Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 22

                                                              Rozdział 22
W salonie zobaczyłam Marco.Siedzial na fotelu i z nosa leciała mu cuiurkiem krew.Nie wiedziałam czy pytac jak wszedł,czy co się stało.
-Marco,co się stało?!-Krzyknęłam szeptem bo wszyscy spali.
-Nie widac?Krew z nosa mi leci.
-A jak wszedłeś?
-Drzwi były otwarte...Auuu-Poleciała mu mocniej krew.
-Jedziemy do szpitala.
-Nie jeedziemy do żadnego szpitala!Daj mi jakąś chusteczkę i juz mnie nie ma.
-No chyba żartujesz.Biorę klucze i Cię odwiozę,herbate zrobie.
-No dobra...-Niechętnie Marco się zgodził.Napisałam kartkę Robertowi zeby się nie martwił i pojechaliśmy do Reusa.Przez całą drogę próbowałam wyciągnąc z niego kto go tak urządził.Niestety nie chciał powiedziec.Martwię sie o niego,jest moim przyjacielem.Dojechalismy po chwili.Wyszłam z auta i podążałam za Marco do jego domu.Otworzył drzwi i zchylił się by odwiązac buty.Chyba zakręciło mu się w głowie.
-Ej,ej Marco.Kładź się na kanapie ja Ci zdejmę te buty.
-Ojej jak słodko,hahaha!
-Nie śmiej się,bo to nie jest zabawne.Lepiej powiedz mi kto Ci to zrobił,hmm?-Piłkarz usiadł na swojej miękkiej kanapie a ja obok niego.Spojrzałam przed siebie gdzie stał zegar.Wskazywał na 7:47.Wow,wcześnie wstałam.Wpatrzona w ten punkt czekałam na odpowiedź blondyna.Mogłabym chyba czekac sobie tak do jutra.
-Nie...Nie ważne.
-Kurwa Marco jesteś moim przyjacielem,zależy mi na Tobie.!
-Ale to nic ważnego...Jakiś kibic był zażalowany,ze nie dostał autografu.
-Na pewno?-Zapytałam podejrzliwie piłkarza.Wiedziałam,że nie mówi mi prawdy,ale postanowiłam nie dociekac teraz.Może Robertowi powie?Nie wiem,ale widzę,że jest osłabiony.Dam chłopakowi trochę spokoju...
-Tak,na pewno.Dziękuję,że tak sie o mnie martwisz.
-Dobra kładziesz się tu czy w sypialni?
-Może pójdę do sypialni...
-To idź,a ja zrobię Ci kawe i jakieś śniadanie,bo założę się,że nic dziś nie jadleś?
-Yyyy...No...Eeee...
-Tak myślałam.Szoruj na górę!
-Tak jest szefowo!-I poszedł do sypialni.Tymczasem ja próbowałam ogarnąc co gdzie jest w jego kuchni.Po 5 minutach miałam wszystko do przygotowania naleśników.Zrobiłam mu kawe i postawiłam na tacy.To samo zrobiłam z wcześniej usmażonymi naleśnikami.Wchodziłam na górę i myślałam,ze na zawał padne.Z każdym krokiem uważałam coraz bardziej,aby się nie wywrócic.Jest!Doszłam.JEstem na górze,tylko zaraz...Który to pokój Marco?Rozejrzałam się dookoła i wybrałam drzwi na których wisi zdjęcie całej Borussi.Nie myliłam się.Leżał tam na łóżku Marco.Oglądał coś w telewizji.
-Jak się czujesz?-Zapytałam z wyczuwalną troską w głosie.
-Dzięki kochanie,lepiej.-Zaśmiał się.No tak ja się o niego martwię,a ten dureń się śmieje!
-No wiesz...Ja sie o ciebie martwię!
-Wiem i dziękuję Ci.
-Proszę ,śniadanie.
-Oooo,mniam!Dziekuję.Usiądziesz na chwile czy jedziesz?
-Chwile posiedze,bo zrobiłam sobie kawe.
-Co u Was?
-U nas?Żartujesz?Wczoraj widziałeś się z Robertem.
-Ale nie z Tobą.
-No więc mam w przyszłym tygodniu rozpoczęcie roku akademickiego.
-Oooo,nie wiedziałem,że studiujesz.
-No widzisz,widzisz.-Reus to miły chłopak.Nie wiem jakim cudem nie ma dziewczyny.No tak..Zawsze kiedy zaczynam się nad czymś zastanawiac dzwoni mój telefon.Dzwonił Robert,szybko więc odebrałam.
-Cześc skarbie,wstałeś?
-Ej kotek,co się Marco stało?Mam przyjechac?
-Nieee,nie przyjeżdzaj.Jak wróce to pogadamy.
-A własnie...Kiedy będziesz?
-Za jakieś pół godziny.
-To czekam.Paa.Podrów Marco.Aaa i powiedz mu,zeby się mnie spodziewał później.
-Paa,przkażę.-Rozłączyłam się i spojrzałam na Reusa,który porzoglądał mi się jak rozmawiałam.Pewnie chciał wiedziec,co Robert mu przekazał.
-Robert Cię pozrawia i mówi,ze wpadnie potem.
-O matko...I ten będzie męczył mnie pytaniami...
-No widzisz,biedak.
-Właśnie!Przyjdziesz jutro z LEwym,impreze robię.
-Jutro?Nie dam rady,Krzysia do Polski odwożę.Robert sam pewnie przyjdzie.
-No dobra.Na następną się załapiesz,na pewno!
-No ja myśle!Dobra Reusik to ja lecę.Lewy potem wpadnie.-Zbliżyłam się do niego i dałam buziaka w policzek.
-Paa piękna,hahahahaha.
-Paa lizusie!-Wyszłam z pokoju Marco i zeszłam na dół.Ma bardzo ładnie urządzony dom.Wyszłam z domu i wsiadłam do czarnego auta Bobka.Do domu jechałam jakieś 15 min.Po drodze kupiłam jeszcze coś na śniadanie.Weszłam do domu,była godz. 9:00.W salonie siedział tylko Robert i coś oglądał w telewizji.
-Hej misiek.Gdzie reszta?
-Hej słońce.-Podniósł się z kanapy i podszedł mnie pocałowac.-Reszta spi.
-Jeszcze?Dobra to chodź zrobimy śniadanie.
-Chodźmy pod prysznic.Specialnie czekałem...
-Nie Robert :D/
-No proszę!I tak będziesz musiała sie przebrac bo idziemy potem na miasto.
-Eh...Niech Ci będzie debilu mój <3 Chodź wybrac ciuchy.-Lewy uradowany wziął moją dłoń i poszliśmy na górę do garderby.Nie wiedziałam w co się ubrac,bo zimno dzisiaj,a przecież jeszcze "lato".Na dworza szarno,ponuro.Nie ma słońca.Nigdy nie lubiłam takiej pogody,słońce jakoś sprawiało,że się uśmiechałam.Ale teraz z Robertem to nawet w burze się uśmiecham.Wbrałam to.Robert też wziął jakieś ubrania i poszliśmy do łazienki.
-No to wyskakuj z ubranek.-"Jezu Lewy ale jesteś zboczony".
-HA HA HA,bardzo smieszne.-Po chwili droczenia się weszlismy nadzy pod prysznic.Oczywiście nie obyło się bez całowania się.W sumie to połowe czasu całowalismy się.Po 20 min wyszlismy z kabiny i ubraliśmy się.Wyszliśmy z łazienki i akurat Krzyś sie obudził.
-Witaj słonko.-ukucnęłam przy nim i przybiłam z nim piątkę.
-Cesc.
-Głodny?-Zapytał się chłopca Robert.
-Taaaak!-Poszliśmy na doł.Wygłupialismy się z Krzyśkiem i śmialiśmy.Zrobiliśmy tosty na śniadanie i wstali nasi zakochańce.
-Oooo paczcie kto wstał!Wyspani?Chociaż...Głupie pytanie.-LEwy jak zwyklle śmiał się z przyjaciela.
-Yyyy...Bo...My...Wieczorem...No ten.Książkę czytaliśmy długo...
-Oj Wojtuś,Wojtuś...Już ja wiem co robiliscie.
-Dobra tam co na śniadanie?
-Tosty,siadajcie.-Powiedziałam już przerywając te zaczepki Roberta.Zjedliśjmy śniadanie i ustalilismy co robimy.Marina ze Szczęsnym wyjeżdżają za godzinę.Odwieziemy ich na lotnisko  i pojedziemy do zoo.Posprzątałam po śniadaniu i pojechalismy odwiezd zakochanych na lotnisko.Po tym udaliśmy się do obiecanego zoo.Młodemu bardzo się podobało.Później pojechalismy do domu.Około 20 weszliśmy do domu Roberta.Bo przecież to nie jest mój dom,tylko nadal Lewego.
-Ej!Robert miałeś jechac do Marco!
-O kur...kurczaki!Zadzwonie do niego.
-Dobra to ja idę umyc i położyc małego bo pada ze zmęczenia.-Wzięłam chłopaca na ręcę i już nawet nie myłam go,tylko od razu przebrałam w piżamkę.Tak słodko spał.Chciałabym miec kiedyś synka.Właśnie z Robertem,chce żeby był ojcem moich dzieci.Zgasiłam światło i po cichu wyszłam z pokoju.Zeszłam na dół i Robert siedział na fotelu czekając na mnie.
-Śpi?
-Taak.Zasnął od razu,nawet go już nie myłam.
-To dobrze...Co robimy?
-Szczerze mówiąc to też pójdę się umyc i może gazete poczytam w łóżku...
-To ja też.Poleżymy sobie.
-Jasne.To idę się umyc do łazienki na górze.
-To ja na dole skarbie <3.-Poszłam na górę po piżamę i do łazienki.Zmyłam makijaż i poszłam pod prysznic.Woda lała się,lała aż w końcu uznałam,że koniec tego dobrego.Załozyłam koszulke roberta króciutkie spodenki i wyszłam z łazienki.Udałam się do sypialni.Rober już był i czytał jakąś gazetę motoryzacyjną.Jak mnie zobaczył odłożył ją i zgasił światło.
-Chodź,połóż się obok mnie.
