Rozdział 20
Obudziłam się u boku Roberta.Nie spał.Patrzył się na mnie,a gdy się obudziłam,zmieszła sie i odwrócił wzrok w drugi bok.Wstałam nic do niego nie mówiąc i szukałam w szafie jakiś ciuchów.
-Ewelina?-nie odezwałam się do niego wiec ponownie wymówił moje imie-Ewelina no!Długo jeszcze będziesz mnie ignorowac?!-zdenerwował się już troche,ale ja też się zdenerwowałam to niech teraz on sie pomęczy.
-Wiesz co?!Jesteś bezczelny!Najpierw oszukujesz mnie,nie mówisz mi,ze dostałeś propozycję od Bayernu,a teraz?Wrzeszczysz na mnie....Zastanów się człowieku nad sobą!
-Przecież nie przyjmę tej propozycji!-powiedział ciszej,ale stanowczo.-....chyba-powiedział jeszcze po cichu,ale na jego złośc usłyszłam.
-Chyba?!Dobra daruj sobie...-Poszłam do łazienki,zła wściekła...Ubrałam sie,włosy związałam i zrobiłam delikatny makijaż.Postanowiłam wybrac sie z Agatą,Oliwką i Krzysiem na miasto,a potem zajrzymy na trening po strój Krzysia na jutro.Wyszłam gotowa z łazienki.Nie wiem jak,ale Robert też był już ubrany i czekał na dole w korytarzu.Na mnie?Głupie pytanie,na pewno czekał na mnie,ale ja nie mam ochoty z nim jechac.
-Jedziemy?
-Ty jedziesz.JA idę.
-W takim razie,kiedy mogę się Ciebie spodziewac w domu?
-Nie wiem,przyjdę pitem z KRzysiem na trening po strój na jutro.
-Dobrze,pa-chciał mnie pocałowac,ale ja odwróciłam się i wyszłam.No taak...Miałam wziąśc ubrania na przebranie dla Krzysia....Wróciłam się.Otwieram drzwi,a tam Robert obok siedzi z głową w dłoniach.Chciałam ukucnąc obok niego,ale nie mogłam...Poszłam na górę,wzięłam jakieś ubrania i wyszłam z domu.Robert po chwili też wyszedł i odjechał.Pojechał pewnie na SIP.Po kilunastu minutach paceru doszłam na posiadłośc państwa Błaszczykowskich.Kuba właśnie wychodził na trening.
-Hej Ewcia.
-Hej Kuba.
-I jak?Pogadaliście?
-Khm....Niee...
-Dobra,nie będę się wtrącał.Lecę.Pa mała.
-No papa.
-Agata?
-Tak,tak jestem.Wchodź kochana.Idziemy na miasto?
-No właśnie,tak.
-Cesc ciocia.Cemu wcoraj wysliscie beś poźegnainia?
-A wiesz,bo musieliśmy z wujkiem załatwic jedną sprawę.Chodź ubierzemy sie i pójdziemny na miasto.
-A Olwika pojdźe ź nami?
-Jasne!I ciocia Aga.Choź ubierzemy sie.
-Jaki wystrojony chłopak!-powiedziała po kilku minutach Agata.
Wyszłysmy z dzieciakami z domu i poszłysmy na miasto.Najpierw wybrałysmy sie na lody.Dzieciaki zjadły i postanowiłyśmy pójsc na trening,kóry trwa juz z jakieś 2 godziny.Weszłam na stadion i od razu podszedł do mnie Klopp.
-Ewelina...Czy wy sie pokłóciliście?
-No..tak.A czemu pytasz?
-Bo Robert jest nie do zniesienia.JEst zly,nic mu nie wychodzi,wścieka sie na kolegów,na mnie.Możesz z nim pogadac?Bo juto gramy mecz,ważny mecz...
-No dobra...Zawołasz go?Powiedz,że czekam w Twoim gabinecie.Mogę?
-Tak,tak pewnie.Zostaw Krzysia,pobiega z chłopakami.
-Dobra to idę.-Poszłam do gabinetu Kloppa i zastanawiałam się co mam mu powiedziec?Weszłam i usiadłam na czarnym,skurzanym fotelu.Po chwili usłyszłam pukanie.
-Wejdź...
-Cześc.
-Co Ty w-y-p-r-a-w-i-a-s-z?Słucham?
-Nic.
-Nic?Trener powiedział mi właśnie jakie nic!-Wstałam i podeszlam do niego.Wzięłam jego twarz w dłonie i jeszcze raz zapytałam.
-Co jest?
-No jak to co?!Nie wiesz?Nie chcesz ze mną gadac...
-Ale jesteś teraz na boisku.Nasze sprawy nie powinny przekładac się na Twoje życie zawodowe.
-Wiem.Ale nie radze sobie z tym.Jeszcze teraz,tryzmasz moja twarz w swoich delikatnych dłoniach i ja czuje ten Twój zapach perfum i walcze ze sobą zeby Cię nie pocałowac.
-To nie walcz.Całuj.Jeżeli w ten sposób wrócisz szczęśliwy do treningu to całuj.-Robert spojrzał się na mnie jak na głupią.Ja też zastanawiałam się co ja właśnie powiedziałam.Głupia jestem,albo...zakochana.Tak!JEstem po prostu w tym wariacie ZAKOCHANA PO USZY.Ale po chwili nie chcąc marnowac takiej okazji zaczął mnie namietnie całowac.Nie wahając się położył mnie na szklane biurko Kloppa,zwalając przy tym wszystkie jego dokumenty (za to nam się oberwie!).Zaczął rozpinac moją koszule.A ja zdjęłam z niego klubową koszulke.No tak...Ale przez to wszystko zapomnieliśmy,że w gabinecie jest szklane okno z widokiem na stadion.Po chwili mieliśmy widowinie a Mario krzyknął:
-Ohoho trenerze chyba nasz Robercik odżył!-Od razu zmieszni wtsaliśmy z biurka,ja zapinając koszule,Robert zakładając bluzkę.Szybko ułożyliśmy dokumenty i wyszliśmy z gabinetu.W drodze na murawę Robert oparł mnie o ścianę i pocałował namietnie mówiąc szeptem do ucha:
-Dziękuję.Kocham Cię.
-Ja Ciebie też,ale błagam nie przechodź do Bayernu.
-Nie przechodzę,odmówiłem.
-Dzięki kochanie.No chodźmy.-Weszliśmy na murawę,czerwieni na policzkach i wszyscy zaczęli krzyczec gorzko,gorzko...Więc pocałowaliśmy się namiętnie.
-No lec tenowac.Paaa.-powiedziałam bardzo cicho.
-Paaa
-Dzięki Ewelinka.Kochana jesteś.Masz tu strój Krzysia.
-O dzięki wielkie.To co do jutra na maeczu.
-Tak,Paa kochana.
-Paa-Zawołałam jeszcze Krzysia i poszliśmy razem do auta.Zapiełam chłopca w foteliku i pojechaliśmy do galerii po buty na jutro dla małego,bo koniecznie chciał żółto czarne,a ja nie umiem mu odmawiac.Kupiliśmy i pojechaliśmy do domu robic obiecaną kolacje.Było już późno,ale chłopaki mają dzisiaj trening do 20.
-Krzysiu pomożesz mi zrobic kolacje?
-Taaaak!Super!
-To chodź,włączę Ci bajkę i pójdę się przebrac i wezmę jakieś ubranka dla ciebie.Dobra?
-Dobze ciocia.-Poszłam na góre przebrac się w coś luźniejszego.Weszłam do pokoju Krzysia po jego dresik i zeszłam na dół.Przebrałam małego,włązyłam muzyke i powędrowaliśmy do kuchni.PRzy tym gotowaniu mieliśmy sporo zabawy.Mały dużo mi pomagał.
-To co?Ja wstawiam zapiekanke do pieca i poczytamy książkę,co?
-Dobla.
-To wybierz książeczkę i czekaj w salonie.
-Okej.-Wstawilam zapiekanke i spojrzałam na zegar.Dochodziła 20.Robert niedługo będzie.Poszłam do salonu usiadłam wygodnie obok Krzysia i zaczęłam mu czytac.Około 20:30 Robert wszedł do domu,a Krzyś?Krzyś usnął.Po cichu weszłam na górę,przebrałam go w piżamkę i zeszłam na dół do Lewego.
-Hej kochanie,mały usnąl?
-No jakoś tak wyszło.Jemy?
-Jasne.-Pójdę tylko wziąsc prysznic i się przebrac po tym treningu.
-Okej,tylko po cichu na gorze.
-Okej,słońce.-Nakryłam do stolu i usiadłam na krześle czytając jakąś gazete.Nie zorientowalam się i mój ukochany już był.Podałam więc zapieknakę i zajadaliśmy się nią.Muszę przyznac,że naprawdę wyszła dobra,ale...Teraz trzeba zrzucic to.Taka tłucząca...Eh...Ale pyszna!
-To co robimy?-Zapytał mnie Robert wyszczerzając przy tym swoje piękne,białe zęby.
-Może film?
-Okej,horror?
-Ehhhh....No niech Ci będzie.Idź znależc film,a ja wezme wino.
