka.Ubrałam wybrane ubrania i zrobiłam delikatny makijaż.Wyszłam do łazienki i z dołu słyszłam chłopaków robiących śniadanie.Zeszłam do nich i na stole ujrzałam piękne kanapki.
-Ooo jakie piękne kanapki!
-Dla cieie ciocia.Jec!
-Dobrze,juz jem.Jakie pyszne.
-Ustaliliśmy z Krzysiem,że pójdziemy do kaiwarni na duże lody.Co Ty na to?
-To idziemy.Tylko się ubierzcie.
-Idziemy właśnie.-Robert ubrany był w to a młody w to.Ja wzięłam jeszcze moją kurtke i torbę i wyszliśmy.Szliśmy ulicami Dortmundu w strone lodziarni.Była godzina 12.Za dużo czasu nie mieliśmy.Młody cały dzień był podekscytowany.Weszliśmy do kawairni,usiedliśmy przy stoliku.Oczywiście KRzyś obok Roberta.Podeszła do nas jakaś pusta blondyneczka z duzym biustem,która zaczęła się podlizywac Robertowi nie zważając na mnie,czytaj kelnerka.
-Co mogę panu podac?
-Jakby pani nie zauważyła,ten pan nie jest sam.-Robert zaczął pod nosem się śmiac.
-Więc,co mogę państwu podac?
-Poprosimy 2 duze porcje lodów i jedną małą,tak kochanie?-Powiedziałam ironicznie
-Tak,tak słońce.-Odpowiedział roześmiany Robert.
-Dobrze,zamówienie zaraz będzie.
-Dziękuję i tak po za tym.Mój narzeczony nie lubi blodnynek.-Wtedy Robert juz nie wytrzymał i zaczął się śmiac.
-Psyniesie pani te lody!?-Zapytał jeszcze Krzysiu.Wtedy i ja nie mogłam wytrzymac ze śmiechu.No tak moja krew.Kalnerka odeszła naburmuszona.Lody przyniosła inna kelnerka.Normalna.
-Proszę,państwa lody.
-Dziękujemy bardzo.
-I przepraszam za koleżankę,ale...taki charakter.
-Nie szkodzi,miło było tak odreagowac.
-Dobrze,że spusciliście jej wiadro zimnej wody.Przyda się.Nie przeszkadzam,do zobaczenia.
-Do widzenia.-Zjedliśmylody i udalismy się do domu.Zrobiłam jakis lekki obiad,zjedliśmy trzeba było się szykowac na mecz.Poszlismy wszyscy na górę.Robert poszedł przebrac małego,a ja poszłam się ubrac do tego wzięłam jeszcze kurtkę.Poszłam do chłopców młody był już ubrany,Robert przebieże się tam.Wyszliśmy z domu i wsioedliśmy do czarnego auta,po czym udaliśmy się na Signal Iduna Park.
========================================================================
Hejo Borussen.Jak wam się podoba rozdział.Już 20!WoW!! Oglądałyście mecz wczoraj?Świetny był i Piszczu, dwa gole Lewego <33Szkoda Reusa i Kuby,ale cóż.Następny będzie za tydzień lub dwa.Zależy czy będę miała czasu troszkę.Wiem,ze w sumie nic tu sie nie dzieje,powiedzcie czy wolicie jakieś nieoczekiwane zwroty akcji czy tak jak teraz jest?Proszę także,jeżeli ktoś to czyta żeby komentował!To naprawdę motywuje i sprawia,że na mojej twarz pojawia się uśmiech.Paaa,lecę.Trzymajcie się i trzymajmy kciuki za Reusa i Kubę,żeby szybko do nas wracali.




















piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 19

                                                         Rozdział 19
Rano obudiłam się kilka minut po 7.Robert jeszcze spał.Postanowiłam go nie budzic i poszłam wziąsc przysznic,pomalowac się,uczesac i ubrac.Taka poranna rutyna.Wyszłam z łazienki po 20 minutach i zeszłam na dół zrobic jakieś śniadanie.Postawiłam na musli,nie wiedziałam czy napastnik będzie z tego zadowolony,ale cóż...Ja o linie muszę dbac,a on...Musi byc w formie.Poszłam na góre obudzic mojego śpiocha.Weszłam do sypialni,wcale nie po cichu,myślałam,ze go to obudzi,ale niee.Uklękłam więc na łóżku i szepnęłam do jego ucha "Kocham Cię".Zaczął się budzic.
-JEszcze chwileczke-powiedział nakładając na głowę poduszke.
-Wstawaj kotek,śniadanie czeka,a później mógłbyś swoją kochaną narzeczoną odwieśc na lotnisko.-zrobiłam maślane oczy,a Roebrt zdjął z głowy poduszkę.
-No dobraa..Daj mi chiwlę,idę sie ubrac.
-Czekam na dole.Kawa?
-Tak skarbie.-Poszłam na dół zrobic kawe.Swoją drogą,jakimś dziwnym zdarzeniem w domu nie ma prawie kawy.Na teraz starczy,ale czy mojemu chłopakowi będzie się chciało pójśc po kawe?Tego nie wiem.Ale chyba zaraz się dowiem,bo zszedł właśnie na dół.
-Robert,zrobisz zakupy?
-Okej zrobie.
-Kochany jesteś.Kup też cos słodkiego dla małego.I jakiueś jedzenie co dzieci lubią.Ale nie chipsy czy paluszki.
-Dobra cos tam kupie.
-Dobra to jedz,ja idę wziąsc torbe i możemy jechac.
-Dobra kochanie.-Poszłam na górę,wzięłam jakieś ciuchy na zmiane.Torbe i zeszłam na dół.Lewandowski czekał już na mnie.A raczej bawił się telefonem.Nowym telefonem.
-Robert?Jestem...
-A,tak,tak.Zagłębiłem się w telefon.
-No widzę właśnie..Rozumiem,że nowy,że iPhone,no ale ja też mam go i się tak nie zagłębiam.Hahahaha,jak dziecko kochanie,jak dziecko.
-Oj tam..Kobiety tak mają.Chodź,bo się na samolot spóźnisz.
-No chodź,chodź.-Wsiedliśmy do samochodu i po chwili byliśmy już w drodze na lotnisko.Tam się pożegnaliśmy.I weszłam na pokład samolotu.Podróż nie trwała długo.W Warszawie wsiadlam do taxówki i udałam się do domu Izy i Dawida.
-Ewelina?!Hej kochana,wchodź.
-Cześc Izka.-Dałam jej buziaka na powitanie,a ona prawie mnie udusiła.Za chwilke ujrzałam mojego chrześniaka.Duży już chłopczyk.Podbiegł do mnie szybko.
-Ciocia!!Jeśteś!Ja na cebie cekałem!
-Wiem kochanie,wiem.
-Kiedy jedziemy.?
-Zajrze jeszcze do moich rodizców i jedziemy na lotnisko.
-Jak to?Tak szybko?-Zapytała zdziwiona Iza.
-No tak wszyło...
-Krzyś?Pojedziemy z ciocią do dziadkow.
-Tak!Śupel!
-Dobra Ewcia,to idę po jego walizkę,a wy idźcie juz do auta.
-Dobra,kochana.Chodź kochanie.
-Cocia?
-Tak?
-Zawiąześ mi buti?
-Jasne,siadaj....Gotowe.-Wsiedlismy do auta i mały zdążył mi wiele opowiedzie i przyszła Iza.Razem pojechaliśmy do moich rodziców.
-Córcia?Krzyś?Izunia?
-A kto inny?
-Cesc babcia!
-Co u Ciebie Krzysiu
-Super!Jede z ciocia do Doltmundu.
-No wiem wiem.PEwnie będzie super.A przywieziesz coś babci?