-No jestem.-Głowę miałam połozoną na nagim torsie Roberta.Tak,często spał bez bluzki.On za to zaczął bawic się kosmykami moich długich,gęstych włosów.Lezelismy tak w ciszy,ale Robert ja przerwał.
-Wiesz...Jeszcze nidy nie czułem sie tak jaz przy Tobie...
-Ja też kochanie...Nawet nie wiesz jak bezpiecznie czuję sie z Tobą.Kiedyś marzyłam żeby miec od Ciebie autograf...
-Teraz możesz miec codziennie...Idę jutro na tę impreze do Reusa.
-Spoko,ja będę w nocy,albo rano.Zobaczę.
-Będę czekał.Dobranoc.
-Paaa-Chciałam pocałowac go w policzek,ale przesunął głowę i namiętnie mnie pocałował w usta.Po tym pocałunku nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza...
***
Nastęopnego dnia:
Wstałam o 10.Samolot mamy na 12,więc spokojnie wstałam i poszłam na dół.Chłopcy już urzędowali w kuchni.
-Hej chłopcy.Co Wy tu robicie,hm?
-Śniadanko dla mojej książniczki.
-I moiei!
-No nie wiem,nie wiem kolego.
-Tiak!
-No niech Ci będzie-podroczył się chwile z małym Robert.
-To co zrobiliście?
-Omlet z owocami,ta dam!
-Mmmm.To sidajmy bo niedługo wylatujemy.
-A bede mógl do waś jeśce psyjechac?
-Oczywiście,że tak!
-To śupel.-Zjedliśmy sniadanie jak prawdziwa rodzina.Później chłopcy poszli sie ubrac,a ja posprzątałam po  śniadaniu i sama udałam sie do garderoby.Juz jedługo pierwszy dzień jesieni-czyli na dworze coraz zimniej.Postanowiłam ubrac się w to.Kilka godzin później byliśmy z małym w drodze do Polski.Robert podrzucił nas,a sam pojechał na trening.Krzysiek od razu zasnął.W Polsce bylismy około 14:30.Zamówiłam taksówkę i pojechałam do rodziców gdzie już wszyscy czekali na nas.Krzysiek bardzo stęsknił się za rodzicami.Zostałam na obiedzie,a później wybrałam się z mamą do galerii.Bawiłyśmy się świetnie.Samolot miałam o 6 rano.Więc około 8 powinnam byc w Dortmundzie.Tymczasem spędzę noc w swoim rodzinnym domu.Z mamą dogaduje się wspaniale.Rozmawiamy o wszystkim jak stare,dobre przyjaciółki.Bardzo się cieszę,że mam tak dobre kontaty ze swoją rodzicielką.Wybiła godzina 12 w nocy,a ja z rodzicami wspominamy stare,dobre czasy.Poszłam na górę,wzięłam prysznic,przebrałam sie w piżamę i poszłam do nadal mojego pokoju.Usnęłam od razu.
***
Rano:Zdążyłam sie tylko obudzic i już ktoś zapukał do drzwi.Zaspana odpowiedziałam "proszę".Była to moja mamusia.Zegar wskazywał na godzinę 5.No tak...To już czas.
-Witaj córcia.Śniadanko du łóżka dla mojej kruszynki.
-Ojj...Mamuś dziękuję!Jesteś niezastąpiona.-Śniadanie zjadłam w 5 minut.Było takie pyszne!Kakauko i naleśniki z bitą śmietaną.Zawsze uwielbiałam takie śniadanie.Mama mnie rospieszcza.Nie chciało mi się strasznie wstac z łóżka,ale musiałam.Wygramoliłam się spod ciepłej koudry i podreptałam do mojej łazienki na poddaszu.Stanęłam przed listrem i musiałam jakoś ogarnąc to co miałam na głowie.Uczesałam je,nałożyłam na twarz lekki makijaż i założyłam ubranie.Wyszłam z łaznienki i słyszłam śmieszy rodziców z dołu.Zeszłam po schodach i zobaczyłam jaką wałówkę na drogę mama mi przygotowała.
-Mamuś,dla kogo to wszystko?
-No jak to?Dla Ciebie i Robercika.
-No dobrze niech Ci będzie...To ja zamawiam taksówkę i lecę na lotnisko.
-Jaką taksówke!?Córa oszalałaś,tatuś Cię zawiezie!-Oburzył sie mój kochany tata.
-Dziękuję tatuniu.To co?Jedziemy?
-Oczywiście.
-Jadę z Wami!
-Nieee.Mamuś,jest przed 6,idź spac.
-No dobrze.To chodź no tu,pozegnaj sie z matką.-Podeszłam do mojej rodzicielki i mocno uscisnęłam.Na koniec buziak i poszłam w strone drzwi.
-No to trzymaj się kochanie i uważaj na siebie.A i ucałuj Roberta ode mnie.
-Jasne ucałuje.Paaa!-I wyszliśmy z tatą z domu.Poszliśmy do garażu i wsiedliśmy do auta taty.Po drodze leciała piosenka Ewy Farnej-Bez łez.Bez wachania włączylismy się i także cała drogę spiewalismy.Świetnie się przy tym bawiliśmy,ale nadaszedł czas rozstania.Tata odprowadził mnie pod samą odprawę i pożegnialiśmy się.Ja po 20 minutach była już na pokładzie samolotu Warszawa-Dortmund.Usiadłam na siedzeniu,włożyłam słuchawki w uszy i zastanawiałam się co by było jakbym nagle to wszystko straciła.Nawet nie chciałam o tym myślec.Zatraciłam sie w słuchaniu muzyki.Uwielbiam słuchac Bednarka,ostatnio Lewy poprzesyłał mi kilka piosenek rapu i muszę przyznac,że całkiem spoko.Słuchałam,słuchałam,i w końcu doleciałam na miesce.Opuściłam samolot i udałam się po bagaże.W sumie to jeden bagaż.Zamówiłam taksówkę i po 20 minutach byłam pod naszym domem.Ciakwa jestem jak tam Robert po imprezie.No nic,zapłaciłam taksówkarzowi i weszłam przez brame na posesje domu Roberta i chyba już także i mojego.Drzwi były otwarte...Eh,pewnie był pijany.Weszłam i nikogo na dole nie było.Postanowiłam sprawdzic góre,weszłam do sypialni...I momentalnie upuściałm wysztko co miałam w dłoniach.Robert leżał z jakąś kobietą.Byli nadzy.Byłam pewna,że mnie zdradził.Przecież ten widok mówi sam przez siebie.Nie mogłam nic powiedziec.Robert gdy mnie zobaczył kazał ubrac sie tej lasce i wynosic,on zrobił to samo.Gdy wychodziła ta lafirynda zmierzyłam ją wzrokiem i odwróciłam wzrok na Roberta.Spojrzałam na niego z obrzydzeniem,wstrętem,nienawiścią.Po moim policzku zaczęłt spływac łzy.
-Ewelina...To nie tak,ja...Byłem pijany.
-Wiesz co?!Nie kompromituj się!Nie nawidzę cię!Nie chce cie znac!To KONIEC,rozumiesz?Wszystko zniszczyłeś!
-Nie mozesz tak nas przekreślic....
-Nie ma już rzadnych nas...JEstem ja i jesteś ty!-Rozpłakałam sie wtedy jeszcze bardziej wybiegłam z domu i biegłam przed siebie.Zatrzymałam się w pobliskim parku.Tam usiadłam na ławce i łzy wróciły.Siediząłam tak z 15 min.Spostrzegłam w oddali blondyna.Gdy podszedł bliżej zauważyłam,ze był to Reus.JAk mnie zobaczył i jescze płaczącą podbiegł do mnie szybko.
-JEzu...Ewka co jest?
-Robert...On mnie zdradził!-Znów wybuchłam płaczem.Marco już o nic nie pytając usiadł obok mnie i mocno przytulił.Tego właśnie potrzebowałam czułości,zrozumienia.
-Chodź,pójdziemy do mnie.
-Ale,tam są chłopaki.
-Nie,niekogo nie ma.Impreza skończyła się o 3.
-W taki razie chodźmy.-Szlismy kawałek i doszliśmy do domu młodego zawodnika Borussi.Weszłam do jego domu i na prawdę nikogo nie było.Muszę powiedziec,że jak na dom,mężczyzny i to w dodatku po imprezie to było tam czyściutko!
-Siadaj na kanapie.Pójdę po chusteczki i wodę i zaraz będę.
-Dobrze.-Usiadłam na białej i miękkiej kanapie Reusa.Blondyn jak obiecywał po chwili znalazł się obok mnie.
-Nie płacz już kochanie.Bo mi serce pęknie.
-Nie mogę...Jak on mógł?!
-Był pijany...To moja wina trochęniepotrzebnie zapraszałem dziewczyny...
-Co Ty gadasz?!To nie Twoja wina!On na każdej imprezie będzie mnie zdradzał?
-No w sumie...Nie płacz.-Wziął chusteczke,moją twarz w dłonie i otarł łzy.Wkrótce nasze twarze zblizyły się do siebie...Dzieliły nas milimetry.I stało sie.Pocałowaliśmy się,trwało tu dłuzej.Któreś z nas musiało się oderwac,bo doszłoby do czegoś miedzy nami.A ja chce żeby on był po prostu moim przyjacielem.Bez rzadnych zobowiązań.
-Przepraszam...
-Nie ma sprawy.Zapomnijmy o tym po prostu.
-To dooobrze.Chodź musisz coś zjeśc,zrobimy śniadanie.
========================================================================
Hej.Mam teraz chwilowo wene,ale zastanawiam się czy dalej pisac bo osoatnio mało osób czyta rozdziały,komentuje.Pozostawiam tę decyzje Wam.Jak mijają porzygotowania do świąt?Ja już teraz życzę Wam Radosnych świąt,bogatego mikołaja,kibicowania BVB i wygranych ich,aby spełniły się Wasze marznia i Szczęśliwego Nowego Roku,i aby ten rok był lepszy dla Was jak i dla BVB.Pozdrawiam gorąco i nowy rozdział powinien niedługo się pojawic.:)














sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 21

                                                             Rozdział 21
Weszliśmy na stadion po czym ja udalam się na trybuny a chłoapki do szatni.Siedziałam obok Ewy i Agaty,bo to z nimi najbradzij się dogadywałam.Przedemną siedziała jakaś napalona fanka Roberta.(Widzac to było po niej).Nie miałam nic przeciwko temu,trochę chciało mi się śmiac,ale powstrzymałam się.Zaczyna się.Chłopcy wychodzą z szatni i obok Lewego Krzyś.Przesłodko to wygląda.Zaczął się mecz.Jest dobrze.Lewy strzelił jedną bramkę pokonując przy tym swojego przyjaciela-Wojtka.Nestępnie Arsenal wyrównuje i taki wynik utrzymuje się do końca pierwszej połowy.Po przerwie chłopaki wchodzą ze "świeżą krwią".Są zdeterminowani co przekłada sie na boisku.Już w 53' Piszczek zalicza asystę,a strzela Sahin.Mecz kończy się tym właśnie wynikiem.2-1 dla Borussi.Wlaśnie zbierałyśmy się z dziewczynami w stronę szatni,do chłopaków,gdy odezwała się fanka Roberta.
-Wiem,ze jesteś z ni tylko dla forsy,ty pusta dziwko.
-Słucham?-Zapytałam z niedowierzaniem.Miny dziewczyn (tj.Agaty,Ewy czy tesz Mariny,bo inne nie znały polskiego)były równie zaskakujące jak moja.
-To co słyszałaś szmato!Wypierdalaj z tąd już!Nie masz prawa byc kurwa z Robertem.Nie masz!MArnuje się przy tobie!Spierdalaj kible myc.-Do oka napłynęła mi łza,która równie szybko poleciała po policzku.Dziewczyny coś jej powiedziały,a ja pobiegłam do sztatni.Przed nią stał zadowlony,szczęśliwy Robert.Rozmawiał z kolegami bo zdjęł bluzkę a oni nie chcieli mu dac czystej.Spojrzał w moją stronę i podbiegł do mnie.
-Jezu,kochanie!Co się stało?
-Prze-prze-przepraszam-powiedziałam zapłakana.
-Ale za co Ty mnie przepraszasz?Skarbie?-Z szatni wyszli chłopcy.Ja nie mogłam nic z siebie wydusic.Dziewczyny właśnie dotarly.Marina mnie pocieszała,coś mówiła,a dziewczyny wzięły Lewego na bok i opowiedziały wszystko.Krzyś na szczęście bawił się z Wojtkiem,który to ma u nas dziś nocowac razem z Mariną.Lewandowksi po tym spojrzał na mnie i pobiegł dac Szczęsnemu klucze.Marina poszła do Wojtka i pojechali do naszego domu.Natomiast Robert podszedł do mnie znowu,ale tym razem nic nie mówił tylko mnie przytulił.Czułam się tak bezpiecznie w jego umięśnicnych ramionach.
-Nie bój się.Przy mnie nic Ci nie grozi.-powiedział szeptem i zaczęł gładzis swoją dłonią moje puszyste włosy.
-Ale ja nie jestem taka,rozumiesz?Kocham Cię.
-Wiem.Nie przejmuj się tą laską.Ona jest jakaś chora.Chodź,pokaże Ci jedno miejsce.
-No dobrze.-Szlismy dośc długo,a na stadionie nie było już nikogo.Chłopcy się zebrali i razem ze swoimi kobietami poszli na impreze.Doszliśmy na...Na boisko.Ale byo tam inaczej niż zwykle.Było ciemno,i paliła się tylko jedna,mala lampa.
-Widzisz?Tutaj zawsze przychodziłem jak miałem jakiś problem.Biegałem,kopałem piłkę,albo po prostu siadałem z słuchawkami na uszach.Zdarzało się tak bardzo często.Ale odkąd jesteśmy razem,czyli 2 miesiące,nie byłem tu ani razu.Kocham Cię .
-Jezu.Robert,jeszcze nikt,nigdy nie powiedział mi czegoś takiego!Dziekuję.
-To co wracamy?Bo jest 23.
-Tak,chodźmy.-Wyszliśmy z pustego stadionu,trzymając się za ręcę.Na dworze było ciemno i zimno.Aż się trzęsłam.Moze trochę z nerw?Nie wiem.Robert dał mi swoją bluzę BVB i wsiedliśmy do auta.Akurat Lewy puścił jakieś wolne piosenki z tekstem o życiu.Jesteśmy w domu,tylko,że nie pali sie tam ani jedno światło.Wchodzimy i przeszliśmy cały dom a ich nie ma.Weszłąm jeszcze do sypialni i są...Spali tak słodko.Marina i Wojtek a między nimi mały,słodki chłopczyk-Krzyś.
-Robert...!-Zawołałam go najciszej jak umiałam.-Zobacz jak słodko.
-HAhahaha ale im pasuje!
-Dobra chodź.Może obejżymy jakiś film i zjemy kolacje co?
-Dobra.To idź sie odśwież,przebież,a ja zrobię kolację i poszukam filmu.
-Dziękuje.-Podeszłam do niego,stanęłam na palcach i delikatnie pocałowałam.Odwróciłam się i poszłam w stronę łazienki,on zamknął delikatnie drzwi naszej sypialni i poszedł na dół do kuchni.Wzięłam przysznic,i założyłam jakieś luźniejsze,domowe ciuchy.Zpiełam włosy w luźnego koka i zeszłam na dół.Robert zrobił jakąś sałatke,mieszankę sałat.Wiedział jak ja to lubię.Tak,ja,zapracowana Ewelina.Zaniedbałam treningi,dawniej rano i wieczrem przebierałam się w sportowy strój i cwiczyłam,biegałam.Cokolwiek byle by się ruszac.A teraz?Nie wiem co się stało,ale zaniedbałam to cholernie.Muszę wrócic do treningów.Zacznę jutro.
-Oooo jakie pyszności zrobił mój kochany Robercik...
-Już nie słodź,nie słodź.Co żes przeskrobała?
-A nic,chciałam tylko zapytac czy zechciałbyś towarzyszyc mi przy rannych i wieczornych treningach?Zaniedbałam sie,przytyłam ze 2-3 kg.Trzeba to zmienic,bo na stare lata w fotelu się nie zmieszczę.
-No co Ty!Jesteś chuda jak patyk!Na szczęście masz to co dobre...No masz je...Dobre!
-A idź Ty zboczeńcu!
-No dobra,no będę,będę.
-A i LEwy za tydzień mam rozpoczęcie.Pamiętasz,że będę studiowac?Na szczęscie grafik zajęc jest okej i nie ma dużo godzin.
-Pamietam.To dobrze.Nie zaniedbamy naszego związku.JA na mecze,Ty na zajęcia...Ale damy radę.
-Jemy?
-Tak,idź do salonu.Zaraz przyjdę.-Usiadłam na kanapę i zobaczyłam moje zdjęcie z Robertem.Nie wiem,ale coś mnie wzięło i przypomniała mi się ta dziewczyna.Jak ona mówiła mi to z nienawiścią.Pomyślałam,ze to nie ona jedyna tak mnie nienawidzi.Na świecie jest mnostwo takich jego fanek.Nie wiem sama czemu tak sie nią przejęłam?Przecież nie ona ostatnia mi to powiedziała...Ale ja mam taki charakter,zawsze sie takimi rzeczmi bardzo przejmuję.Zostało mi juz tak od podstawówki.Byłam nieśmiała,a kiedy miałam swoje orzyjaciółki to nie chciałam za wszelką cenę ich stracic.A teraz?Jestem nażeczoną wielkiego Lewandowskiego.JEszcze rok temu wzdychałam jak widziałam jakis artykuł z nim czy plakat.Kocham go i nie mogę uwierzyc jak ktoś mógł tam powiedziec do mnie?Samotna łza spłynęła mi po policzku,a za nią następne i następne.Wszedł gwiżdżac Robert,położył to na stole i szybko przyszedł do mnie.
-Ewcia,nie płacz przez tą zdzirę!?Nie wolno Ci,kotek!
-Ale nie nie mogeee...Jak ona mogła tak pomyślec?!Wszyscy tak myślą,rozumiesz?Wszyscy!
-W dupie ich mam!-wziął moją twarz w dłonie i wytarł moje słone łzy.Pocałował mnie delikatnie,a ja mu się poddałam i po chwili wylondowalismy nadzy w pokoju gościnnym.Wiedziałam,że na niego mogę zawsze loczyc.Kocham go i nie ma dla mnie znaczenia ta durna idiotka.Po upojnej nocy zasnęłam na nagim i umięśnionym torsie mojego mężczyzny.