-Świetnie.-Poszłam do kuchni po wino i kieliszki do niego.Wróciłam do pokoju,zgasiłam światło i wygondie usiadłam obok Roberta.Film był okropny.Strzasznie zjechał psychike.Ale cóż,to tylko fikcja.Cały gilm trzymałam się Roberta.Przy nim czułam się taka bezpieczna.
-Ewelina?Chciałem...Cię przeprosic.Nie chciałem żeby to tak głupio wyszło.
-Wiem,że nie chciałeś.-Nadal patrzył się we mnie.Miałam lampke wina i przez to,że zatraciłam się tak w jego niebieskich oczach wylałam wino na jego bluzkę.-Jezu,przepraszam.
-Nic się nie stało-powiedział zdejmując brudną bluzkę.
-Ale to się nie dopierze.
-No i co?Kocham Cię!-Powiedział i przybliżył się do mnie.Pocałował i jego ręce zaczęły błądzic pod moją bluzką.Zabrał mnie na górę,do sypialni.Musieliśmy byc cicho jak nigdy żeby młody się nie obudził.Po chwili nasze ubrania były w całym pokoju porozrzucane.A my się kochaliśmy.Po tej upojnej nocy zasnęłam na nagim torsie Lewandowskiego.Nigy nie potrafię się oprzec jego klacie.
Rano:
Obudziłam się i do naszego pokoju wparował Krzysiu,zaspany.Przetarł oczy i dziwinie się patrzył.Nic dziwnego.W domu oczą żeby sprzątac po sobie a tu w pokoju ubrania wszędzie leżą.Szturchnęłam Robetra żeby się obudził.Bo co mam zrobic?JEstem bez ubrań.
-Oooo Krzysiu...Khmm...-spojrzłam pytająco na Roberta.
-Cesc,a nie wiecie ze tzeba spzontac?
-No właśnie nam przypomniałeś.Idź do swojego pokoiku i...za łóżkiem jest nowa zabawka.Pobaw się a ja zaraz przyję do ciebie.Okej?
-Taaak!Nowa źabafka!
-Ufff...dzięki kotek.Posprzątasz?Ja pójdę wziąsc prysznic i się ubrac w coś,bo trzeba śniadanie zrobic.A ty masz jeszcze trening orzed meczem?
-Nie dziś nie.Pojedziemy na stanion tak o 14:30,więc może najpierw jakiś spacer,lody?
-Świetnie.To idę.-Weszłam pod prysznic.To kochałam,wylączyc się i pomyślec o tym moim życiu.Na ogół jest świetne.Mam kochającego narzeczonego,przyjaciół.Los w końcu się do mnie uśmiechnął.-na te myśl uśmiechnęłam się sama do siebie i wyszłam z pod prysznica.Wysuszyłam włosy,które związałam w luźnego kucyka.Ubrałam wybrane ubrania i zrobiłam delikatny makijaż.Wyszłam do łazienki i z dołu słyszłam chłopaków robiących śniadanie.Zeszłam do nich i na stole ujrzałam piękne kanapki.
-Ooo jakie piękne kanapki!
-Dla cieie ciocia.Jec!
-Dobrze,juz jem.Jakie pyszne.
-Ustaliliśmy z Krzysiem,że pójdziemy do kaiwarni na duże lody.Co Ty na to?
-To idziemy.Tylko się ubierzcie.
-Idziemy właśnie.-Robert ubrany był w to a młody w to.Ja wzięłam jeszcze moją kurtke i torbę i wyszliśmy.Szliśmy ulicami Dortmundu w strone lodziarni.Była godzina 12.Za dużo czasu nie mieliśmy.Młody cały dzień był podekscytowany.Weszliśmy do kawairni,usiedliśmy przy stoliku.Oczywiście KRzyś obok Roberta.Podeszła do nas jakaś pusta blondyneczka z duzym biustem,która zaczęła się podlizywac Robertowi nie zważając na mnie,czytaj kelnerka.
-Co mogę panu podac?
-Jakby pani nie zauważyła,ten pan nie jest sam.-Robert zaczął pod nosem się śmiac.
-Więc,co mogę państwu podac?
-Poprosimy 2 duze porcje lodów i jedną małą,tak kochanie?-Powiedziałam ironicznie
-Tak,tak słońce.-Odpowiedział roześmiany Robert.
-Dobrze,zamówienie zaraz będzie.
-Dziękuję i tak po za tym.Mój narzeczony nie lubi blodnynek.-Wtedy Robert juz nie wytrzymał i zaczął się śmiac.
-Psyniesie pani te lody!?-Zapytał jeszcze Krzysiu.Wtedy i ja nie mogłam wytrzymac ze śmiechu.No tak moja krew.Kalnerka odeszła naburmuszona.Lody przyniosła inna kelnerka.Normalna.
-Proszę,państwa lody.
-Dziękujemy bardzo.
-I przepraszam za koleżankę,ale...taki charakter.
-Nie szkodzi,miło było tak odreagowac.
-Dobrze,że spusciliście jej wiadro zimnej wody.Przyda się.Nie przeszkadzam,do zobaczenia.
-Do widzenia.-Zjedliśmylody i udalismy się do domu.Zrobiłam jakis lekki obiad,zjedliśmy trzeba było się szykowac na mecz.Poszlismy wszyscy na górę.Robert poszedł przebrac małego,a ja poszłam się ubrac do tego wzięłam jeszcze kurtkę.Poszłam do chłopców młody był już ubrany,Robert przebieże się tam.Wyszliśmy z domu i wsioedliśmy do czarnego auta,po czym udaliśmy się na Signal Iduna Park.
========================================================================
Hejo Borussen.Jak wam się podoba rozdział.Już 20!WoW!! Oglądałyście mecz wczoraj?Świetny był i Piszczu, dwa gole Lewego <33Szkoda Reusa i Kuby,ale cóż.Następny będzie za tydzień lub dwa.Zależy czy będę miała czasu troszkę.Wiem,ze w sumie nic tu sie nie dzieje,powiedzcie czy wolicie jakieś nieoczekiwane zwroty akcji czy tak jak teraz jest?Proszę także,jeżeli ktoś to czyta żeby komentował!To naprawdę motywuje i sprawia,że na mojej twarz pojawia się uśmiech.Paaa,lecę.Trzymajcie się i trzymajmy kciuki za Reusa i Kubę,żeby szybko do nas wracali.
Łączna liczba wyświetleń
niedziela, 1 grudnia 2013
piątek, 22 listopada 2013
Rozdział 19
Rozdział 19
Rano obudiłam się kilka minut po 7.Robert jeszcze spał.Postanowiłam go nie budzic i poszłam wziąsc przysznic,pomalowac się,uczesac i ubrac.Taka poranna rutyna.Wyszłam z łazienki po 20 minutach i zeszłam na dół zrobic jakieś śniadanie.Postawiłam na musli,nie wiedziałam czy napastnik będzie z tego zadowolony,ale cóż...Ja o linie muszę dbac,a on...Musi byc w formie.Poszłam na góre obudzic mojego śpiocha.Weszłam do sypialni,wcale nie po cichu,myślałam,ze go to obudzi,ale niee.Uklękłam więc na łóżku i szepnęłam do jego ucha "Kocham Cię".Zaczął się budzic.
-JEszcze chwileczke-powiedział nakładając na głowę poduszke.
-Wstawaj kotek,śniadanie czeka,a później mógłbyś swoją kochaną narzeczoną odwieśc na lotnisko.-zrobiłam maślane oczy,a Roebrt zdjął z głowy poduszkę.
-No dobraa..Daj mi chiwlę,idę sie ubrac.
-Czekam na dole.Kawa?
-Tak skarbie.-Poszłam na dół zrobic kawe.Swoją drogą,jakimś dziwnym zdarzeniem w domu nie ma prawie kawy.Na teraz starczy,ale czy mojemu chłopakowi będzie się chciało pójśc po kawe?Tego nie wiem.Ale chyba zaraz się dowiem,bo zszedł właśnie na dół.
-Robert,zrobisz zakupy?
-Okej zrobie.
-Kochany jesteś.Kup też cos słodkiego dla małego.I jakiueś jedzenie co dzieci lubią.Ale nie chipsy czy paluszki.
-Dobra cos tam kupie.
-Dobra to jedz,ja idę wziąsc torbe i możemy jechac.
-Dobra kochanie.-Poszłam na górę,wzięłam jakieś ciuchy na zmiane.Torbe i zeszłam na dół.Lewandowski czekał już na mnie.A raczej bawił się telefonem.Nowym telefonem.
-Robert?Jestem...
-A,tak,tak.Zagłębiłem się w telefon.
-No widzę właśnie..Rozumiem,że nowy,że iPhone,no ale ja też mam go i się tak nie zagłębiam.Hahahaha,jak dziecko kochanie,jak dziecko.
-Oj tam..Kobiety tak mają.Chodź,bo się na samolot spóźnisz.
-No chodź,chodź.-Wsiedliśmy do samochodu i po chwili byliśmy już w drodze na lotnisko.Tam się pożegnaliśmy.I weszłam na pokład samolotu.Podróż nie trwała długo.W Warszawie wsiadlam do taxówki i udałam się do domu Izy i Dawida.