-TAK!Wsystko!-Pogadaliśmy tak do 18.Mogłam z moją mamą rozmawiac godzinami,aż musieliśmy jechac na lotnisko.Mama też pojechała.Oby dwi nam pomachały i wsiedlismy do samolotu.Krzyś usnął.A ja zajęłam sie czytaniem książki.Dolecieliśmy na 21,tak jak się spodziewałam.Wysiedliśmy a Robert już czekał.Podeszlismy do niego,a Krzys był taki podekscytowany.Pierwszy raz samolotem.Zobaczy gwiazdę piłki nożnej.
-Hej kochanie-Przywitałam sie pocałunkiem.
-Hej skarbie.Czesc kolego.Jak masz na imię?-Krzyś sie chyba wstydził.
-Jaa...Jeśtem Kzyś.
-Cześc Krzysiu,ja jestem Robert.
-Wieem,widziałem cie na bojiśku.
-To dawaj łapke i idziemy do auta.Dobra?
-Tak-Robert chciał aby mały nabrał do niego zaufania.I bardzo szybko chłopczyk polubił Roberta.Całą drogę do domu opowiadał nam o przedszkolu,kolegach i o wszystkim co mu się na śline nawinęło.Po 30 minutach dojechaliśmy do domu i weszlismy do niego.
-No to chodź Krzysiu umyjemy się a wujek Robert zrobi kolacje.
-Nooo dobźe...
-A co sobie pan życzy na kolacje?-zapytał Lewy
-Kańapke.
-Dobrze,będą specjalne kanapeczki dla ciebie.-Poszłam z malym na górę,a jemu buzia się nadal nie zamykała.Wykąpałam go i założyłam pidżamkę.Zeszliśmy na dół i Krzysiu od razu pobiegł do Roberta.Chyba sie polubili.Zjedliśmy kolacje i Robert poszedł położyz młodego,a ja poszłam sie umyc i przebrac w pidżame.Jak wyszłam z łazienki to Robert już leżał w sypialni i czytał gazete.
-Zasnął?
-Taak.Pytał mnie o wiele rzeczy.Świetny chłopczyk!
-To sie cieszę,że się polubiliście.
-Ja też.Ciekawe kiedy będą nasze,małe Lewandowskie.
-Hahaha no kiedyś napewno.
-No raczej!Chodź tu do mnie.
-No jestem.-Robert przytulił mnie,zgasił światło,trochę porozmawialiśmy o naszej przyszłości i nie wiem kiedy usnęliśmy.Rano obudziłam się i nie było obok mnie Roberta,za to z dołu słyszłam odgłosy radia i chłopaków.Założyłam szlafrok i zeszłam na dół.Nie myliłam się.Na stole stały naleśniki.
-Hej chłopaki.
-Ooo cześc skarbie-pocałował mnie Robert.
-Bleee-powiedział na nasz pocałunek Krzyś.My z Robertem tylko się zaśmialismy i usiedliśmy do stołu jesc sniadanie.Mały zjadł bez marudzenia.
-To co kolego,idziemy się ubrac?
-A wujek Lobelt?
-Wujek też pójdzie się ubrac.
-Dobla.-Robert spojrzał się na mnie i uśmiechnął,a ja wzięłam małego za rączke i poszliśmy na góre wybrac jakieś ubranka.Mały był zachwyony pokoikiem.A ja byłam zachwycona takimi pięknymi,małymi ubrankami.Chyba jak każda kobieta.Mały ubrany wybiegł z pokoju i pobiegł do Roberta,który oczywiście też był już ubrany.Więc i ja poszłam do łazienki się ubrac i pomalowac.Zeszłam po kilku minutach na dół.Chłopaki chyba byli już znudzeni czekaniem na mnie.
-Idziemy?
-No wkońcu!Czekamy i czekamy...Ale pięknie wyglądasz.
-Dziękuje kotek.No chodźmy.Chodź Krzychu.
-Dobla..-mały dał nam rączki i wyszliśmy do auta.Na Signal Idune dojechaliśmy po 15 minutach.Maly był nadal taki szczęśliwy.Weszlismy na stadion i poszliśmy w strone szatni.Od wejścia słychac było chłopaków.Dobrze,że rozmawiali po niemiecku,to mały nic nie rozumiał,bo rozmawiali o takich rzeczach....hmmm +18.