******
Następnego dnia: 
Wstałam pierwsza,tzn tak mi się wydawało.Wstałam i udałam się do szafy po jakieś ubrania,bo miałysmy dzisiaj z Mariną udac się do galerii na zakupy.Chłopaki koniecznie chcieli iśc z małym pogras na Idnue.Wieczorem "naszego" młodego zaprosili Sahinowie do Omera.I zostaje na noc.Stwierdziliśmy,że nie ma w tym nic złego,że dzieci chą się pobawic,wiec idziemy wieczorem na impreze.Właśnie dlatego idziemy kupic jakieś ładne ciuchy.Stoję przed tą szafą i stoje...I nie mam pojęcia w co sie unrac.Na dworze 17 stopni.Ani gorąco,ani zimno.W końcu wybrałam to (bez czapki).Mój Lewusek nie spał i cały czas patrzył się na mnie...z tyłu.
-Ojoj juz się ubierasz?
-To,a co myślałeś?Idziemy z Mariną na zakupy cieniasie...
-Jaki cieniasie...Ej czekaj,czekaj...Czy Ty własnie ubierasz się w moro spodnie?
-....No.A co?
-Nic,podobno w nich nogi kobiet są jeszcze bardziej seksowne.
-Weź pieprz się!
-Ale tylko z Tobą!
-Zbereźnik!
-Idę zrobic śniadanie,lepiej?
-Oooo od razu.-Wyszlismy s pokoju razem.Okazało sie,ze Marina,Wojtek i młody są juz na dole i robią śniadanie.Ja poszłam do łazienki się ubrac i zrobic jakis makijaż.Robert także sie ubrał w to i już gotowi zeszliśmy na dół.
-Cześc wszystkim.-Powiedział uradowany widokiem Wojtka karmiącego Krzysia.Mały był już ubrany.To pewnie sprawka Mariny.Chyba nie mogę sie juz doczekac swoich dzieci.
-No witam zakochanych.My tu od rana pracujemy ciężko,a w nocy było głośno.
-Zamknij się debilu!-Powiedział Lewy
-Ej,ej nie przy dziecku!-Udałam zdenerwowaną.
-Ewka idziemy?
-Pewnie,wezmę tylko klucze do auta.
-A Wy zajmijcie sie małym.-Powiedziała do chłopaków Marina.
-No a jak?!Idziemy zaraz na SIP.
-Dobra chodźmy.Pa kochani.-Wzięłam klucze i wyszłyśmy do garażu.Wsiadłyśmy do jedne z trzech aut stojących w garażu u udałysmy się do centrum Dortmundu.Był duzy korek,z tego względu na miejsce dostałyśmy sie dopiero po godzinie.Wysiadłysmy z auta i szybkim krokiem "uciekłyśmy" przed paparazzi do centrum handlowego.Tam weszłyśmy do naszego ulubionego sklepu.Bardzo długo szukałyśmy czegoś odpowiedniego.Marina nie znalazła,ja tak.Wybrałam ten zestaw.Weszłyśmy do nastepnego sklepu i po godzinie chodzenia Marina kupiła strój na impreze,i jeszcze kilka innych ubrań.Poszłysmy następnie na jakiś obiad i kawę bo była już 16.O 17 poszłyśmy do kosmetyczki.Moje paznokcie wyglądają teraz tak,a Mariny tak.Zaszalałysmy i poszłyśmy jeszcze do fryzjera.Ja mam teraz taką fryzurę,a Mari taką.Była godzina 19.Wsiadłysmy szybko w samochód i udałyśmy się do domu.Dojechałysmy po 30 minutach.Wbiegłyśmy do domu.Chłopaki właśnie mieli się ubierac.
-Witam piękna,śliczne wlody-powiedział do mnie Robert.-Odwieźlismy Krzysia do Sahina.
-Ooo super.Dobra lecę się przebrac i Tobie też radzę.
-No idę,idę.Pokaż co kupiłaś.
-Nieee,zaraz się dowiesz.-my tak gadamy a oni juz się poszli ubrac.No nic.Nie tracę czasu i poleciałam na górę z moimi torbami.Zrobiłam makijaż i włozyłam moje ubrania.Z tego co widziałam Robert ubiera to.Wyszłam z łazienki i od razu zastałam Roberta.
-Jezu...Ale...Ty wyglądasz...zajebiście!Muwiłaś,ze nie lubisz takich miniówek.!
-No,ale...Ty lubisz.
-Nie?!Załozyłaś ją dla mnie?
-No dla Ciebie,dla Ciebie.
-Jesteś najwspanialszą kobietą jaką w życiu poznałem.A teraz wyglądasz tak seksownie,ze nie wiem ile wytrzymam patrząc sie tylko na Ciebie-No tak.Założyc dla faceta sukienkę zakrywającą tylko tyłek i już jest mój.
-Hahaha będziesz musiał wytrzymac.Chodźmy juz bo jest taksówka.-Złapaliśmy się na ręcę i niemal zbiegliśmy po schodach.Przy drzwiach stali,znaczy całowali się ojtek i Marina.Gdy nas zobaczyli udali się w strone drzwi,my zrobiliśmy to samo.Zamknęłam drzwi i wsiadłam do taksówki.Jechaliśmy w ciszy.Tylko ja trzymałam w ręku ciągle mojego iPhone'a i pisałam z Kają.Gdy dojechalismy wrzuciłam telefon do torby i weszłam z wszystkimi do lokalu.Paparazzi juz byli.Ale na szczęście porobili kilka zdjęc i wyszli.Może zrozumieli,że potrzenujemy trochę prywatności,bo Wojtek z Mariną jutro w nocy wylatują do Londynu.Chłopaki od razu udali się do baru.My także tam poszłyśmy i zamówiłyśmy po drinku.Po wypiciu procentowego napoju postanowiliśmy iśc na parkiet.Robert świetnie tańczy.Nie wytrzymam z tym debilem,złapał mnie za tyłek.Jak jakis zboczony.Chyba mówił prawdę,ze nie wytrzyma.Chyba nie będę się już tak dla niego ubierac,bo ludzie pomślą,że jest walnięty.I tak spędziliśmy resztę wieczoru.Tańczyliśmy,trochę piliśmy.Ale nie aż tak,ze byliśmy bardzo upici.Jak normalni ludzie.Wrócilismy do domu około 1.Poslzismy do swojej sypialni,Wojtek i Marina do gościnnego,nie wiem co robili,bo od razu zasnęłam w umięśnionych ramionach mojego faceta.
*****
Następnego dnia:
Obudziłam się zapewne pierwsza.Nigdy nie spałam długo.Odliczam juz dni do rocpoczęcia moich drugich studiów.Zostały 4 dni.Poszłam do łazienki wziąśc przysznic.Ubrałam to.Zeszłam na dół robic śniadanie.Przestraszyłam sie bo w salonie siedział....
========================================================================
Hej,hej Borussen.Przepraszam,że dopiero teraz dodaje rozdział,ale miałam cały tydzień zajęty.Mega sie cieszę z zwyciestwa z Marsylią dzisiaj trochę gorzej,ale Piszczek strzelił z czego bardzo,bardzo się cieszę.W czwartek byłam na wycieczce w Warszawie i znowu (albo dopiero XD) widziałam nasz narodowy.Mega wrażenia,zdjecia są.Świetny był ten tydzień.A właśnie!Wiecie kto dziś obchodzi swoje urodziny?^^ Pewnie wiecie xD Kuba Błaszczykowki <3 Więc Kuba,wszystkiego najlepszego,zdrowia,szczęścia.Mało kntuzji kochany.Duzo goli.Żebyś miał duzo radości z córki,żony i Borussi.Oczywiście zwycięstw w Kadrze,Euro 2016 i wszyskiego czego sobie zapragniesz.Pamietaj,że Twoi fani są zawsze przy tobie,na dobre i na złe.Prawda Borussen?Moim ulubionym piłkarzem jest właśnie Kuba,nie tylko ze względu na piłkarza.Szanuję go i cenię za to co przeżył.JEst teraz gwiazdą futbolu.JEst dla mnie autorytetem.A Waszym ulubionym piłkarzem jest...?Pochwalcie sie w komentarzach.Aaa i jak podoba się Wam trochę nowy wygląd bloga?Trzymjacie sie kochane.Paaa,pozdrawiam,buziaki <3 ;*



















niedziela, 1 grudnia 2013

Proźba

Hej,mam do Was jeszcze jedną proźbę.Mozecie zajrzec na tego bloga?------>http://teenagers-life-differently.blogspot.com/ . Zaczęłam go pisac i na razie jeszcze nic tam nie ma,ale będzie.Mam nadzieje,że się Wam spodoba.Pozdrawim,jeszcze ra i paa ;*