-Ewelina?!Hej kochana,wchodź.
-Cześc Izka.-Dałam jej buziaka na powitanie,a ona prawie mnie udusiła.Za chwilke ujrzałam mojego chrześniaka.Duży już chłopczyk.Podbiegł do mnie szybko.
-Ciocia!!Jeśteś!Ja na cebie cekałem!
-Wiem kochanie,wiem.
-Kiedy jedziemy.?
-Zajrze jeszcze do moich rodizców i jedziemy na lotnisko.
-Jak to?Tak szybko?-Zapytała zdziwiona Iza.
-No tak wszyło...
-Krzyś?Pojedziemy z ciocią do dziadkow.
-Tak!Śupel!
-Dobra Ewcia,to idę po jego walizkę,a wy idźcie juz do auta.
-Dobra,kochana.Chodź kochanie.
-Cocia?
-Tak?
-Zawiąześ mi buti?
-Jasne,siadaj....Gotowe.-Wsiedlismy do auta i mały zdążył mi wiele opowiedzie i przyszła Iza.Razem pojechaliśmy do moich rodziców.
-Córcia?Krzyś?Izunia?
-A kto inny?
-Cesc babcia!
-Co u Ciebie Krzysiu
-Super!Jede z ciocia do Doltmundu.
-No wiem wiem.PEwnie będzie super.A przywieziesz coś babci?
-TAK!Wsystko!-Pogadaliśmy tak do 18.Mogłam z moją mamą rozmawiac godzinami,aż musieliśmy jechac na lotnisko.Mama też pojechała.Oby dwi nam pomachały i wsiedlismy do samolotu.Krzyś usnął.A ja zajęłam sie czytaniem książki.Dolecieliśmy na 21,tak jak się spodziewałam.Wysiedliśmy a Robert już czekał.Podeszlismy do niego,a Krzys był taki podekscytowany.Pierwszy raz samolotem.Zobaczy gwiazdę piłki nożnej.
-Hej kochanie-Przywitałam sie pocałunkiem.
-Hej skarbie.Czesc kolego.Jak masz na imię?-Krzyś sie chyba wstydził.
-Jaa...Jeśtem Kzyś.
-Cześc Krzysiu,ja jestem Robert.
-Wieem,widziałem cie na bojiśku.
-To dawaj łapke i idziemy do auta.Dobra?
-Tak-Robert chciał aby mały nabrał do niego zaufania.I bardzo szybko chłopczyk polubił Roberta.Całą drogę do domu opowiadał nam o przedszkolu,kolegach i o wszystkim co mu się na śline nawinęło.Po 30 minutach dojechaliśmy do domu i weszlismy do niego.
-No to chodź Krzysiu umyjemy się a wujek Robert zrobi kolacje.
-Nooo dobźe...
-A co sobie pan życzy na kolacje?-zapytał Lewy
-Kańapke.
-Dobrze,będą specjalne kanapeczki dla ciebie.-Poszłam z malym na górę,a jemu buzia się nadal nie zamykała.Wykąpałam go i założyłam pidżamkę.Zeszliśmy na dół i Krzysiu od razu pobiegł do Roberta.Chyba sie polubili.Zjedliśmy kolacje i Robert poszedł położyz młodego,a ja poszłam sie umyc i przebrac w pidżame.Jak wyszłam z łazienki to Robert już leżał w sypialni i czytał gazete.
-Zasnął?
-Taak.Pytał mnie o wiele rzeczy.Świetny chłopczyk!
-To sie cieszę,że się polubiliście.
-Ja też.Ciekawe kiedy będą nasze,małe Lewandowskie.
-Hahaha no kiedyś napewno.
-No raczej!Chodź tu do mnie.
-No jestem.-Robert przytulił mnie,zgasił światło,trochę porozmawialiśmy o naszej przyszłości i nie wiem kiedy usnęliśmy.Rano obudziłam się i nie było obok mnie Roberta,za to z dołu słyszłam odgłosy radia i chłopaków.Założyłam szlafrok i zeszłam na dół.Nie myliłam się.Na stole stały naleśniki.
-Hej chłopaki.
-Ooo cześc skarbie-pocałował mnie Robert.
-Bleee-powiedział na nasz pocałunek Krzyś.My z Robertem tylko się zaśmialismy i usiedliśmy do stołu jesc sniadanie.Mały zjadł bez marudzenia.
-To co kolego,idziemy się ubrac?
-A wujek Lobelt?
-Wujek też pójdzie się ubrac.
-Dobla.-Robert spojrzał się na mnie i uśmiechnął,a ja wzięłam małego za rączke i poszliśmy na góre wybrac jakieś ubranka.Mały był zachwyony pokoikiem.A ja byłam zachwycona takimi pięknymi,małymi ubrankami.Chyba jak każda kobieta.Mały ubrany wybiegł z pokoju i pobiegł do Roberta,który oczywiście też był już ubrany.Więc i ja poszłam do łazienki się ubrac i pomalowac.Zeszłam po kilku minutach na dół.Chłopaki chyba byli już znudzeni czekaniem na mnie.
-Idziemy?
-No wkońcu!Czekamy i czekamy...Ale pięknie wyglądasz.
-Dziękuje kotek.No chodźmy.Chodź Krzychu.
-Dobla..-mały dał nam rączki i wyszliśmy do auta.Na Signal Idune dojechaliśmy po 15 minutach.Maly był nadal taki szczęśliwy.Weszlismy na stadion i poszliśmy w strone szatni.Od wejścia słychac było chłopaków.Dobrze,że rozmawiali po niemiecku,to mały nic nie rozumiał,bo rozmawiali o takich rzeczach....hmmm +18.
-Ciocia,cemu oni mówią o jakis paniach?-Cooo??To mały umie niemiecki?!
-A ty umiesz niemiecki?
-No tiaaakkk!!Pzecies ty ciongle mówilaś po niemiecku...I w pseckolu mówią.
-Aaaa to super.-zaczęliśmy się z Robertem mimowolnie śmiac.Weszliśmy do szatni.
-Ej!Łajzy!Dziecko jest,ogar!-Krzyknął rozśmieszony całą sytuacją Lewy.
-Oooo!Nie chwaliłeś sie,że masz dziecko!-powiedział rozbawiony Gotze.(dobrze,że mały rozumie tylko trochę niemiecki,bo zaczęli takie spekulacje wygłaszac,że....)
-To jest Krzyś,chrześniak Eweliny.-poprawił Robert\
-Witaj Krzyś-przywitali sie wszyscy,a on był taki szczęśliwy.
-Dobra Krzychu,chodź idziemy na trybuny bo wujkowie maja trening.-w tym momęcie wszedł Klopp.
-O witam.Cóż to za miły chłopczyk?
-JEśtem Kśyś.
-Cześc Krzyś,chciałbys pograc chwile z nami w piłe?
-Taaak!
-To masz tuaj mały strój i idź pograc.
-Dobra to mogę zostawic go tutaj?Poszłabym zobaczyc kiedy mam rozpoczęcie na uczelni.
-Jasne,idź!Prawda Lewy?-Zapytał Klopp.
-Jase,idź kotek.-I poszlam.Wyszłam przed stadion i było naprawdę zimno.Jak na 20 września.Ale cóż.Lato odchodzi.Niedługo już będzie bardzo zimno.Weszłam na uczelnie i poszłam na tablice ogłoszeń.Przeczytałam co miałam przeczytac i dostałam sms-a,żebym nie przychodziła juz na stadion bo oni sobie z KRzysiem radzą.Wsiadłam więc w taksówkę i pojehcałam do galerii.Wparowałam do kilku sklepów,aż kupiłam jeden prześliczny zestaw (tak,kocham lity).Przeszłam jeszcze po kilku sklepach i wybrałam jakąś koszulke dla Roberta i koszule.Galerie opuściłam po 2 godzinach.Udałam się jeszcze do marketu po zkaupy na obiad i pojechałam taxsówką do domu.Chłopaków jeszcze nie było.Poszłam się przebrac w coś luźnego.Dzisś na obiad robię zapiekankę.Oczywiście staram się na zdrowo,ale co wyjdzie to nie wiem.Kiedy zapiekankę wstawiłam do pieca,do domu weszli chłopaki.
-Hej kochani,niedługo będzie obiad.
-Hej,Ewcia przebieżesz małego?Bo sie polał soczkiem.
-Jasne chodź,młody.-Poszliśmy na górę i przeprałam go w te ubranka.Zeszlismy po chwili do Roberta,który rozmawiał przez telefon,kiedy zeszłam chyba kończył rozmowe.
-Kochanie,dzwonił Kuba.Zapraszają nas dzisiaj na kolacje.
-Ooo super.A Krzys poznał juz Agate?
-Tak,była dzisiaj przynieśc Kubie kanapki bo zapomniał.A właśnie gdzie on jest?
-W w salonie,maluje.Dobra idę po obiad.Siadajcie do stołu bo juz 16,a muszę jeszcze jakieś ciuchy wam i sobie wybrac.Po chwili zaniosłam zapiekankę i sok do pokoju.Chłopaki zjedli i poszli oglądac bajke.Ja wlożyłam naczynia do mywarki i poszłam naszykowac ubrania.Krzysiowi to,Robertowi to,a sobie to.Poszłam do łazienki wziąśc prysznic,uczesac się i zrobic makijaż.Gotowa z łazienki wyszłam po ok. godzinie.Zeszłam na dół i chłopcy także byli gotowi.