-Ciocia,cemu oni mówią o jakis paniach?-Cooo??To mały umie niemiecki?!
-A ty umiesz niemiecki?
-No tiaaakkk!!Pzecies ty ciongle mówilaś po niemiecku...I w pseckolu mówią.
-Aaaa to super.-zaczęliśmy się z Robertem mimowolnie śmiac.Weszliśmy do szatni.
-Ej!Łajzy!Dziecko jest,ogar!-Krzyknął rozśmieszony całą sytuacją Lewy.
-Oooo!Nie chwaliłeś sie,że masz dziecko!-powiedział rozbawiony Gotze.(dobrze,że mały rozumie tylko trochę niemiecki,bo zaczęli takie spekulacje wygłaszac,że....)
-To jest Krzyś,chrześniak Eweliny.-poprawił Robert\
-Witaj Krzyś-przywitali sie wszyscy,a on był taki szczęśliwy.
-Dobra Krzychu,chodź idziemy na trybuny bo wujkowie maja trening.-w tym momęcie wszedł Klopp.
-O witam.Cóż to za miły chłopczyk?
-JEśtem Kśyś.
-Cześc Krzyś,chciałbys pograc chwile z nami w piłe?
-Taaak!
-To masz tuaj mały strój i idź pograc.
-Dobra to mogę zostawic go tutaj?Poszłabym zobaczyc kiedy mam rozpoczęcie na uczelni.
-Jasne,idź!Prawda Lewy?-Zapytał Klopp.
-Jase,idź kotek.-I poszlam.Wyszłam przed stadion i było naprawdę zimno.Jak na 20 września.Ale cóż.Lato odchodzi.Niedługo już będzie bardzo zimno.Weszłam na uczelnie i poszłam na tablice ogłoszeń.Przeczytałam co miałam przeczytac i dostałam sms-a,żebym nie przychodziła juz na stadion bo oni sobie z KRzysiem radzą.Wsiadłam więc w taksówkę i pojehcałam do galerii.Wparowałam do kilku sklepów,aż kupiłam jeden prześliczny zestaw (tak,kocham lity).Przeszłam jeszcze po kilku sklepach i wybrałam jakąś koszulke dla Roberta i koszule.Galerie opuściłam po 2 godzinach.Udałam się jeszcze do marketu po zkaupy na obiad i pojechałam taxsówką do domu.Chłopaków jeszcze nie było.Poszłam się przebrac w coś luźnego.Dzisś na obiad robię zapiekankę.Oczywiście staram się na zdrowo,ale co wyjdzie to nie wiem.Kiedy zapiekankę wstawiłam do pieca,do domu weszli chłopaki.
-Hej kochani,niedługo będzie obiad.
-Hej,Ewcia przebieżesz małego?Bo sie polał soczkiem.
-Jasne chodź,młody.-Poszliśmy na górę i przeprałam go w te ubranka.Zeszlismy po chwili do Roberta,który rozmawiał przez telefon,kiedy zeszłam chyba kończył rozmowe.
-Kochanie,dzwonił Kuba.Zapraszają nas dzisiaj na kolacje.
-Ooo super.A Krzys poznał juz Agate?
-Tak,była dzisiaj przynieśc Kubie kanapki bo zapomniał.A właśnie gdzie on jest?
-W w salonie,maluje.Dobra idę po obiad.Siadajcie do stołu bo juz 16,a muszę jeszcze jakieś ciuchy wam i sobie wybrac.Po chwili zaniosłam zapiekankę i sok do pokoju.Chłopaki zjedli i poszli oglądac bajke.Ja wlożyłam naczynia do mywarki i poszłam naszykowac ubrania.Krzysiowi to,Robertowi to,a sobie to.Poszłam do łazienki wziąśc prysznic,uczesac się i zrobic makijaż.Gotowa z łazienki wyszłam po ok. godzinie.Zeszłam na dół i chłopcy także byli gotowi.