Rozdział 20

                                                         Rozdział 20
Obudziłam się u boku Roberta.Nie spał.Patrzył się na mnie,a gdy się obudziłam,zmieszła sie i odwrócił wzrok w drugi bok.Wstałam nic do niego nie mówiąc i szukałam w szafie jakiś ciuchów.
-Ewelina?-nie odezwałam się do niego wiec ponownie wymówił moje imie-Ewelina no!Długo jeszcze będziesz mnie ignorowac?!-zdenerwował się już troche,ale ja też się zdenerwowałam to niech teraz on sie pomęczy.
-Wiesz co?!Jesteś bezczelny!Najpierw oszukujesz mnie,nie mówisz mi,ze dostałeś propozycję od Bayernu,a teraz?Wrzeszczysz na mnie....Zastanów się człowieku nad sobą!
-Przecież nie przyjmę tej propozycji!-powiedział ciszej,ale stanowczo.-....chyba-powiedział jeszcze po cichu,ale na jego złośc usłyszłam.
-Chyba?!Dobra daruj sobie...-Poszłam do łazienki,zła wściekła...Ubrałam sie,włosy związałam i zrobiłam delikatny makijaż.Postanowiłam wybrac sie z Agatą,Oliwką i Krzysiem na miasto,a potem zajrzymy na trening po strój Krzysia na jutro.Wyszłam gotowa z łazienki.Nie wiem jak,ale Robert też był już ubrany i czekał na dole w korytarzu.Na mnie?Głupie pytanie,na pewno czekał na mnie,ale ja nie mam ochoty z nim jechac.
-Jedziemy?
-Ty jedziesz.JA idę.
-W takim razie,kiedy mogę się Ciebie spodziewac w domu?
-Nie wiem,przyjdę pitem z KRzysiem na trening po strój na jutro.
-Dobrze,pa-chciał mnie pocałowac,ale ja odwróciłam się i wyszłam.No taak...Miałam wziąśc ubrania na przebranie dla Krzysia....Wróciłam się.Otwieram drzwi,a tam Robert obok siedzi z głową w dłoniach.Chciałam ukucnąc obok niego,ale nie mogłam...Poszłam na górę,wzięłam jakieś ubrania i wyszłam z domu.Robert po chwili też wyszedł i odjechał.Pojechał pewnie na SIP.Po kilunastu minutach paceru doszłam na posiadłośc państwa Błaszczykowskich.Kuba właśnie wychodził na trening.
-Hej Ewcia.
-Hej Kuba.
-I jak?Pogadaliście?
-Khm....Niee...
-Dobra,nie będę się wtrącał.Lecę.Pa mała.
-No papa.
-Agata?
-Tak,tak jestem.Wchodź kochana.Idziemy na miasto?
-No właśnie,tak.
-Cesc ciocia.Cemu wcoraj wysliscie beś poźegnainia?
-A wiesz,bo musieliśmy z wujkiem załatwic jedną sprawę.Chodź ubierzemy sie i pójdziemny na miasto.
-A Olwika pojdźe ź nami?
-Jasne!I ciocia Aga.Choź ubierzemy sie.
-Jaki wystrojony chłopak!-powiedziała po kilku minutach Agata.
Wyszłysmy z dzieciakami z domu i poszłysmy na miasto.Najpierw wybrałysmy sie na lody.Dzieciaki zjadły i postanowiłyśmy pójsc na trening,kóry trwa juz z jakieś 2 godziny.Weszłam na stadion i od razu podszedł do mnie Klopp.
-Ewelina...Czy wy sie pokłóciliście?
-No..tak.A czemu pytasz?
-Bo Robert jest nie do zniesienia.JEst zly,nic mu nie wychodzi,wścieka sie na kolegów,na mnie.Możesz z nim pogadac?Bo juto gramy mecz,ważny mecz...
-No dobra...Zawołasz go?Powiedz,że czekam w Twoim gabinecie.Mogę?
-Tak,tak pewnie.Zostaw Krzysia,pobiega z chłopakami.
-Dobra to idę.-Poszłam do gabinetu Kloppa i zastanawiałam się co mam mu powiedziec?Weszłam i usiadłam na czarnym,skurzanym fotelu.Po chwili usłyszłam pukanie.
-Wejdź...
-Cześc.
-Co Ty w-y-p-r-a-w-i-a-s-z?Słucham?
-Nic.
-Nic?Trener powiedział mi właśnie jakie nic!-Wstałam i podeszlam do niego.Wzięłam jego twarz w dłonie i jeszcze raz zapytałam.
-Co jest?
-No jak to co?!Nie wiesz?Nie chcesz ze mną gadac...
-Ale jesteś teraz na boisku.Nasze sprawy nie powinny przekładac się na Twoje życie zawodowe.
-Wiem.Ale nie radze sobie z tym.Jeszcze teraz,tryzmasz moja twarz w swoich delikatnych dłoniach i ja czuje ten Twój zapach perfum i walcze ze sobą zeby Cię nie pocałowac.
-To nie walcz.Całuj.Jeżeli w ten sposób wrócisz szczęśliwy do treningu to całuj.-Robert spojrzał się na mnie jak na głupią.Ja też zastanawiałam się co ja właśnie powiedziałam.Głupia jestem,albo...zakochana.Tak!JEstem po prostu w tym wariacie ZAKOCHANA PO USZY.Ale po chwili nie chcąc marnowac takiej okazji zaczął mnie namietnie całowac.Nie wahając się położył mnie na szklane biurko Kloppa,zwalając przy tym wszystkie jego dokumenty (za to nam się oberwie!).Zaczął rozpinac moją koszule.A ja zdjęłam z niego klubową koszulke.No tak...Ale przez to wszystko zapomnieliśmy,że w gabinecie jest szklane okno z widokiem na stadion.Po chwili mieliśmy widowinie a Mario krzyknął:
-Ohoho trenerze chyba nasz Robercik odżył!-Od razu zmieszni wtsaliśmy z biurka,ja zapinając koszule,Robert zakładając bluzkę.Szybko ułożyliśmy dokumenty i wyszliśmy z gabinetu.W drodze na murawę Robert oparł mnie o ścianę i pocałował namietnie mówiąc szeptem do ucha:
-Dziękuję.Kocham Cię.
-Ja Ciebie też,ale błagam nie przechodź do Bayernu.
-Nie przechodzę,odmówiłem.
-Dzięki kochanie.No chodźmy.-Weszliśmy na murawę,czerwieni na policzkach i wszyscy zaczęli krzyczec gorzko,gorzko...Więc pocałowaliśmy się namiętnie.
-No lec tenowac.Paaa.-powiedziałam bardzo cicho.
-Paaa
-Dzięki Ewelinka.Kochana jesteś.Masz tu strój Krzysia.
-O dzięki wielkie.To co do jutra na maeczu.
-Tak,Paa kochana.
-Paa-Zawołałam jeszcze Krzysia i poszliśmy razem do auta.Zapiełam chłopca w foteliku i pojechaliśmy do galerii po buty na jutro dla małego,bo koniecznie chciał żółto czarne,a ja nie umiem mu odmawiac.Kupiliśmy i pojechaliśmy do domu robic obiecaną kolacje.Było już późno,ale chłopaki mają dzisiaj trening do 20.
-Krzysiu pomożesz mi zrobic kolacje?
-Taaaak!Super!
-To chodź,włączę Ci bajkę i pójdę się przebrac i wezmę jakieś ubranka dla ciebie.Dobra?
-Dobze ciocia.-Poszłam na góre przebrac się w coś luźniejszego.Weszłam do pokoju Krzysia po jego dresik  i zeszłam na dół.Przebrałam małego,włązyłam muzyke i powędrowaliśmy do kuchni.PRzy tym gotowaniu mieliśmy sporo zabawy.Mały dużo mi pomagał.
-To co?Ja wstawiam zapiekanke do pieca i poczytamy książkę,co?
-Dobla.
-To wybierz książeczkę i czekaj w salonie.
-Okej.-Wstawilam zapiekanke i spojrzałam na zegar.Dochodziła 20.Robert niedługo będzie.Poszłam do salonu usiadłam wygodnie obok Krzysia i zaczęłam mu czytac.Około 20:30 Robert wszedł do domu,a Krzyś?Krzyś usnął.Po cichu weszłam na górę,przebrałam go w piżamkę i zeszłam na dół do Lewego.
-Hej kochanie,mały usnąl?
-No jakoś tak wyszło.Jemy?
-Jasne.-Pójdę tylko wziąsc prysznic i się przebrac po tym  treningu.
-Okej,tylko po cichu na gorze.
-Okej,słońce.-Nakryłam do stolu i usiadłam na krześle czytając jakąś gazete.Nie zorientowalam się i mój ukochany już był.Podałam więc zapieknakę i zajadaliśmy się nią.Muszę przyznac,że naprawdę wyszła dobra,ale...Teraz trzeba zrzucic to.Taka tłucząca...Eh...Ale pyszna!
-To co robimy?-Zapytał mnie Robert wyszczerzając przy tym swoje piękne,białe zęby.
-Może film?
-Okej,horror?
-Ehhhh....No niech Ci będzie.Idź znależc film,a ja wezme wino.
-Świetnie.-Poszłam do kuchni po wino i kieliszki do niego.Wróciłam do pokoju,zgasiłam światło i wygondie usiadłam obok Roberta.Film był okropny.Strzasznie zjechał psychike.Ale cóż,to tylko fikcja.Cały gilm trzymałam się Roberta.Przy nim czułam się taka bezpieczna.
-Ewelina?Chciałem...Cię przeprosic.Nie chciałem żeby to tak głupio wyszło.
-Wiem,że nie chciałeś.-Nadal patrzył się we mnie.Miałam lampke wina i przez to,że zatraciłam się tak w jego niebieskich oczach wylałam wino na jego bluzkę.-Jezu,przepraszam.
-Nic się nie stało-powiedział zdejmując brudną bluzkę.
-Ale to się nie dopierze.
-No i co?Kocham Cię!-Powiedział i przybliżył się do mnie.Pocałował i jego ręce zaczęły błądzic pod moją bluzką.Zabrał mnie na górę,do sypialni.Musieliśmy byc cicho jak nigdy żeby młody się nie obudził.Po chwili nasze ubrania były w całym pokoju porozrzucane.A my się kochaliśmy.Po tej upojnej nocy zasnęłam na nagim torsie Lewandowskiego.Nigy nie potrafię się oprzec jego klacie.
Rano:
Obudziłam się i do naszego pokoju wparował Krzysiu,zaspany.Przetarł oczy i dziwinie się patrzył.Nic dziwnego.W domu oczą żeby sprzątac po sobie a tu w pokoju ubrania wszędzie leżą.Szturchnęłam Robetra żeby się obudził.Bo co mam zrobic?JEstem bez ubrań.
-Oooo Krzysiu...Khmm...-spojrzłam pytająco na Roberta.
-Cesc,a nie wiecie ze tzeba spzontac?
-No właśnie nam przypomniałeś.Idź do swojego pokoiku i...za łóżkiem jest nowa zabawka.Pobaw się a ja zaraz przyję do ciebie.Okej?
-Taaak!Nowa źabafka!
-Ufff...dzięki kotek.Posprzątasz?Ja pójdę wziąsc prysznic i się ubrac w coś,bo trzeba śniadanie zrobic.A ty masz jeszcze trening orzed meczem?
-Nie dziś nie.Pojedziemy na stanion tak o 14:30,więc może najpierw jakiś spacer,lody?
-Świetnie.To idę.-Weszłam pod prysznic.To kochałam,wylączyc się i pomyślec o tym moim życiu.Na ogół jest świetne.Mam kochającego narzeczonego,przyjaciół.Los w końcu się do mnie uśmiechnął.-na te myśl uśmiechnęłam się sama do siebie i wyszłam z pod prysznica.Wysuszyłam włosy,które związałam w luźnego kucyka.Ubrałam wybrane ubrania i zrobiłam delikatny makijaż.Wyszłam do łazienki i z dołu słyszłam chłopaków robiących śniadanie.Zeszłam do nich i na stole ujrzałam piękne kanapki.
-Ooo jakie piękne kanapki!
-Dla cieie ciocia.Jec!
-Dobrze,juz jem.Jakie pyszne.
-Ustaliliśmy z Krzysiem,że pójdziemy do kaiwarni na duże lody.Co Ty na to?
-To idziemy.Tylko się ubierzcie.
-Idziemy właśnie.-Robert ubrany był w to a młody w to.Ja wzięłam jeszcze moją kurtke i torbę i wyszliśmy.Szliśmy ulicami Dortmundu w strone lodziarni.Była godzina 12.Za dużo czasu nie mieliśmy.Młody cały dzień był podekscytowany.Weszliśmy do kawairni,usiedliśmy przy stoliku.Oczywiście KRzyś obok Roberta.Podeszła do nas jakaś pusta blondyneczka z duzym biustem,która zaczęła się podlizywac Robertowi nie zważając na mnie,czytaj kelnerka.
-Co mogę panu podac?
-Jakby pani nie zauważyła,ten pan nie jest sam.-Robert zaczął pod nosem się śmiac.
-Więc,co mogę państwu podac?
-Poprosimy 2 duze porcje lodów i jedną małą,tak kochanie?-Powiedziałam ironicznie
-Tak,tak słońce.-Odpowiedział roześmiany Robert.
-Dobrze,zamówienie zaraz będzie.
-Dziękuję i tak po za tym.Mój narzeczony nie lubi blodnynek.-Wtedy Robert juz nie wytrzymał i zaczął się śmiac.
-Psyniesie pani te lody!?-Zapytał jeszcze Krzysiu.Wtedy i ja nie mogłam wytrzymac ze śmiechu.No tak moja krew.Kalnerka odeszła naburmuszona.Lody przyniosła inna kelnerka.Normalna.
-Proszę,państwa lody.
-Dziękujemy bardzo.
-I przepraszam za koleżankę,ale...taki charakter.
-Nie szkodzi,miło było tak odreagowac.
-Dobrze,że spusciliście jej wiadro zimnej wody.Przyda się.Nie przeszkadzam,do zobaczenia.
-Do widzenia.-Zjedliśmylody i udalismy się do domu.Zrobiłam jakis lekki obiad,zjedliśmy trzeba było się szykowac na mecz.Poszlismy wszyscy na górę.Robert poszedł przebrac małego,a ja poszłam się ubrac do tego wzięłam jeszcze kurtkę.Poszłam do chłopców młody był już ubrany,Robert przebieże się tam.Wyszliśmy z domu i wsioedliśmy do czarnego auta,po czym udaliśmy się na Signal Iduna Park.
========================================================================
Hejo Borussen.Jak wam się podoba rozdział.Już 20!WoW!! Oglądałyście mecz wczoraj?Świetny był i Piszczu, dwa gole Lewego <33Szkoda Reusa i Kuby,ale cóż.Następny będzie za tydzień lub dwa.Zależy czy będę miała czasu troszkę.Wiem,ze w sumie nic tu sie nie dzieje,powiedzcie czy wolicie jakieś nieoczekiwane zwroty akcji czy tak jak teraz jest?Proszę także,jeżeli ktoś to czyta żeby komentował!To naprawdę motywuje i sprawia,że na mojej twarz pojawia się uśmiech.Paaa,lecę.Trzymajcie się i trzymajmy kciuki za Reusa i Kubę,żeby szybko do nas wracali.




















piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 19

                                                         Rozdział 19
Rano obudiłam się kilka minut po 7.Robert jeszcze spał.Postanowiłam go nie budzic i poszłam wziąsc przysznic,pomalowac się,uczesac i ubrac.Taka poranna rutyna.Wyszłam z łazienki po 20 minutach i zeszłam na dół zrobic jakieś śniadanie.Postawiłam na musli,nie wiedziałam czy napastnik będzie z tego zadowolony,ale cóż...Ja o linie muszę dbac,a on...Musi byc w formie.Poszłam na góre obudzic mojego śpiocha.Weszłam do sypialni,wcale nie po cichu,myślałam,ze go to obudzi,ale niee.Uklękłam więc na łóżku i szepnęłam do jego ucha "Kocham Cię".Zaczął się budzic.
-JEszcze chwileczke-powiedział nakładając na głowę poduszke.
-Wstawaj kotek,śniadanie czeka,a później mógłbyś swoją kochaną narzeczoną odwieśc na lotnisko.-zrobiłam maślane oczy,a Roebrt zdjął z głowy poduszkę.
-No dobraa..Daj mi chiwlę,idę sie ubrac.
-Czekam na dole.Kawa?
-Tak skarbie.-Poszłam na dół zrobic kawe.Swoją drogą,jakimś dziwnym zdarzeniem w domu nie ma prawie kawy.Na teraz starczy,ale czy mojemu chłopakowi będzie się chciało pójśc po kawe?Tego nie wiem.Ale chyba zaraz się dowiem,bo zszedł właśnie na dół.
-Robert,zrobisz zakupy?
-Okej zrobie.
-Kochany jesteś.Kup też cos słodkiego dla małego.I jakiueś jedzenie co dzieci lubią.Ale nie chipsy czy paluszki.
-Dobra cos tam kupie.
-Dobra to jedz,ja idę wziąsc torbe i możemy jechac.
-Dobra kochanie.-Poszłam na górę,wzięłam jakieś ciuchy na zmiane.Torbe i zeszłam na dół.Lewandowski czekał już na mnie.A raczej bawił się telefonem.Nowym telefonem.
-Robert?Jestem...
-A,tak,tak.Zagłębiłem się w telefon.
-No widzę właśnie..Rozumiem,że nowy,że iPhone,no ale ja też mam go i się tak nie zagłębiam.Hahahaha,jak dziecko kochanie,jak dziecko.
-Oj tam..Kobiety tak mają.Chodź,bo się na samolot spóźnisz.
-No chodź,chodź.-Wsiedliśmy do samochodu i po chwili byliśmy już w drodze na lotnisko.Tam się pożegnaliśmy.I weszłam na pokład samolotu.Podróż nie trwała długo.W Warszawie wsiadlam do taxówki i udałam się do domu Izy i Dawida.
-Ewelina?!Hej kochana,wchodź.
-Cześc Izka.-Dałam jej buziaka na powitanie,a ona prawie mnie udusiła.Za chwilke ujrzałam mojego chrześniaka.Duży już chłopczyk.Podbiegł do mnie szybko.
-Ciocia!!Jeśteś!Ja na cebie cekałem!
-Wiem kochanie,wiem.
-Kiedy jedziemy.?
-Zajrze jeszcze do moich rodizców i jedziemy na lotnisko.
-Jak to?Tak szybko?-Zapytała zdziwiona Iza.
-No tak wszyło...
-Krzyś?Pojedziemy z ciocią do dziadkow.
-Tak!Śupel!
-Dobra Ewcia,to idę po jego walizkę,a wy idźcie juz do auta.
-Dobra,kochana.Chodź kochanie.
-Cocia?
-Tak?
-Zawiąześ mi buti?
-Jasne,siadaj....Gotowe.-Wsiedlismy do auta i mały zdążył mi wiele opowiedzie i przyszła Iza.Razem pojechaliśmy do moich rodziców.
-Córcia?Krzyś?Izunia?
-A kto inny?
-Cesc babcia!
-Co u Ciebie Krzysiu
-Super!Jede z ciocia do Doltmundu.
-No wiem wiem.PEwnie będzie super.A przywieziesz coś babci?
-TAK!Wsystko!-Pogadaliśmy tak do 18.Mogłam z moją mamą rozmawiac godzinami,aż musieliśmy jechac na lotnisko.Mama też pojechała.Oby dwi nam pomachały i wsiedlismy do samolotu.Krzyś usnął.A ja zajęłam sie czytaniem książki.Dolecieliśmy na 21,tak jak się spodziewałam.Wysiedliśmy a Robert już czekał.Podeszlismy do niego,a Krzys był taki podekscytowany.Pierwszy raz samolotem.Zobaczy gwiazdę piłki nożnej.
-Hej kochanie-Przywitałam sie pocałunkiem.
-Hej skarbie.Czesc kolego.Jak masz na imię?-Krzyś sie chyba wstydził.
-Jaa...Jeśtem Kzyś.
-Cześc Krzysiu,ja jestem Robert.
-Wieem,widziałem cie na bojiśku.
-To dawaj łapke i idziemy do auta.Dobra?
-Tak-Robert chciał aby mały nabrał do niego zaufania.I bardzo szybko chłopczyk polubił Roberta.Całą drogę do domu opowiadał nam o przedszkolu,kolegach i o wszystkim co mu się na śline nawinęło.Po 30 minutach dojechaliśmy do domu i weszlismy do niego.
-No to chodź Krzysiu umyjemy się a wujek Robert zrobi kolacje.
-Nooo dobźe...
-A co sobie pan życzy na kolacje?-zapytał Lewy
-Kańapke.
-Dobrze,będą specjalne kanapeczki dla ciebie.-Poszłam z malym na górę,a jemu buzia się nadal nie zamykała.Wykąpałam go i założyłam pidżamkę.Zeszliśmy na dół i Krzysiu od razu pobiegł do Roberta.Chyba sie polubili.Zjedliśmy kolacje i Robert poszedł położyz młodego,a ja poszłam sie umyc i przebrac w pidżame.Jak wyszłam z łazienki to Robert już leżał w sypialni i czytał gazete.
-Zasnął?
-Taak.Pytał mnie o wiele rzeczy.Świetny chłopczyk!
-To sie cieszę,że się polubiliście.
-Ja też.Ciekawe kiedy będą nasze,małe Lewandowskie.
-Hahaha no kiedyś napewno.
-No raczej!Chodź tu do mnie.
-No jestem.-Robert przytulił mnie,zgasił światło,trochę porozmawialiśmy o naszej przyszłości i nie wiem kiedy usnęliśmy.Rano obudziłam się i nie było obok mnie Roberta,za to z dołu słyszłam odgłosy radia i chłopaków.Założyłam szlafrok i zeszłam na dół.Nie myliłam się.Na stole stały naleśniki.
-Hej chłopaki.
-Ooo cześc skarbie-pocałował mnie Robert.
-Bleee-powiedział na nasz pocałunek Krzyś.My z Robertem tylko się zaśmialismy i usiedliśmy do stołu jesc sniadanie.Mały zjadł bez marudzenia.
-To co kolego,idziemy się ubrac?
-A wujek Lobelt?
-Wujek też pójdzie się ubrac.
-Dobla.-Robert spojrzał się na mnie i uśmiechnął,a ja wzięłam małego za rączke i poszliśmy na góre wybrac jakieś ubranka.Mały był zachwyony pokoikiem.A ja byłam zachwycona takimi pięknymi,małymi ubrankami.Chyba jak każda kobieta.Mały ubrany wybiegł z pokoju i pobiegł do Roberta,który oczywiście też był już ubrany.Więc i ja poszłam do łazienki się ubrac i pomalowac.Zeszłam po kilku minutach na dół.Chłopaki chyba byli już znudzeni czekaniem na mnie.
-Idziemy?
-No wkońcu!Czekamy i czekamy...Ale pięknie wyglądasz.
-Dziękuje kotek.No chodźmy.Chodź Krzychu.
-Dobla..-mały dał nam rączki i wyszliśmy do auta.Na Signal Idune dojechaliśmy po 15 minutach.Maly był nadal taki szczęśliwy.Weszlismy na stadion i poszliśmy w strone szatni.Od wejścia słychac było chłopaków.Dobrze,że rozmawiali po niemiecku,to mały nic nie rozumiał,bo rozmawiali o takich rzeczach....hmmm +18.
-Ciocia,cemu oni mówią o jakis paniach?-Cooo??To mały umie niemiecki?!
-A ty umiesz niemiecki?
-No tiaaakkk!!Pzecies ty ciongle mówilaś po niemiecku...I w pseckolu mówią.
-Aaaa to super.-zaczęliśmy się z Robertem mimowolnie śmiac.Weszliśmy do szatni.
-Ej!Łajzy!Dziecko jest,ogar!-Krzyknął rozśmieszony całą sytuacją Lewy.
-Oooo!Nie chwaliłeś sie,że masz dziecko!-powiedział rozbawiony Gotze.(dobrze,że mały rozumie tylko trochę niemiecki,bo zaczęli takie spekulacje wygłaszac,że....)
-To jest Krzyś,chrześniak Eweliny.-poprawił Robert\
-Witaj Krzyś-przywitali sie wszyscy,a on był taki szczęśliwy.
-Dobra Krzychu,chodź idziemy na trybuny bo wujkowie maja trening.-w tym momęcie wszedł Klopp.
-O witam.Cóż to za miły chłopczyk?
-JEśtem Kśyś.
-Cześc Krzyś,chciałbys pograc chwile z nami w piłe?
-Taaak!
-To masz tuaj mały strój i idź pograc.
-Dobra to mogę zostawic go tutaj?Poszłabym zobaczyc kiedy mam rozpoczęcie na uczelni.
-Jasne,idź!Prawda Lewy?-Zapytał Klopp.
-Jase,idź kotek.-I poszlam.Wyszłam przed stadion i było naprawdę zimno.Jak na 20 września.Ale cóż.Lato odchodzi.Niedługo już będzie bardzo zimno.Weszłam na uczelnie i poszłam na tablice ogłoszeń.Przeczytałam co miałam przeczytac i dostałam sms-a,żebym nie przychodziła juz na stadion bo oni sobie z KRzysiem radzą.Wsiadłam więc w taksówkę i pojehcałam do galerii.Wparowałam do kilku sklepów,aż kupiłam jeden prześliczny zestaw (tak,kocham lity).Przeszłam jeszcze po kilku sklepach i wybrałam jakąś koszulke dla Roberta i koszule.Galerie opuściłam po 2 godzinach.Udałam się jeszcze do marketu po zkaupy na obiad i pojechałam taxsówką do domu.Chłopaków jeszcze nie było.Poszłam się przebrac w coś luźnego.Dzisś na obiad robię zapiekankę.Oczywiście staram się na zdrowo,ale co wyjdzie to nie wiem.Kiedy zapiekankę wstawiłam do pieca,do domu weszli chłopaki.
-Hej kochani,niedługo będzie obiad.
-Hej,Ewcia przebieżesz małego?Bo sie polał soczkiem.
-Jasne chodź,młody.-Poszliśmy na górę i przeprałam go w te ubranka.Zeszlismy po chwili do Roberta,który rozmawiał przez telefon,kiedy zeszłam chyba kończył rozmowe.
-Kochanie,dzwonił Kuba.Zapraszają nas dzisiaj na kolacje.
-Ooo super.A Krzys poznał juz Agate?
-Tak,była dzisiaj przynieśc Kubie kanapki bo zapomniał.A właśnie gdzie on jest?
-W w salonie,maluje.Dobra idę po obiad.Siadajcie do stołu bo juz 16,a muszę jeszcze jakieś ciuchy wam i sobie wybrac.Po chwili zaniosłam zapiekankę i sok do pokoju.Chłopaki zjedli i poszli oglądac bajke.Ja wlożyłam naczynia do mywarki i poszłam naszykowac ubrania.Krzysiowi to,Robertowi to,a sobie to.Poszłam do łazienki wziąśc prysznic,uczesac się i zrobic makijaż.Gotowa z łazienki wyszłam po ok. godzinie.Zeszłam na dół i chłopcy także byli gotowi.
-Pięnie wyglądasz.
-Dziękuje,idziemy?
-Tak,chodźmy.-Wsiedliśmy do auta i akurat w radiu była jakaś polska piosenka i zaczęliśmy wspólnie śpiewac.Do Kuby dojechalismy po 15 minutach.Wyszliśmy z auta i zapukaliśmy.
-Cześc kochani,wchodźcie-przywitała sie z nami Agata.-witaj przystojniaku-zwróciła się do Krzysia.
-Ceśc ciocia.
-Hej Aga-dałam jej buziaka w policzek.
-Hej Kubol-przywitał się Robert.-Po chwli wszyscy zasieldiśmy do stołu.Łącznie z Krzyśkiem i Oliwią.Zjedliśmy kolacje i dzieci poszły się bawic a my rozmaiwaliśmy.Było mnóstwo śmiechu.
-I jak Robert?Zdecydowałeś już?-Zapytał Kuba.
-Tak,tzn nie wiem....
-Ale o co chodzi?-Zapytałam zdziwiona całą sytuacją.
-Bayern złożył mi propozyję przjeścia do ich klubu.
-Ahaa!I oczywiście mi nie powiedziałeś,tak?!-Zapytałam wściekła.
-To nie tak...
-A jak?!!
-Prosze...Nie kłóccie się....-Próbowała pogodzic nas Agata.-Albo,zostawcie u nas Krzysia i jedźcie do odmu podgadac?On bawi sie z Oliwka,jutro Kuba go przywiezie przed treningiem.
-To chyba będzie najlepsze wyjście.Nie chce żeby dziecko przez tego dupka się wystraszyło jak się pokłócimy.Dzięki Agatka.Papa-dalam jej buziaka i wyszłam
-Dzięki stary-pwoedział po cichu Robert do Kuby.
-Przepraszam,nie wiedziałem...
-Już dobra,cześc.-Wyszlismy do auta.W drodze nie odzywalismy się do siebie.Weszliśmy do domu i rzuciłam klucze na sofe.
-Co Ty sibie do cholery jasnej wyobrażasz?!Całe życie będziesz mnie oczukiwał?!
-No przepraszam!Nie wiedziałem czy ci mówic czy nie...
-Aaaaa to wiele wyjaśnia!To ja teraz pójdę na impreze,prześpie sie z jakimś facetem,wrócę i nie powiem Ci i będziemy życ jak gdyby nigdny nic,tak?Na tej zasadzie chcesz mi wcisnąc kit?!
-Nie!To nie tak!Kurwa nooo!Nie powiedziałem Ci bo chciałem to przemyslec!A Ty byso tym tylko gadała.
-Świetnie!Ale ja Cię Kocham!I chce wiedziec co jest w Twojim życiu,a nie,że się dowiaduje od Kuby.IDę sie umyc...-Poszłam na góre sie umyc i przeprac w jakieś piżamę.Słyszłam,ze Robert trzaskał drzwiami od szafy i szufladami od komód wiec chyba też się przebierał.Wyszłam po kilku minutach to leżał na łóżku i czytał gazete.Poszłam więc tez do sypialni,bo nie będę przez tego palanta spac na kanapie.Zaczęłam czytac kdizążkę.Po chwili jednak przerwał mi głos mojego chłopaka.
-Przepraszam no...Nie lubię jak sie na mnie gniewasz.
-A ja nie lubie jak kłamiesz.Idę spac.Dobranoc!
-Pa
========================================================================
Hej,przepraszma,ze tak późno,ale szkoła,szkoła,szkoła....Wiem także,ze nic się ttaj nie dzieje,ale jakoś mi wena ucieka.Nie wiem jak to co myslę przełozyc na papier,przepraszam i mam nadzijee że następny rozdział będzie lepszy.Paaa ;***AAAaa I pamietajcie JUTRO MECZ BORUSSIA-BAYERN.Kibicjuemy BVB!! <333



















poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 18

Obudziłam się pod kocem na kanapie u Marco,ale miałam okropny sen,dobrze że tylko SEN,spałam chyba z 30 min bo była dobiero 16.Usłyszłam kroki za sobą,odwróciłam się i zobaczyłam Reusa,zakradającego się do mnie.Chyba chciał mnie przestraszyc.Glupek.
-Co się tak skradasz lamo?-Zapytałam śmiejąc sie z Reusa
-Ej,ej...Tylko nie lamo,okej?
-Hahaha czemu?Tak to do Ciebie pasuje,nie widzisz podobieństwa?Te włoski?
-Ha ha ha,naprawdę bardzo śmieszne.
-Dobra teraz siadaj i mów jak tam sie dogadujecie z Sarą?
-Wiesz,jest dobrze.Tylko na razie trzymamy się od siebie jakby z daleka.Nie ma nic prócz kolcji,imprezy.Nie chce naciskac.Bo ja nie chce jej tylko przeleciec...Ja sie w niej chyba zakochałem.Spotykamy się już od 2 miesięcy,jesteśmy przyjaciółmi,ale dla mnie to za mało.Ja chcę z nią spędzic reszte życia.Kiedy czuje jej zapach perfum to mi sie nogi uginają...A ona też chyba mnie polubiła "bardziej"...
-No to śiwtenie,czuje,ze będziecie niedługo parą,kochany~!
-Cieszę sie,ze mam taka siostrę!
-A ja brata...-Pocuzłam jak w kieszeni wibruje mi telefon.-przepraszam na chwile
-Spoko,spoko.-odebrałam więc i usłyszałam kochany i jak zwykle tryskający optymizmem głos mojej mamy.
-Mama?
-Tak,czesc Slońce.Co u Ciebie?
-Świetnie
-Bo widziałam na facebooku pierścionek zareczynowy.Gratuluje.-Tak,tak moja mama ma facebooka,nowoczesna mamusia.
-Dzięki mamuś,a co u Was?Jak tata?I mój kochany chrześniak?Ile on ma juz 3 latka?Tak?
-U taty super,znowu pojechał na ryby,a Krzyś świetnie,ciągle pyta gdzie Ty jesteś,a jak sie dowiedział,ze jego nowym wujkiem jest Robert Lewandowski to juz wgl chce do Ciebie i juz.-pomyślałam chwilie i mam pomysł!
-MAmus,słuchaj ja mam pomysł.Zadzwonie za chwile okej?
-Tak,ale...Jaki...
-To pa,do zaraz-nie dałam mamie dokończyc i sie rozłączyłam.
-Marco?Wy mecz z Arsenalem macie za tydzień prawda?
-Tak,a co?
-Nie,nic.A dzieci wyprowadzających piłkarzy na boisko jeszcze wszystkich nie ma prawda?
-No nie.Z tego cow wiem to został Leitner i Lewy.
-Super,czekaj jescze do Roberta zadzwonie.-Halo?Robert?
-A kogo się spodziewałaś dzwoniąc do mnie?
-Haha Ciebie.
-|No wiec,o co chodzi kochanie?
-Robert,bo podobno na mecz z Arsenalem nie masz dziecka,które by Cię wporwadziło na stadion?
-No nie mam.
-A to moze byc ktoś z rodziny?Czy to są jakieś wybory?
-Z tego co pamietam to jeżeli mam chęc żeby był to ktoś z rodziny,czy dziecko znajomych to muszę tylko zadzwonic do trenera a on do zarządu i okej,a co?
-Bo mam chcrześniaka,Krzysia i on bardzo Cię lubi i chciałabym żeby to właśnie on z Tobą wyszedł.Co Ty na to?Zgodziłbyś sie?
-Jasne!Super!Zaraz zadzwonie do trenera i wszystko mu wyjaśnie!
-Dzieki,wiesz jak ja Cię kocham?
-Wiem,wiem...Mnie nie da sie nie kochac.
-Dobra to ja końze,panie skromny..Kiedy będziesz w domu?
-Za 1-2 godziny
-Okej,to dozobaczenia.
-Papa kocham Cię skarbie.
-Ja Ciebie tez,paa!
-Aaa to o to Ci chodziło?
-No o to,o to.Przepraszam,jeszcze jedan,no góra dwa telefony.
-No jestem mama.Więc za dwa dni przylatuje po Krzysia.
-Słucham?Po co?
-Pojedzie do nas na kilka dni,i wyprowadzi Lewego na meczu z Arsenalem.
-Naprawde??
-Tak,ja zadzwonie do Izy i Dawida i pogadam z nimi.
-Dobra córcia,ja kończe,bo mi się mięso przypala,pogadamy nastepnym razem.Paapaa pozdrów Roberta.
-Noo paa mamus,a Ty tate.
-Dobra jeszcze tylko Iza-powiedziałam po cichu,ale tam żeby Marco usłyszał
-Iza,hej to ja Ewelina.
-No hej kochana!Steskniliśmy się za Toba,KRzysiu to wgl.Ciągle o Ciebie pyta.A i gratuluje.Nieźle sie użądziłaś,z Lewandowskim?Super.
-Dzięki kochana.Mam pomysł.
-Jaki?
-Mogłabym zabrac Krzysia na tydzień-dwa do Dortmundu?(wytłumaczyłam jej wszystko co wymyśliłam i wgl)
-Oooo super!Krzysiek się ucieszy.!
-Tak?To kiedy mogłabym przyjechac po niego?
-A kiedy chcesz?
-No za 4-5 dni.Napiszę Ci sms-a kiedy mam samolot.
-Ale my z Dawidem nie możemy sie zwolnic i nie damy rady przyjechac,ja mam ważny projekt,a Dawid ma teraz jakiś stażystów i nie może się wyrwac z pracy.
-Ale nie ma o czym mówic,damy radę.KRzyś to grzeczny chłopczyk.
-Ooo o wilku mowa.KRzys chce bardzo z Tobą porozmawiac,mogę Ci go podac?
-Jeste!Dawaj....
-Hajo?Ciocia?
-Tak,cześc skarbie.
-Ceśc.Kiedy do mnje pźyjedzieś?
-A za cztery dzni,zabieram Cię na tydzień do mnie.Cieszysz się?Spotkasz piłkarzy Borussi Dortmund.Tych co lubisz,co biegają na meczu w żółtych strojach.I wyjdziesz na meczu na stadion z wujkiem Roberem.
-TJAK!!!A Ujek Jobejt to tien no...Lewandowśki?
-Tak słońce,Lewnadowski.
-Ale śupel!Moji kojedźy nie uwieźą.
-No będą musieli.
-Ja idję śie śpakowac,czejśc ciocia!
-Paa szkrabie.
-Ewlina?
-Nooo?
-MAły się poszedł pakowacm,teraz cztery dni snów będzie chodził podekscytowany.Haha
-Sorrki,Dobra ja kończe i widzimy sie za jakieś 4 dni.Paa
-No pa,tryzmaj sie i pozdrów Roberta.
-Okej,a Ty Dawida.
-MArco,przepraszam....-Patrzylam w telefon i czekałam na iodpowiedz,ale nic....-Marco jesteś...tam-MArco usnął.
-tak,tak jestem...
-Ja będę sie zbiwrac bo miałam kolacje zrobic.
-Podwiozę Cię,bo pada.
-Naprawdę mógłbyś?Muszę się zaopatrzyc we własny samochód.
-Tak,jade do Sary.
-To chodźmy.-Wyszliśmy z jego domu i udaliśmy sie do garażu.Wsiedliśmy białego,sportowego auta i z piskiem opon pouściliśmy posesje Marco.
-Ej!Lamo!Nie tak szybko!Ja chcę życ!Hahaha
-Aaa sorry,zapomniałem,ze jadę z dziewczyną.Haha
-Nieee...Nie ma sprawy!To taka drobnostka...
-Haahaha nie gniewaj się,złośc piękności szkodzi.
-No fakt,zostawie tą złosc na inne okazje.
-Dobra,trzymam Cię za słowo.Jesteśmy-Już?Haha mieszkamy blisko Reusa więc po niecałych 10 minutach byliśmy już pod domem.
-Dzięki Marco, i powodzenia na randce.Opowiesz mi jutro jak było.
-To ja dziękuje,dałaś mi takiego kopa.A będziesz na treningu?
-Tak,będę bo muszę z trenerem waszym pogadac.
-Aaa to w takim razie do zobaczenia na treningu.
-No paa-dałam mu buciaka w policzek i wyszłam z auta.Niby jestem pod domem,ale i tak biegłam ten kawałeczek bo znowu zaczęło lac.Weszłam do domu to ubrania miałam brudne i moker bo??Tak tak,mądra Ewelina wskoczyła w kałuze i ma plamy na ciuchach.Poszlam od razu wziąsc przysznic i przebrac sie w coś.Założyłam na uszy słuchawki i zeszłam na dół do kuchni robic kolacje.Zajeło mi to ok.godziny.Roberta nie było.Miał byc 30 minut temu.Ale myślałam,że są moze jakies korki czy coś.Usiadłam więc na kanapie i oglądałam jakieś beznadziejne telenowele,bo nic innego nie było.Mijała godzina 21,a Eobwer miał byc ok.19.Nagle usłyszłąm gźwięk klucza w drzwiach.Byłam na niego zła.Mial byc 2 godz. temu,a nie dośc,że się spóźnił to jescze nie zadzwonił,a ja się denerwowałam!Wstałam z kanapy i udałam się w strone drzwi wejściowych.
-Robert!
-Tak kochanie,jestem juz!-Robert może nie był jakiś pijany bardzo,ale widac że ze dwa piwa to wypił.
-Gdzie byłes,do jasnej cholery?!Martwiłam się,umuwilismy sie na kolacje o 19,a jest 21!Nie mogłeś zadzwonic albo sms-a chociaż wysłac?!
-Przepraszam!Ale spotkałem Sahina i poszlismy na piwko.
-Świetnie!Pa!-poszłam na góre do sypialnie zamknęłam sie w niej i położyłam na łóżku,.Lewy się dobijał przez kilka minut,ale potem chyba zszedł na dół,a ja nawet nie wiem kiedy usnęłam.


Następnego dnia: 
Obudziłam się o 9.Zeszłam na dół w krótkiej koszulce.A Robert w kuchni robił śniadanie.Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody do szklanki.Poczułam ręce Roberta na moich biodrach.
-Zostaw...-powiedziałam oschle,ale on nie dawał za wygraną i zaczął mnie całowac po szyji.
-Przepraszam...
-Powiedziałam,puśc mnie...-Stałam nadal w tym samym miejscu,i piłam wodę.Niby chciałam żeby mnie puscił,ale nie odchodziłam.Coś mnie tu trzymało.W tej chwili Robert obrócił mnie tak,ze nasze twarze dzieliły centymetry.
-Powiedziałem,przepraszam-pocałował mnie namietnie..
-Robert...Wiesz jak ja się martwiłam?!
-Wiem i na prawdę przepraszam!
-Obiecujesz,ze nastepnym razem zadzwonisz?
-Obicuję!
-No niech Ci będzie.-Teraz ja go pocałowałam,Robert już chciał zdjąc ze mnie bluzkę.
-Niee kochanie,masz zaraz trening.Dokończ to śniadanie,a ja lecę wziąsc prysznic i się ubrac.
-No nich Ci będzie.-Poszłam na górę.Wziąłam przysznic i ubrałam się.Zrobiłam delikatny makijaż i włosy puściłam luźno.Zeszłam na dół do Roberta,który zajadał się kanapkami.
-Pięknie wyglądasz.Ktoś Ci mówił już,że masz piekne nogi?
-Tak,tak...Wiele ludzi,mówili nawet zebym poszła do jakiegoś Miss,ale ja nogdy nie chciałam i nie chce.
-Ale jesteś piękne i juz.Dobra masz tu śniadanko a ja idę się ubrac.-Zjadłam jakąś kanapkę i Robert zszedł.No tak,jemu to zajmowało duzo mniej czasu niż mi.
-Robert,gdzie laptop?Bo muszę znaleźc lot na jutro,albo nawet dziś wieczorem.
-Coo?Przecież się pogodziliśmy?!
-Spokojnie,kochanie...Jadę po Krzysia!
-Aaaaa no tak.Zapomniałem!Laptop na komodzie,masz!
-Hmmm....Jest na jutro o 9 rano.Mam
-Okej,weź od razu na powrót.
-Dobra,powrót też jutro o 19.Czyli na lotnisko przyjedź po nas o 21.
-Dobra.To teraz idziemy?
-Idziemy.Aaa Robert jak będziemy wracac to zachaczymy jakiś sklep z zabawkamii wgl/Żeby mlody się nie nudził.
-Świetny pomysł!Chodź,bo sie spuźnię.
-Ej,a torba Twoja?
-Aaaa,dzięki.Nie wiem co ja bym bez Ciebie zrobił.
-Zginąłbyś kotek,zginął.-Wyslziśmy z domu i wsiedlismy tym razem do czarnego BMW.Po chwili byliśmy już na Signal Iduna Park.Lewy wszedł do szatni a ja szłam przez kręte mkorytaże aż doszłam na murawę i nie myliłam sie stał tam Juergen Klopp.
-Witam pana!-Krzyknęłam gdy tylko go zobaczyłam.
-Oooo witam piękną panią.Co Cię sprowadza do mnie?
-Mam pytanie.
-Pytaj.
-Więc,czy Krzys będzie mógł wyprowadzic Roberta?
-Aaa,tak,tak załatwiłem już wszytsko.
-Na prawdę?JEst pan wielki!
-Nie pan,tylko Juregen.
-Okej,Juergen.
-Aaaa Ewelina,jaki ba rozmiar ubrań ten chłopczyk?
-98-104 cm.
-Okej,to ubranka będą jutro u mnie.
-Dobra to Robert weźmie.
-Jasne.A cóż to za Krzysiu?
-To mój brataniec i chrześniak.
-Aaaaa czyli rodzinka?
-Tak,tak...Dzięki Juergen idę usiąsc na trybuny.
-Dobraa.-Poszłam na trybuny i czytałam książke.Akurat zaczęłam czytac "Milczenie owiec" tak się wczytałam,ze nie zauwazyłam,ze jest juz 15 i chłopaki skończyli.
-Idziemy?-Podbiegł do mnie Lewandowski.
-Tak,tak chodźmy.-Po drodze spotkaliśmy Reusa.
-Hej Reusik!
-Hej Ewela.
-JAk się udała randka
-Super!!Pogadalismy szczerze.I jesteśmy prawie parą.
-To świetnie!Cieszę się!
-No ja tez,stary,gratuluję Ci!
-Dzięki,sorry,ale lecę,bo mam kilka spraw do załatwienia.
-No my też paa!-Poszliśmy do auta i udalismy się do galerii do sklepu dziecięcego.Kupiliśmy kilka zabawek,ubranek i jakieś dla mnie i Lewego i poszliśmy do restauracji zjeśc kolcje.Do domu wrociliśmy o 21.Nie pakowalam się specjalnie.Wzięłam kilka kosmetyków,jakieś gazety,chuteczki moker jak by się KRzyś ubrudził,jakąś wode,skoczek i poszłam sie umyc i przebrac w piżamę.Robert zrobił na kilka dni z pokoju gościnnego dla dorosłych taki dla chłopczyka.Gdy wyszłam z łazienki,pokoik był piękny.Może duzo nie zmienił,ale to tylko na jakiś czas.Żeby Krzys dobrze się czuł.Miał dużo zabawek,wiec nie powinno mu się nudzic.Oczywiście pościel BVB,a na nim strój małego piłkarza.
-Robert,jest piękny!
-Wiemmm,strałem się.
-Kochany jesteś.
-Wiem!Ale Ty idź juz  spac,bo jutro nie wstaniesz,ja się umyje i przyjdę do Ciebie.
-Okej,dobranoc skarbie.-Poszłam do sypialni i połozyłam sie do łożka i nie zauważyła i usnęłam.
========================================================================
Wiem,wiem..Nic sie nie diałało,ale nie miałam weny,po prostu nie miałam.Mam nadzieje,że kolejny rozdział będzie lepszy,ciekawszy.Polacy na zgrupowaniu,a my?Tzymamy kciuki!Paaa kochane i zostawcie po sobie jakieś komentzarze,pozdrawiam ! ;**































niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 17

                                                                Rozdział 17

Zjedliśmy w restauracji pyszną kolacje,w bardzo miłym towarzystwie.Śmialiśmy się,żartowaliśmy,aż na koniec kolacji Robert wstał od stołu,odwrócił się w moim kierunku i uklęknął.Domyślałam się do się święci.
-Khmm,Ewelino czy....czy zechciałabyś zostac moją narzeczoną,a niedługo żoną?-Mimo,że wiedziałam chwile temu,że mój ukochany poprosi mnie o rękę,to z oczu poleciaały mi łzy.Łzy szczęścia.
-Tak,Robert.Tak!-Włożył na mój palec piękny pierścionek.To najlepszy dzień w moim życiu.Robert wstał spojrzał się prosto w moje oczy i pocałował w usta.Czuliśmy się jak byśmy byli sami.Ale po chwili usłyszeliśmy brawa.
-Nooo!W końcu.Szczęścia zakochańce-powiedział Kuba,a inni przyłączyli sie do niego.
-Dobra,dobra może się zbierajmy coo?Bo późno już,a Robert moze chce oświadczyny dokończyc w pokoju,a jutro wyjazd...-Odezwał się Wojtek.
-Może masz rację Szczęsny.-Powiedział uradowany Robert,zamówiliśmy taxówkę,która była po 10 minutach i dowiozła nas pod hotel.Doszliśmy do pokoju.
-Ooo w końcu w pokoju.Kocham Cię Robert,wiesz?
-Wiemm,wiemm jak można mnie nie kochac?
-Ojej,ale Ty skromny.Idziesz pierwszy pod prysznic?
-Mogę iśc.
Robert wszedł do łażienki,a ja dla zabicia czasu weszłam na facebooka.Pomyślałam,ze wstawię zdjecie pierścionka zaręczynowego.A co mi tam?Pochwalę się.Zrobiłam ładne zdjęcie i po chwili wrzuciłam na fb.Na lajki i komentarze długo nie musiałam czekac."Wow,Ewelka kto jest tym szczęściarzem?","Nie ma Ciebie w Polsce 2 miesiące,a Ty już za mąż wychodzisz?","Gratuluję!Któż to będzie Twoim mężem??" i mnóstwo podobnych komentarzy.To tak...Przecież nikt nie wie,że ja jestem w związku z gwiazdą futbolu.Przeglądałam facebooka i dowiedziałam się paru rzeczy o moich znajomych,ostatnio nie miałam czasu na facebooka czy instagrama.
-Co tam w wielkim świecie słychac kotek?-Zapytał Lewandowski,całując mnie w nos.
-O matko!Ale mnie przestarszyłeś.A nic ciekawego.Wstawiłam zdjęcie pierścionka na fb.
-Czyli się podoba?
-Podoba?Jest prześliczny!
-To się cieszę,lec się myc i może jakaś fota na moje oficjalne?Chciałbym poinformowac moich fanów co się święci.Żeby nie było afery później,że ja wszystko zatajam.
-Dobra,ale może zalóż jakąś bluzkę?
-Hah założę,założę.Ale Ty też!
-No razczej!Zaraz wracam.-Zmyłam makijaż,chciaż za chwilę i tak będę musiała zrobic jakiś nowy,bo ludzie mnie wyśmieją na tym zdjęcu!Ale cóż.Umyłam się i założyłam jakieś spodnie sportowe i koszulkę z bvb,którą dostałam od Lewego.Lewandowski miał na sobie tę piękną bluzę.Strasznie mi się podobają te bluzy z kominem.I dredy borussi.
-I jak?Gotowa na fotke?
-Tak,tak,tylko makijaż dokończę.
-Dla mnie jesteś bez niego prześliczna.
-Dla Ciebie tak,ale dla Twoich fanów nie koniecznie.Jestem gotowa.
-To siadaj,uśmiech i gotowe.Sweet focia na fb gotowa,czekaj wstawie i możemy kończyc ośwaidczyny-poruszył brawiami.
-Takkk jesnee.Idziemy spac kochany !
-Juz,dodane.Co robimy?
-Ja śpię,a Ty???Nie wiem...
-Ejjj,nieee!Nie śpimy.-Po sekundzie Robert był już nade mną.
-Nie,Robert.Głowa mnie boli,jutro co?
-No dobrze.Zawsze jutro,tak zawsze już będzie?
-A co?Nie podoba Ci się?Tylko na jednym Ci zależy?!Dobranoc!
-Pa!-No i pierwsza malutka kłotnia,za nami.Swoja dorgą to jemu tylko na tym zależy?Ehhh,idę spac,co za dużo przemysleń to nie zdrowo.
Rano:
Wstalam pierwsza,poszłam się więc ubrac,zrobic makijaż,fryzure i te sprawy.Wyszłam z łazienki,Robert nie spał.Siedział przy laptopie.Gdy weszłam od razu odwrócił sie w moim kierunku.Wstał i podszedł do mnie,był w dresach bez koszulki.
-Przepraszam....Nie chciałem zeby tak wyszło..Nie zależy mi tylko na tym.-Chyba wiedział,że bez koszulki to zawsze mu wybacze.
-No dobraa,wybaczam.Idź się ubrac.
-Już,jestem.-powiedzał po kilku minutach siedzenia w łacience.
-Świetnie wyglądasz.Kończmy pakowanie bo saolot niedługo.-Skończylismy się poakowac i nie mieściło mi się wszystko do walizki bo byłam przecież na zakupach,ale Robert użyczył mi trochę swojej walizki i po godzinie byliśmy spakowani i gotowi do wyjscia.Po 30 minutach byliśmy na lotnisku.Oddalismy bagaże i byliśmy już na pokładzie samolotu.Wystartowaliśmy i usnęłam...Tak,usnęłam!Jak zwykle zresztą.Obudził mnie delikatny pocałunek mojego narzeczonego.
-Wysiadamy słońce.
-Ooo,już.?
-Tak,chodź,jedziemy do domu.-wysiedlismy z samolotu i wsiedliśmy do czarnego auta Roberta.Po niedługim czasie dojechaliśmy do naszego domu.Wysiedliśmy i weszliśmy do domu.
-Głodny jesteś?
-No troszke...
-To zrobie coś....Hmmm.Co powiesz na jakąś sałatke z sałat kurczaka grillowanego?
-No dobraa,ale tylko zielenizna??
-Musimy się zdrowo odżywiac.
-No dobraaa,jak uważasz.To ja skoczę po wino do sklepu.Białe czy czerwone?
-Kup jedno i drugie.Przyda się na pewno.
-Dobra,to zaraz będę.-Zabrałam sie za sałatkę i nakryłam do stowłu,a Roberta nie było i nie było,ale jest.W końcu jest.
-Co Cię tak długo nie było?
-Marco spotkałem i zaprosiłem go na kolację.
-Świetnie!Hej Marco-podszedł do mnie i dał buziaka w policzek.
-Hej piękna,gratuluje!
-Dzięki,dziięki..
-Ejj!Bo będę zazdrosny.
-Lewus,Lewsu....-Marco był jakiś smutny,nawet teraz jak mówił to Lewus...Co mu jest?No nic może potem uda mi sie z nim podagac.Zjedliśmy kolacje i było bardzo miło.Tylko,że Reus jakiś przygaszony,smutny...Ale Robert poszedł sie umyc,a on robi to z pół godziny,a my siedzimy na kanapie to pogadamy.
-Marco?
-Tak?
-Coś się stało?Jesteś jakiś smutny,przygaszony.Wiesz,ze mozesz mi powiedziec.
-Nieee  nic....No dobra,zrobiłem coś głupiego.
-Mianowicie co??
-Byłem na imprezie i tam była taka dziewczyna,i ja...Ja nie wiem czy poszlismy do lóżka bo się upiłem,a przecież mówiłem Ci że zaczynamy się z Sarą dogadywac.
-Oj Marco,Marco.Może do niczego nie doszło?Nie martw się.
-Może wpadłabyś jutro do mnie?
-Jasnee!Przyjdę.
-Dzięki jesteś kochana/
-A ja mogę powiedzie Robertowi?
-No możesz,ale niehc nikomu nie mówi.
-On jutro ma jekieś sprawy do załatwienia  za miastem,więc i tak będę się nudzic.-Własnie zszedł Robert.
-O czym tak rozmaiwacie?
-Później Ci powiem-Powiedziałam Robertowi.
-To ja juz idę,Pa i do jutra.Dzieki za kolacje-pożegnał się i wyszedł.
-Do jutra?
-Tak,umuwiliśmy się.
-A o co chodzi?
-On się Robert pogubił w żysiu.Był na jakiejś imprezie i nie wi czy się przespał z jakąś laską,a zakochał się w Sarze..
-O kurdee,dobrze że sie z nim spotkach i pogadasz jakoś.Cieszę się,że mam taką narzeczoną,ja Ty.
-I takiego narzeczonego co Ty,chodźmy spac.
-Ej,obiecałaś!
-No dobra,chodź na górę...-I weszliśmy do naszej sypialni,niech już mu będzie...Nasze ubrania jak zwykle latały po pokoju,a ja czułam się jak jakaś księżniczka.Rano po upojnej nocy wstałam,a mojego rannego ptaszka nie było już w łóżku.Zarzuciłam bluzkę Roberta i zeszłam na dół.No tak,mogłam się tego spodziewac zrobił śniadanie.
-Hej piękna!
-Hej kochanie,dzięki za śniadanko.Jem i się ogarniam i jadę do Marco.
-Kotek,ja jade dzisiaj załatwiac te sprawy,związane ze studiami,bvb i tekimi duperelami.Zus i te sprawy.
-Okej na kolacje będziesz?To coś przygotuje.
-Będę.Podwiozę Cię do Marco.-Zjedliśmy śniadanie i poszłam się ubrac.Ale dzisiaj brzydko,zimno i pada.Zeszłam na dół a Robert już na mnie czekał.No cóż,zeszło mi trochę na górze...
-Wow,pięknie wyglądasz!I cóż za napis na czapeczce..Kochanieee...Nie znałem Cię takiej.
-Widzisz...Dobra chodź jedziemy.-Do Marco daleko nie mamy,po 10 minutach byliśmy już pod jego domem.Pożegnałam się z Robertem i wysiadłam z auta.Zapukałam i czekałam aż ktoś otworzy.Ktoś...Oczywiście,że otworzył Marco.|Jak on w tym słodko wyglądał!
-Hej piękna.-pocałował mnie w policzek.
-No hej.Cóż za bluzka.
-Haha taka domowa.Wchodź.Może obejżymy jakiś film?
-Świetnie.Jaki?
-Horror?
-No niech będzie.
-To siadaj na kanapie ja pójdę po jakieś przekąski.
-Dobra czekam.-Jak tu pięknie,tak nowocześnie.I czysto,jak na mężczyzne mieszkającego samemu.Włączyłam TV i Marco przyszedł,usiadł obok mnie.
-Boisz się?-Zapytał po kilkunastu minutach oglądania.
-Niee.
-Bo jakaś smutna jesteś.
-Bo mnie plecy jakoś bolą.
-Hoho pewnie po wczorajszej nocy?Ostro musiało byc!
-Reus!!
-Dobra dobra,kładź sie na brzuchu!
-Co?!
-No kładź się,zrobie Ci masaż.-Położyłam się jak kazał a on usiadł na moich pośladkach i zaczął masaż.Wyglądało to dwuznacznie,ale cóż.Byliśmy sami.
-Oooo,jak dobrze...
-Lepiej?
-Tak,dzięki.Teraz ja Tobie zrobie.
-Dobraaa,to zmiana-teraz ja siedziałam na nim.
-Marco,zdejmij bluzkę,będzie łatwiej.
-Coś sugerujesz?
-Niee!Głupku!
-Wiem,okej!-Zdjął bluzkę,a mnie troszkę zatkało.Myśłałam,że tylko Robert ma taki tors.
-Wow,jaka klata!
-Hahaha treningi.-Skończyłam masaż,zjedliśmy jakis obiad i oglądalkiśmy dalej jakis film.Ja się trochę położyłam na Marco,bo zmęczona jakaś byłam.
*Marco pocałował mnie w czoło.Spojrzałam się na niego nie wiedząc co on robi.W jeko oczach zobaczyłam smutek,ten cholerny smutek.Nie pytałam co robi.Chciałam go pocieszyc.Nie lubie jak jest smutny.Oddałam pocałunek w usta.Pocałowałam go delikatnie,a on całował mnie zachłannie.Błądził rękoma pod moją bluzką,zdjął ją i wszystko co mu przszkadało w dalszych działaniach,poszliśmy do sypialni i dokończyliśmy to co zaczęliśmy tutaj.*
========================================================================
Hej!Jest 17.Co o nim myślicie?Mnie się nie podoba.Jak myślicie?To sen Eweliny czy tak sie wydarzyło naprawdę?Czekam na komentarze.Ale jestem mega szczęsliwa!Barussia wygrała 6 do 1.Rozkręcili się.A Lewy i hat-trick!Kocham ich!! <3 Następny powinien byc za tydzień.Paa <3