-Pięnie wyglądasz.
-Dziękuje,idziemy?
-Tak,chodźmy.-Wsiedliśmy do auta i akurat w radiu była jakaś polska piosenka i zaczęliśmy wspólnie śpiewac.Do Kuby dojechalismy po 15 minutach.Wyszliśmy z auta i zapukaliśmy.
-Cześc kochani,wchodźcie-przywitała sie z nami Agata.-witaj przystojniaku-zwróciła się do Krzysia.
-Ceśc ciocia.
-Hej Aga-dałam jej buziaka w policzek.
-Hej Kubol-przywitał się Robert.-Po chwli wszyscy zasieldiśmy do stołu.Łącznie z Krzyśkiem i Oliwią.Zjedliśmy kolacje i dzieci poszły się bawic a my rozmaiwaliśmy.Było mnóstwo śmiechu.
-I jak Robert?Zdecydowałeś już?-Zapytał Kuba.
-Tak,tzn nie wiem....
-Ale o co chodzi?-Zapytałam zdziwiona całą sytuacją.
-Bayern złożył mi propozyję przjeścia do ich klubu.
-Ahaa!I oczywiście mi nie powiedziałeś,tak?!-Zapytałam wściekła.
-To nie tak...
-A jak?!!
-Prosze...Nie kłóccie się....-Próbowała pogodzic nas Agata.-Albo,zostawcie u nas Krzysia i jedźcie do odmu podgadac?On bawi sie z Oliwka,jutro Kuba go przywiezie przed treningiem.
-To chyba będzie najlepsze wyjście.Nie chce żeby dziecko przez tego dupka się wystraszyło jak się pokłócimy.Dzięki Agatka.Papa-dalam jej buziaka i wyszłam
-Dzięki stary-pwoedział po cichu Robert do Kuby.
-Przepraszam,nie wiedziałem...
-Już dobra,cześc.-Wyszlismy do auta.W drodze nie odzywalismy się do siebie.Weszliśmy do domu i rzuciłam klucze na sofe.
-Co Ty sibie do cholery jasnej wyobrażasz?!Całe życie będziesz mnie oczukiwał?!
-No przepraszam!Nie wiedziałem czy ci mówic czy nie...
-Aaaaa to wiele wyjaśnia!To ja teraz pójdę na impreze,prześpie sie z jakimś facetem,wrócę i nie powiem Ci i będziemy życ jak gdyby nigdny nic,tak?Na tej zasadzie chcesz mi wcisnąc kit?!
-Nie!To nie tak!Kurwa nooo!Nie powiedziałem Ci bo chciałem to przemyslec!A Ty byso tym tylko gadała.
-Świetnie!Ale ja Cię Kocham!I chce wiedziec co jest w Twojim życiu,a nie,że się dowiaduje od Kuby.IDę sie umyc...-Poszłam na góre sie umyc i przeprac w jakieś piżamę.Słyszłam,ze Robert trzaskał drzwiami od szafy i szufladami od komód wiec chyba też się przebierał.Wyszłam po kilku minutach to leżał na łóżku i czytał gazete.Poszłam więc tez do sypialni,bo nie będę przez tego palanta spac na kanapie.Zaczęłam czytac kdizążkę.Po chwili jednak przerwał mi głos mojego chłopaka.
-Przepraszam no...Nie lubię jak sie na mnie gniewasz.
-A ja nie lubie jak kłamiesz.Idę spac.Dobranoc!
-Pa
========================================================================
Hej,przepraszma,ze tak późno,ale szkoła,szkoła,szkoła....Wiem także,ze nic się ttaj nie dzieje,ale jakoś mi wena ucieka.Nie wiem jak to co myslę przełozyc na papier,przepraszam i mam nadzijee że następny rozdział będzie lepszy.Paaa ;***AAAaa I pamietajcie JUTRO MECZ BORUSSIA-BAYERN.Kibicjuemy BVB!! <333
-JEszcze chwileczke-powiedział nakładając na głowę poduszke.
-Wstawaj kotek,śniadanie czeka,a później mógłbyś swoją kochaną narzeczoną odwieśc na lotnisko.-zrobiłam maślane oczy,a Roebrt zdjął z głowy poduszkę.
-No dobraa..Daj mi chiwlę,idę sie ubrac.
-Czekam na dole.Kawa?
-Tak skarbie.-Poszłam na dół zrobic kawe.Swoją drogą,jakimś dziwnym zdarzeniem w domu nie ma prawie kawy.Na teraz starczy,ale czy mojemu chłopakowi będzie się chciało pójśc po kawe?Tego nie wiem.Ale chyba zaraz się dowiem,bo zszedł właśnie na dół.
-Robert,zrobisz zakupy?
-Okej zrobie.
-Kochany jesteś.Kup też cos słodkiego dla małego.I jakiueś jedzenie co dzieci lubią.Ale nie chipsy czy paluszki.
-Dobra cos tam kupie.
-Dobra to jedz,ja idę wziąsc torbe i możemy jechac.
-Dobra kochanie.-Poszłam na górę,wzięłam jakieś ciuchy na zmiane.Torbe i zeszłam na dół.Lewandowski czekał już na mnie.A raczej bawił się telefonem.Nowym telefonem.
-Robert?Jestem...
-A,tak,tak.Zagłębiłem się w telefon.
-No widzę właśnie..Rozumiem,że nowy,że iPhone,no ale ja też mam go i się tak nie zagłębiam.Hahahaha,jak dziecko kochanie,jak dziecko.
-Oj tam..Kobiety tak mają.Chodź,bo się na samolot spóźnisz.
-No chodź,chodź.-Wsiedliśmy do samochodu i po chwili byliśmy już w drodze na lotnisko.Tam się pożegnaliśmy.I weszłam na pokład samolotu.Podróż nie trwała długo.W Warszawie wsiadlam do taxówki i udałam się do domu Izy i Dawida.
-Ewelina?!Hej kochana,wchodź.
-Cześc Izka.-Dałam jej buziaka na powitanie,a ona prawie mnie udusiła.Za chwilke ujrzałam mojego chrześniaka.Duży już chłopczyk.Podbiegł do mnie szybko.
-Ciocia!!Jeśteś!Ja na cebie cekałem!
-Wiem kochanie,wiem.
-Kiedy jedziemy.?
-Zajrze jeszcze do moich rodizców i jedziemy na lotnisko.
-Jak to?Tak szybko?-Zapytała zdziwiona Iza.
-No tak wszyło...
-Krzyś?Pojedziemy z ciocią do dziadkow.
-Tak!Śupel!
-Dobra Ewcia,to idę po jego walizkę,a wy idźcie juz do auta.
-Dobra,kochana.Chodź kochanie.
-Cocia?
-Tak?
-Zawiąześ mi buti?
-Jasne,siadaj....Gotowe.-Wsiedlismy do auta i mały zdążył mi wiele opowiedzie i przyszła Iza.Razem pojechaliśmy do moich rodziców.
-Córcia?Krzyś?Izunia?
-A kto inny?
-Cesc babcia!
-Co u Ciebie Krzysiu
-Super!Jede z ciocia do Doltmundu.
-No wiem wiem.PEwnie będzie super.A przywieziesz coś babci?
-TAK!Wsystko!-Pogadaliśmy tak do 18.Mogłam z moją mamą rozmawiac godzinami,aż musieliśmy jechac na lotnisko.Mama też pojechała.Oby dwi nam pomachały i wsiedlismy do samolotu.Krzyś usnął.A ja zajęłam sie czytaniem książki.Dolecieliśmy na 21,tak jak się spodziewałam.Wysiedliśmy a Robert już czekał.Podeszlismy do niego,a Krzys był taki podekscytowany.Pierwszy raz samolotem.Zobaczy gwiazdę piłki nożnej.
-Hej kochanie-Przywitałam sie pocałunkiem.
-Hej skarbie.Czesc kolego.Jak masz na imię?-Krzyś sie chyba wstydził.
-Jaa...Jeśtem Kzyś.
-Cześc Krzysiu,ja jestem Robert.
-Wieem,widziałem cie na bojiśku.
-To dawaj łapke i idziemy do auta.Dobra?
-Tak-Robert chciał aby mały nabrał do niego zaufania.I bardzo szybko chłopczyk polubił Roberta.Całą drogę do domu opowiadał nam o przedszkolu,kolegach i o wszystkim co mu się na śline nawinęło.Po 30 minutach dojechaliśmy do domu i weszlismy do niego.
-No to chodź Krzysiu umyjemy się a wujek Robert zrobi kolacje.
-Nooo dobźe...
-A co sobie pan życzy na kolacje?-zapytał Lewy
-Kańapke.
-Dobrze,będą specjalne kanapeczki dla ciebie.-Poszłam z malym na górę,a jemu buzia się nadal nie zamykała.Wykąpałam go i założyłam pidżamkę.Zeszliśmy na dół i Krzysiu od razu pobiegł do Roberta.Chyba sie polubili.Zjedliśmy kolacje i Robert poszedł położyz młodego,a ja poszłam sie umyc i przebrac w pidżame.Jak wyszłam z łazienki to Robert już leżał w sypialni i czytał gazete.