-Pięnie wyglądasz.
-Dziękuje,idziemy?
-Tak,chodźmy.-Wsiedliśmy do auta i akurat w radiu była jakaś polska piosenka i zaczęliśmy wspólnie śpiewac.Do Kuby dojechalismy po 15 minutach.Wyszliśmy z auta i zapukaliśmy.
-Cześc kochani,wchodźcie-przywitała sie z nami Agata.-witaj przystojniaku-zwróciła się do Krzysia.
-Ceśc ciocia.
-Hej Aga-dałam jej buziaka w policzek.
-Hej Kubol-przywitał się Robert.-Po chwli wszyscy zasieldiśmy do stołu.Łącznie z Krzyśkiem i Oliwią.Zjedliśmy kolacje i dzieci poszły się bawic a my rozmaiwaliśmy.Było mnóstwo śmiechu.
-I jak Robert?Zdecydowałeś już?-Zapytał Kuba.
-Tak,tzn nie wiem....
-Ale o co chodzi?-Zapytałam zdziwiona całą sytuacją.
-Bayern złożył mi propozyję przjeścia do ich klubu.
-Ahaa!I oczywiście mi nie powiedziałeś,tak?!-Zapytałam wściekła.
-To nie tak...
-A jak?!!
-Prosze...Nie kłóccie się....-Próbowała pogodzic nas Agata.-Albo,zostawcie u nas Krzysia i jedźcie do odmu podgadac?On bawi sie z Oliwka,jutro Kuba go przywiezie przed treningiem.
-To chyba będzie najlepsze wyjście.Nie chce żeby dziecko przez tego dupka się wystraszyło jak się pokłócimy.Dzięki Agatka.Papa-dalam jej buziaka i wyszłam
-Dzięki stary-pwoedział po cichu Robert do Kuby.
-Przepraszam,nie wiedziałem...
-Już dobra,cześc.-Wyszlismy do auta.W drodze nie odzywalismy się do siebie.Weszliśmy do domu i rzuciłam klucze na sofe.
-Co Ty sibie do cholery jasnej wyobrażasz?!Całe życie będziesz mnie oczukiwał?!
-No przepraszam!Nie wiedziałem czy ci mówic czy nie...
-Aaaaa to wiele wyjaśnia!To ja teraz pójdę na impreze,prześpie sie z jakimś facetem,wrócę i nie powiem Ci i będziemy życ jak gdyby nigdny nic,tak?Na tej zasadzie chcesz mi wcisnąc kit?!
-Nie!To nie tak!Kurwa nooo!Nie powiedziałem Ci bo chciałem to przemyslec!A Ty byso tym tylko gadała.
-Świetnie!Ale ja Cię Kocham!I chce wiedziec co jest w Twojim życiu,a nie,że się dowiaduje od Kuby.IDę sie umyc...-Poszłam na góre sie umyc i przeprac w jakieś piżamę.Słyszłam,ze Robert trzaskał drzwiami od szafy i szufladami od komód wiec chyba też się przebierał.Wyszłam po kilku minutach to leżał na łóżku i czytał gazete.Poszłam więc tez do sypialni,bo nie będę przez tego palanta spac na kanapie.Zaczęłam czytac kdizążkę.Po chwili jednak przerwał mi głos mojego chłopaka.
-Przepraszam no...Nie lubię jak sie na mnie gniewasz.
-A ja nie lubie jak kłamiesz.Idę spac.Dobranoc!
-Pa
========================================================================
Hej,przepraszma,ze tak późno,ale szkoła,szkoła,szkoła....Wiem także,ze nic się ttaj nie dzieje,ale jakoś mi wena ucieka.Nie wiem jak to co myslę przełozyc na papier,przepraszam i mam nadzijee że następny rozdział będzie lepszy.Paaa ;***AAAaa I pamietajcie JUTRO MECZ BORUSSIA-BAYERN.Kibicjuemy BVB!! <333