-Zasnął?
-Taak.Pytał mnie o wiele rzeczy.Świetny chłopczyk!
-To sie cieszę,że się polubiliście.
-Ja też.Ciekawe kiedy będą nasze,małe Lewandowskie.
-Hahaha no kiedyś napewno.
-No raczej!Chodź tu do mnie.
-No jestem.-Robert przytulił mnie,zgasił światło,trochę porozmawialiśmy o naszej przyszłości i nie wiem kiedy usnęliśmy.Rano obudziłam się i nie było obok mnie Roberta,za to z dołu słyszłam odgłosy radia i chłopaków.Założyłam szlafrok i zeszłam na dół.Nie myliłam się.Na stole stały naleśniki.
-Hej chłopaki.
-Ooo cześc skarbie-pocałował mnie Robert.
-Bleee-powiedział na nasz pocałunek Krzyś.My z Robertem tylko się zaśmialismy i usiedliśmy do stołu jesc sniadanie.Mały zjadł bez marudzenia.
-To co kolego,idziemy się ubrac?
-A wujek Lobelt?
-Wujek też pójdzie się ubrac.
-Dobla.-Robert spojrzał się na mnie i uśmiechnął,a ja wzięłam małego za rączke i poszliśmy na góre wybrac jakieś ubranka.Mały był zachwyony pokoikiem.A ja byłam zachwycona takimi pięknymi,małymi ubrankami.Chyba jak każda kobieta.Mały ubrany wybiegł z pokoju i pobiegł do Roberta,który oczywiście też był już ubrany.Więc i ja poszłam do łazienki się ubrac i pomalowac.Zeszłam po kilku minutach na dół.Chłopaki chyba byli już znudzeni czekaniem na mnie.
-Idziemy?
-No wkońcu!Czekamy i czekamy...Ale pięknie wyglądasz.
-Dziękuje kotek.No chodźmy.Chodź Krzychu.
-Dobla..-mały dał nam rączki i wyszliśmy do auta.Na Signal Idune dojechaliśmy po 15 minutach.Maly był nadal taki szczęśliwy.Weszlismy na stadion i poszliśmy w strone szatni.Od wejścia słychac było chłopaków.Dobrze,że rozmawiali po niemiecku,to mały nic nie rozumiał,bo rozmawiali o takich rzeczach....hmmm +18.
-Ciocia,cemu oni mówią o jakis paniach?-Cooo??To mały umie niemiecki?!
-A ty umiesz niemiecki?
-No tiaaakkk!!Pzecies ty ciongle mówilaś po niemiecku...I w pseckolu mówią.
-Aaaa to super.-zaczęliśmy się z Robertem mimowolnie śmiac.Weszliśmy do szatni.
-Ej!Łajzy!Dziecko jest,ogar!-Krzyknął rozśmieszony całą sytuacją Lewy.
-Oooo!Nie chwaliłeś sie,że masz dziecko!-powiedział rozbawiony Gotze.(dobrze,że mały rozumie tylko trochę niemiecki,bo zaczęli takie spekulacje wygłaszac,że....)
-To jest Krzyś,chrześniak Eweliny.-poprawił Robert\
-Witaj Krzyś-przywitali sie wszyscy,a on był taki szczęśliwy.
-Dobra Krzychu,chodź idziemy na trybuny bo wujkowie maja trening.-w tym momęcie wszedł Klopp.
-O witam.Cóż to za miły chłopczyk?
-JEśtem Kśyś.
-Cześc Krzyś,chciałbys pograc chwile z nami w piłe?
-Taaak!
-To masz tuaj mały strój i idź pograc.
-Dobra to mogę zostawic go tutaj?Poszłabym zobaczyc kiedy mam rozpoczęcie na uczelni.
-Jasne,idź!Prawda Lewy?-Zapytał Klopp.
-Jase,idź kotek.-I poszlam.Wyszłam przed stadion i było naprawdę zimno.Jak na 20 września.Ale cóż.Lato odchodzi.Niedługo już będzie bardzo zimno.Weszłam na uczelnie i poszłam na tablice ogłoszeń.Przeczytałam co miałam przeczytac i dostałam sms-a,żebym nie przychodziła juz na stadion bo oni sobie z KRzysiem radzą.Wsiadłam więc w taksówkę i pojehcałam do galerii.Wparowałam do kilku sklepów,aż kupiłam jeden prześliczny zestaw (tak,kocham lity).Przeszłam jeszcze po kilku sklepach i wybrałam jakąś koszulke dla Roberta i koszule.Galerie opuściłam po 2 godzinach.Udałam się jeszcze do marketu po zkaupy na obiad i pojechałam taxsówką do domu.Chłopaków jeszcze nie było.Poszłam się przebrac w coś luźnego.Dzisś na obiad robię zapiekankę.Oczywiście staram się na zdrowo,ale co wyjdzie to nie wiem.Kiedy zapiekankę wstawiłam do pieca,do domu weszli chłopaki.
-Hej kochani,niedługo będzie obiad.
-Hej,Ewcia przebieżesz małego?Bo sie polał soczkiem.
-Jasne chodź,młody.-Poszliśmy na górę i przeprałam go w te ubranka.Zeszlismy po chwili do Roberta,który rozmawiał przez telefon,kiedy zeszłam chyba kończył rozmowe.
-Kochanie,dzwonił Kuba.Zapraszają nas dzisiaj na kolacje.
-Ooo super.A Krzys poznał juz Agate?
-Tak,była dzisiaj przynieśc Kubie kanapki bo zapomniał.A właśnie gdzie on jest?
-W w salonie,maluje.Dobra idę po obiad.Siadajcie do stołu bo juz 16,a muszę jeszcze jakieś ciuchy wam i sobie wybrac.Po chwili zaniosłam zapiekankę i sok do pokoju.Chłopaki zjedli i poszli oglądac bajke.Ja wlożyłam naczynia do mywarki i poszłam naszykowac ubrania.Krzysiowi to,Robertowi to,a sobie to.Poszłam do łazienki wziąśc prysznic,uczesac się i zrobic makijaż.Gotowa z łazienki wyszłam po ok. godzinie.Zeszłam na dół i chłopcy także byli gotowi.
-Pięnie wyglądasz.
-Dziękuje,idziemy?
-Tak,chodźmy.-Wsiedliśmy do auta i akurat w radiu była jakaś polska piosenka i zaczęliśmy wspólnie śpiewac.Do Kuby dojechalismy po 15 minutach.Wyszliśmy z auta i zapukaliśmy.
-Cześc kochani,wchodźcie-przywitała sie z nami Agata.-witaj przystojniaku-zwróciła się do Krzysia.
-Ceśc ciocia.
-Hej Aga-dałam jej buziaka w policzek.
-Hej Kubol-przywitał się Robert.-Po chwli wszyscy zasieldiśmy do stołu.Łącznie z Krzyśkiem i Oliwią.Zjedliśmy kolacje i dzieci poszły się bawic a my rozmaiwaliśmy.Było mnóstwo śmiechu.
-I jak Robert?Zdecydowałeś już?-Zapytał Kuba.
-Tak,tzn nie wiem....
-Ale o co chodzi?-Zapytałam zdziwiona całą sytuacją.
-Bayern złożył mi propozyję przjeścia do ich klubu.
-Ahaa!I oczywiście mi nie powiedziałeś,tak?!-Zapytałam wściekła.
-To nie tak...
-A jak?!!
-Prosze...Nie kłóccie się....-Próbowała pogodzic nas Agata.-Albo,zostawcie u nas Krzysia i jedźcie do odmu podgadac?On bawi sie z Oliwka,jutro Kuba go przywiezie przed treningiem.
-To chyba będzie najlepsze wyjście.Nie chce żeby dziecko przez tego dupka się wystraszyło jak się pokłócimy.Dzięki Agatka.Papa-dalam jej buziaka i wyszłam
-Dzięki stary-pwoedział po cichu Robert do Kuby.
-Przepraszam,nie wiedziałem...
-Już dobra,cześc.-Wyszlismy do auta.W drodze nie odzywalismy się do siebie.Weszliśmy do domu i rzuciłam klucze na sofe.
-Co Ty sibie do cholery jasnej wyobrażasz?!Całe życie będziesz mnie oczukiwał?!
-No przepraszam!Nie wiedziałem czy ci mówic czy nie...
-Aaaaa to wiele wyjaśnia!To ja teraz pójdę na impreze,prześpie sie z jakimś facetem,wrócę i nie powiem Ci i będziemy życ jak gdyby nigdny nic,tak?Na tej zasadzie chcesz mi wcisnąc kit?!
-Nie!To nie tak!Kurwa nooo!Nie powiedziałem Ci bo chciałem to przemyslec!A Ty byso tym tylko gadała.
-Świetnie!Ale ja Cię Kocham!I chce wiedziec co jest w Twojim życiu,a nie,że się dowiaduje od Kuby.IDę sie umyc...-Poszłam na góre sie umyc i przeprac w jakieś piżamę.Słyszłam,ze Robert trzaskał drzwiami od szafy i szufladami od komód wiec chyba też się przebierał.Wyszłam po kilku minutach to leżał na łóżku i czytał gazete.Poszłam więc tez do sypialni,bo nie będę przez tego palanta spac na kanapie.Zaczęłam czytac kdizążkę.Po chwili jednak przerwał mi głos mojego chłopaka.
-Przepraszam no...Nie lubię jak sie na mnie gniewasz.
-A ja nie lubie jak kłamiesz.Idę spac.Dobranoc!
-Pa
========================================================================
Hej,przepraszma,ze tak późno,ale szkoła,szkoła,szkoła....Wiem także,ze nic się ttaj nie dzieje,ale jakoś mi wena ucieka.Nie wiem jak to co myslę przełozyc na papier,przepraszam i mam nadzijee że następny rozdział będzie lepszy.Paaa ;***AAAaa I pamietajcie JUTRO MECZ BORUSSIA-BAYERN.Kibicjuemy BVB!! <333
poniedziałek, 11 listopada 2013
Rozdział 18
Obudziłam się pod kocem na kanapie u Marco,ale miałam okropny sen,dobrze że tylko SEN,spałam chyba z 30 min bo była dobiero 16.Usłyszłam kroki za sobą,odwróciłam się i zobaczyłam Reusa,zakradającego się do mnie.Chyba chciał mnie przestraszyc.Glupek.
-Co się tak skradasz lamo?-Zapytałam śmiejąc sie z Reusa
-Ej,ej...Tylko nie lamo,okej?
-Hahaha czemu?Tak to do Ciebie pasuje,nie widzisz podobieństwa?Te włoski?
-Ha ha ha,naprawdę bardzo śmieszne.
-Dobra teraz siadaj i mów jak tam sie dogadujecie z Sarą?
-Wiesz,jest dobrze.Tylko na razie trzymamy się od siebie jakby z daleka.Nie ma nic prócz kolcji,imprezy.Nie chce naciskac.Bo ja nie chce jej tylko przeleciec...Ja sie w niej chyba zakochałem.Spotykamy się już od 2 miesięcy,jesteśmy przyjaciółmi,ale dla mnie to za mało.Ja chcę z nią spędzic reszte życia.Kiedy czuje jej zapach perfum to mi sie nogi uginają...A ona też chyba mnie polubiła "bardziej"...
-No to śiwtenie,czuje,ze będziecie niedługo parą,kochany~!
-Cieszę sie,ze mam taka siostrę!
-A ja brata...-Pocuzłam jak w kieszeni wibruje mi telefon.-przepraszam na chwile
-Spoko,spoko.-odebrałam więc i usłyszałam kochany i jak zwykle tryskający optymizmem głos mojej mamy.
-Mama?
-Tak,czesc Slońce.Co u Ciebie?
-Świetnie
-Bo widziałam na facebooku pierścionek zareczynowy.Gratuluje.-Tak,tak moja mama ma facebooka,nowoczesna mamusia.
-Dzięki mamuś,a co u Was?Jak tata?I mój kochany chrześniak?Ile on ma juz 3 latka?Tak?
-U taty super,znowu pojechał na ryby,a Krzyś świetnie,ciągle pyta gdzie Ty jesteś,a jak sie dowiedział,ze jego nowym wujkiem jest Robert Lewandowski to juz wgl chce do Ciebie i juz.-pomyślałam chwilie i mam pomysł!
-MAmus,słuchaj ja mam pomysł.Zadzwonie za chwile okej?
-Tak,ale...Jaki...
-To pa,do zaraz-nie dałam mamie dokończyc i sie rozłączyłam.
-Marco?Wy mecz z Arsenalem macie za tydzień prawda?
-Tak,a co?
-Nie,nic.A dzieci wyprowadzających piłkarzy na boisko jeszcze wszystkich nie ma prawda?
-No nie.Z tego cow wiem to został Leitner i Lewy.
-Super,czekaj jescze do Roberta zadzwonie.-Halo?Robert?
-A kogo się spodziewałaś dzwoniąc do mnie?
-Haha Ciebie.
-|No wiec,o co chodzi kochanie?
-Robert,bo podobno na mecz z Arsenalem nie masz dziecka,które by Cię wporwadziło na stadion?
-No nie mam.
-A to moze byc ktoś z rodziny?Czy to są jakieś wybory?
-Z tego co pamietam to jeżeli mam chęc żeby był to ktoś z rodziny,czy dziecko znajomych to muszę tylko zadzwonic do trenera a on do zarządu i okej,a co?
-Bo mam chcrześniaka,Krzysia i on bardzo Cię lubi i chciałabym żeby to właśnie on z Tobą wyszedł.Co Ty na to?Zgodziłbyś sie?
-Jasne!Super!Zaraz zadzwonie do trenera i wszystko mu wyjaśnie!
-Dzieki,wiesz jak ja Cię kocham?
-Wiem,wiem...Mnie nie da sie nie kochac.
-Dobra to ja końze,panie skromny..Kiedy będziesz w domu?
-Za 1-2 godziny
-Okej,to dozobaczenia.
-Papa kocham Cię skarbie.
-Ja Ciebie tez,paa!
-Aaa to o to Ci chodziło?
-No o to,o to.Przepraszam,jeszcze jedan,no góra dwa telefony.
-No jestem mama.Więc za dwa dni przylatuje po Krzysia.
-Słucham?Po co?
-Pojedzie do nas na kilka dni,i wyprowadzi Lewego na meczu z Arsenalem.
-Naprawde??
-Tak,ja zadzwonie do Izy i Dawida i pogadam z nimi.
-Dobra córcia,ja kończe,bo mi się mięso przypala,pogadamy nastepnym razem.Paapaa pozdrów Roberta.
-Noo paa mamus,a Ty tate.
-Dobra jeszcze tylko Iza-powiedziałam po cichu,ale tam żeby Marco usłyszał
-Iza,hej to ja Ewelina.
-No hej kochana!Steskniliśmy się za Toba,KRzysiu to wgl.Ciągle o Ciebie pyta.A i gratuluje.Nieźle sie użądziłaś,z Lewandowskim?Super.
-Dzięki kochana.Mam pomysł.
-Jaki?
-Mogłabym zabrac Krzysia na tydzień-dwa do Dortmundu?(wytłumaczyłam jej wszystko co wymyśliłam i wgl)
-Oooo super!Krzysiek się ucieszy.!
-Tak?To kiedy mogłabym przyjechac po niego?
-A kiedy chcesz?
-No za 4-5 dni.Napiszę Ci sms-a kiedy mam samolot.
-Ale my z Dawidem nie możemy sie zwolnic i nie damy rady przyjechac,ja mam ważny projekt,a Dawid ma teraz jakiś stażystów i nie może się wyrwac z pracy.
-Ale nie ma o czym mówic,damy radę.KRzyś to grzeczny chłopczyk.
-Ooo o wilku mowa.KRzys chce bardzo z Tobą porozmawiac,mogę Ci go podac?
-Jeste!Dawaj....
-Hajo?Ciocia?
-Tak,cześc skarbie.
-Ceśc.Kiedy do mnje pźyjedzieś?
-A za cztery dzni,zabieram Cię na tydzień do mnie.Cieszysz się?Spotkasz piłkarzy Borussi Dortmund.Tych co lubisz,co biegają na meczu w żółtych strojach.I wyjdziesz na meczu na stadion z wujkiem Roberem.
-TJAK!!!A Ujek Jobejt to tien no...Lewandowśki?
-Tak słońce,Lewnadowski.
-Ale śupel!Moji kojedźy nie uwieźą.
-No będą musieli.
-Ja idję śie śpakowac,czejśc ciocia!
-Paa szkrabie.
-Ewlina?
-Nooo?
-MAły się poszedł pakowacm,teraz cztery dni snów będzie chodził podekscytowany.Haha
-Sorrki,Dobra ja kończe i widzimy sie za jakieś 4 dni.Paa
-No pa,tryzmaj sie i pozdrów Roberta.
-Okej,a Ty Dawida.
-MArco,przepraszam....-Patrzylam w telefon i czekałam na iodpowiedz,ale nic....-Marco jesteś...tam-MArco usnął.
-tak,tak jestem...
-Ja będę sie zbiwrac bo miałam kolacje zrobic.
-Podwiozę Cię,bo pada.
-Naprawdę mógłbyś?Muszę się zaopatrzyc we własny samochód.
-Tak,jade do Sary.
-To chodźmy.-Wyszliśmy z jego domu i udaliśmy sie do garażu.Wsiedliśmy białego,sportowego auta i z piskiem opon pouściliśmy posesje Marco.
-Ej!Lamo!Nie tak szybko!Ja chcę życ!Hahaha
-Aaa sorry,zapomniałem,ze jadę z dziewczyną.Haha
-Nieee...Nie ma sprawy!To taka drobnostka...
-Haahaha nie gniewaj się,złośc piękności szkodzi.
-No fakt,zostawie tą złosc na inne okazje.
-Dobra,trzymam Cię za słowo.Jesteśmy-Już?Haha mieszkamy blisko Reusa więc po niecałych 10 minutach byliśmy już pod domem.
-Dzięki Marco, i powodzenia na randce.Opowiesz mi jutro jak było.
-To ja dziękuje,dałaś mi takiego kopa.A będziesz na treningu?
-Tak,będę bo muszę z trenerem waszym pogadac.
-Aaa to w takim razie do zobaczenia na treningu.
-No paa-dałam mu buciaka w policzek i wyszłam z auta.Niby jestem pod domem,ale i tak biegłam ten kawałeczek bo znowu zaczęło lac.Weszłam do domu to ubrania miałam brudne i moker bo??Tak tak,mądra Ewelina wskoczyła w kałuze i ma plamy na ciuchach.Poszlam od razu wziąsc przysznic i przebrac sie w coś.Założyłam na uszy słuchawki i zeszłam na dół do kuchni robic kolacje.Zajeło mi to ok.godziny.Roberta nie było.Miał byc 30 minut temu.Ale myślałam,że są moze jakies korki czy coś.Usiadłam więc na kanapie i oglądałam jakieś beznadziejne telenowele,bo nic innego nie było.Mijała godzina 21,a Eobwer miał byc ok.19.Nagle usłyszłąm gźwięk klucza w drzwiach.Byłam na niego zła.Mial byc 2 godz. temu,a nie dośc,że się spóźnił to jescze nie zadzwonił,a ja się denerwowałam!Wstałam z kanapy i udałam się w strone drzwi wejściowych.
-Robert!
-Tak kochanie,jestem juz!-Robert może nie był jakiś pijany bardzo,ale widac że ze dwa piwa to wypił.
-Gdzie byłes,do jasnej cholery?!Martwiłam się,umuwilismy sie na kolacje o 19,a jest 21!Nie mogłeś zadzwonic albo sms-a chociaż wysłac?!
-Przepraszam!Ale spotkałem Sahina i poszlismy na piwko.
-Świetnie!Pa!-poszłam na góre do sypialnie zamknęłam sie w niej i położyłam na łóżku,.Lewy się dobijał przez kilka minut,ale potem chyba zszedł na dół,a ja nawet nie wiem kiedy usnęłam.
Następnego dnia:
Obudziłam się o 9.Zeszłam na dół w krótkiej koszulce.A Robert w kuchni robił śniadanie.Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody do szklanki.Poczułam ręce Roberta na moich biodrach.
-Zostaw...-powiedziałam oschle,ale on nie dawał za wygraną i zaczął mnie całowac po szyji.
-Przepraszam...
-Powiedziałam,puśc mnie...-Stałam nadal w tym samym miejscu,i piłam wodę.Niby chciałam żeby mnie puscił,ale nie odchodziłam.Coś mnie tu trzymało.W tej chwili Robert obrócił mnie tak,ze nasze twarze dzieliły centymetry.
-Powiedziałem,przepraszam-pocałował mnie namietnie..
-Robert...Wiesz jak ja się martwiłam?!
-Wiem i na prawdę przepraszam!
-Obiecujesz,ze nastepnym razem zadzwonisz?
-Obicuję!
-No niech Ci będzie.-Teraz ja go pocałowałam,Robert już chciał zdjąc ze mnie bluzkę.
-Niee kochanie,masz zaraz trening.Dokończ to śniadanie,a ja lecę wziąsc prysznic i się ubrac.
-No nich Ci będzie.-Poszłam na górę.Wziąłam przysznic i ubrałam się.Zrobiłam delikatny makijaż i włosy puściłam luźno.Zeszłam na dół do Roberta,który zajadał się kanapkami.
-Pięknie wyglądasz.Ktoś Ci mówił już,że masz piekne nogi?
-Tak,tak...Wiele ludzi,mówili nawet zebym poszła do jakiegoś Miss,ale ja nogdy nie chciałam i nie chce.
-Ale jesteś piękne i juz.Dobra masz tu śniadanko a ja idę się ubrac.-Zjadłam jakąś kanapkę i Robert zszedł.No tak,jemu to zajmowało duzo mniej czasu niż mi.
-Robert,gdzie laptop?Bo muszę znaleźc lot na jutro,albo nawet dziś wieczorem.
-Coo?Przecież się pogodziliśmy?!
-Spokojnie,kochanie...Jadę po Krzysia!
-Aaaaa no tak.Zapomniałem!Laptop na komodzie,masz!
-Hmmm....Jest na jutro o 9 rano.Mam
-Okej,weź od razu na powrót.
-Dobra,powrót też jutro o 19.Czyli na lotnisko przyjedź po nas o 21.
-Dobra.To teraz idziemy?
-Idziemy.Aaa Robert jak będziemy wracac to zachaczymy jakiś sklep z zabawkamii wgl/Żeby mlody się nie nudził.
-Świetny pomysł!Chodź,bo sie spuźnię.
-Ej,a torba Twoja?
-Aaaa,dzięki.Nie wiem co ja bym bez Ciebie zrobił.
-Zginąłbyś kotek,zginął.-Wyslziśmy z domu i wsiedlismy tym razem do czarnego BMW.Po chwili byliśmy już na Signal Iduna Park.Lewy wszedł do szatni a ja szłam przez kręte mkorytaże aż doszłam na murawę i nie myliłam sie stał tam Juergen Klopp.
-Witam pana!-Krzyknęłam gdy tylko go zobaczyłam.
-Oooo witam piękną panią.Co Cię sprowadza do mnie?
-Mam pytanie.
-Pytaj.
-Więc,czy Krzys będzie mógł wyprowadzic Roberta?
-Aaa,tak,tak załatwiłem już wszytsko.
-Na prawdę?JEst pan wielki!
-Nie pan,tylko Juregen.
-Okej,Juergen.
-Aaaa Ewelina,jaki ba rozmiar ubrań ten chłopczyk?
-98-104 cm.
-Okej,to ubranka będą jutro u mnie.
-Dobra to Robert weźmie.
-Jasne.A cóż to za Krzysiu?
-To mój brataniec i chrześniak.
-Aaaaa czyli rodzinka?
-Tak,tak...Dzięki Juergen idę usiąsc na trybuny.
-Dobraa.-Poszłam na trybuny i czytałam książke.Akurat zaczęłam czytac "Milczenie owiec" tak się wczytałam,ze nie zauwazyłam,ze jest juz 15 i chłopaki skończyli.
-Idziemy?-Podbiegł do mnie Lewandowski.
-Tak,tak chodźmy.-Po drodze spotkaliśmy Reusa.
-Hej Reusik!
-Hej Ewela.
-JAk się udała randka
-Super!!Pogadalismy szczerze.I jesteśmy prawie parą.
-To świetnie!Cieszę się!
-No ja tez,stary,gratuluję Ci!
-Dzięki,sorry,ale lecę,bo mam kilka spraw do załatwienia.
-No my też paa!-Poszliśmy do auta i udalismy się do galerii do sklepu dziecięcego.Kupiliśmy kilka zabawek,ubranek i jakieś dla mnie i Lewego i poszliśmy do restauracji zjeśc kolcje.Do domu wrociliśmy o 21.Nie pakowalam się specjalnie.Wzięłam kilka kosmetyków,jakieś gazety,chuteczki moker jak by się KRzyś ubrudził,jakąś wode,skoczek i poszłam sie umyc i przebrac w piżamę.Robert zrobił na kilka dni z pokoju gościnnego dla dorosłych taki dla chłopczyka.Gdy wyszłam z łazienki,pokoik był piękny.Może duzo nie zmienił,ale to tylko na jakiś czas.Żeby Krzys dobrze się czuł.Miał dużo zabawek,wiec nie powinno mu się nudzic.Oczywiście pościel BVB,a na nim strój małego piłkarza.
-Robert,jest piękny!
-Wiemmm,strałem się.
-Kochany jesteś.
-Wiem!Ale Ty idź juz spac,bo jutro nie wstaniesz,ja się umyje i przyjdę do Ciebie.
-Okej,dobranoc skarbie.-Poszłam do sypialni i połozyłam sie do łożka i nie zauważyła i usnęłam.
========================================================================
Wiem,wiem..Nic sie nie diałało,ale nie miałam weny,po prostu nie miałam.Mam nadzieje,że kolejny rozdział będzie lepszy,ciekawszy.Polacy na zgrupowaniu,a my?Tzymamy kciuki!Paaa kochane i zostawcie po sobie jakieś komentzarze,pozdrawiam ! ;**
-Co się tak skradasz lamo?-Zapytałam śmiejąc sie z Reusa
-Ej,ej...Tylko nie lamo,okej?
-Hahaha czemu?Tak to do Ciebie pasuje,nie widzisz podobieństwa?Te włoski?
-Ha ha ha,naprawdę bardzo śmieszne.
-Dobra teraz siadaj i mów jak tam sie dogadujecie z Sarą?
-Wiesz,jest dobrze.Tylko na razie trzymamy się od siebie jakby z daleka.Nie ma nic prócz kolcji,imprezy.Nie chce naciskac.Bo ja nie chce jej tylko przeleciec...Ja sie w niej chyba zakochałem.Spotykamy się już od 2 miesięcy,jesteśmy przyjaciółmi,ale dla mnie to za mało.Ja chcę z nią spędzic reszte życia.Kiedy czuje jej zapach perfum to mi sie nogi uginają...A ona też chyba mnie polubiła "bardziej"...
-No to śiwtenie,czuje,ze będziecie niedługo parą,kochany~!
-Cieszę sie,ze mam taka siostrę!
-A ja brata...-Pocuzłam jak w kieszeni wibruje mi telefon.-przepraszam na chwile
-Spoko,spoko.-odebrałam więc i usłyszałam kochany i jak zwykle tryskający optymizmem głos mojej mamy.
-Mama?
-Tak,czesc Slońce.Co u Ciebie?
-Świetnie
-Bo widziałam na facebooku pierścionek zareczynowy.Gratuluje.-Tak,tak moja mama ma facebooka,nowoczesna mamusia.
-Dzięki mamuś,a co u Was?Jak tata?I mój kochany chrześniak?Ile on ma juz 3 latka?Tak?
-U taty super,znowu pojechał na ryby,a Krzyś świetnie,ciągle pyta gdzie Ty jesteś,a jak sie dowiedział,ze jego nowym wujkiem jest Robert Lewandowski to juz wgl chce do Ciebie i juz.-pomyślałam chwilie i mam pomysł!
-MAmus,słuchaj ja mam pomysł.Zadzwonie za chwile okej?
-Tak,ale...Jaki...
-To pa,do zaraz-nie dałam mamie dokończyc i sie rozłączyłam.
-Marco?Wy mecz z Arsenalem macie za tydzień prawda?
-Tak,a co?
-Nie,nic.A dzieci wyprowadzających piłkarzy na boisko jeszcze wszystkich nie ma prawda?
-No nie.Z tego cow wiem to został Leitner i Lewy.
-Super,czekaj jescze do Roberta zadzwonie.-Halo?Robert?
-A kogo się spodziewałaś dzwoniąc do mnie?
-Haha Ciebie.
-|No wiec,o co chodzi kochanie?
-Robert,bo podobno na mecz z Arsenalem nie masz dziecka,które by Cię wporwadziło na stadion?
-No nie mam.
-A to moze byc ktoś z rodziny?Czy to są jakieś wybory?
-Z tego co pamietam to jeżeli mam chęc żeby był to ktoś z rodziny,czy dziecko znajomych to muszę tylko zadzwonic do trenera a on do zarządu i okej,a co?
-Bo mam chcrześniaka,Krzysia i on bardzo Cię lubi i chciałabym żeby to właśnie on z Tobą wyszedł.Co Ty na to?Zgodziłbyś sie?
-Jasne!Super!Zaraz zadzwonie do trenera i wszystko mu wyjaśnie!
-Dzieki,wiesz jak ja Cię kocham?
-Wiem,wiem...Mnie nie da sie nie kochac.
-Dobra to ja końze,panie skromny..Kiedy będziesz w domu?
-Za 1-2 godziny
-Okej,to dozobaczenia.
-Papa kocham Cię skarbie.
-Ja Ciebie tez,paa!
-Aaa to o to Ci chodziło?
-No o to,o to.Przepraszam,jeszcze jedan,no góra dwa telefony.
-No jestem mama.Więc za dwa dni przylatuje po Krzysia.
-Słucham?Po co?
-Pojedzie do nas na kilka dni,i wyprowadzi Lewego na meczu z Arsenalem.
-Naprawde??
-Tak,ja zadzwonie do Izy i Dawida i pogadam z nimi.
-Dobra córcia,ja kończe,bo mi się mięso przypala,pogadamy nastepnym razem.Paapaa pozdrów Roberta.
-Noo paa mamus,a Ty tate.
-Dobra jeszcze tylko Iza-powiedziałam po cichu,ale tam żeby Marco usłyszał
-Iza,hej to ja Ewelina.
-No hej kochana!Steskniliśmy się za Toba,KRzysiu to wgl.Ciągle o Ciebie pyta.A i gratuluje.Nieźle sie użądziłaś,z Lewandowskim?Super.
-Dzięki kochana.Mam pomysł.
-Jaki?
-Mogłabym zabrac Krzysia na tydzień-dwa do Dortmundu?(wytłumaczyłam jej wszystko co wymyśliłam i wgl)
-Oooo super!Krzysiek się ucieszy.!
-Tak?To kiedy mogłabym przyjechac po niego?
-A kiedy chcesz?
-No za 4-5 dni.Napiszę Ci sms-a kiedy mam samolot.
-Ale my z Dawidem nie możemy sie zwolnic i nie damy rady przyjechac,ja mam ważny projekt,a Dawid ma teraz jakiś stażystów i nie może się wyrwac z pracy.
-Ale nie ma o czym mówic,damy radę.KRzyś to grzeczny chłopczyk.
-Ooo o wilku mowa.KRzys chce bardzo z Tobą porozmawiac,mogę Ci go podac?
-Jeste!Dawaj....
-Hajo?Ciocia?
-Tak,cześc skarbie.
-Ceśc.Kiedy do mnje pźyjedzieś?
-A za cztery dzni,zabieram Cię na tydzień do mnie.Cieszysz się?Spotkasz piłkarzy Borussi Dortmund.Tych co lubisz,co biegają na meczu w żółtych strojach.I wyjdziesz na meczu na stadion z wujkiem Roberem.
-TJAK!!!A Ujek Jobejt to tien no...Lewandowśki?
-Tak słońce,Lewnadowski.
-Ale śupel!Moji kojedźy nie uwieźą.
-No będą musieli.
-Ja idję śie śpakowac,czejśc ciocia!
-Paa szkrabie.
-Ewlina?
-Nooo?
-MAły się poszedł pakowacm,teraz cztery dni snów będzie chodził podekscytowany.Haha
-Sorrki,Dobra ja kończe i widzimy sie za jakieś 4 dni.Paa
-No pa,tryzmaj sie i pozdrów Roberta.
-Okej,a Ty Dawida.
-MArco,przepraszam....-Patrzylam w telefon i czekałam na iodpowiedz,ale nic....-Marco jesteś...tam-MArco usnął.
-tak,tak jestem...
-Ja będę sie zbiwrac bo miałam kolacje zrobic.
-Podwiozę Cię,bo pada.
-Naprawdę mógłbyś?Muszę się zaopatrzyc we własny samochód.
-Tak,jade do Sary.
-To chodźmy.-Wyszliśmy z jego domu i udaliśmy sie do garażu.Wsiedliśmy białego,sportowego auta i z piskiem opon pouściliśmy posesje Marco.
-Ej!Lamo!Nie tak szybko!Ja chcę życ!Hahaha
-Aaa sorry,zapomniałem,ze jadę z dziewczyną.Haha
-Nieee...Nie ma sprawy!To taka drobnostka...
-Haahaha nie gniewaj się,złośc piękności szkodzi.
-No fakt,zostawie tą złosc na inne okazje.
-Dobra,trzymam Cię za słowo.Jesteśmy-Już?Haha mieszkamy blisko Reusa więc po niecałych 10 minutach byliśmy już pod domem.
-Dzięki Marco, i powodzenia na randce.Opowiesz mi jutro jak było.
-To ja dziękuje,dałaś mi takiego kopa.A będziesz na treningu?
-Tak,będę bo muszę z trenerem waszym pogadac.
-Aaa to w takim razie do zobaczenia na treningu.
-No paa-dałam mu buciaka w policzek i wyszłam z auta.Niby jestem pod domem,ale i tak biegłam ten kawałeczek bo znowu zaczęło lac.Weszłam do domu to ubrania miałam brudne i moker bo??Tak tak,mądra Ewelina wskoczyła w kałuze i ma plamy na ciuchach.Poszlam od razu wziąsc przysznic i przebrac sie w coś.Założyłam na uszy słuchawki i zeszłam na dół do kuchni robic kolacje.Zajeło mi to ok.godziny.Roberta nie było.Miał byc 30 minut temu.Ale myślałam,że są moze jakies korki czy coś.Usiadłam więc na kanapie i oglądałam jakieś beznadziejne telenowele,bo nic innego nie było.Mijała godzina 21,a Eobwer miał byc ok.19.Nagle usłyszłąm gźwięk klucza w drzwiach.Byłam na niego zła.Mial byc 2 godz. temu,a nie dośc,że się spóźnił to jescze nie zadzwonił,a ja się denerwowałam!Wstałam z kanapy i udałam się w strone drzwi wejściowych.
-Robert!
-Tak kochanie,jestem juz!-Robert może nie był jakiś pijany bardzo,ale widac że ze dwa piwa to wypił.
-Gdzie byłes,do jasnej cholery?!Martwiłam się,umuwilismy sie na kolacje o 19,a jest 21!Nie mogłeś zadzwonic albo sms-a chociaż wysłac?!
-Przepraszam!Ale spotkałem Sahina i poszlismy na piwko.
-Świetnie!Pa!-poszłam na góre do sypialnie zamknęłam sie w niej i położyłam na łóżku,.Lewy się dobijał przez kilka minut,ale potem chyba zszedł na dół,a ja nawet nie wiem kiedy usnęłam.
Następnego dnia:
Obudziłam się o 9.Zeszłam na dół w krótkiej koszulce.A Robert w kuchni robił śniadanie.Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody do szklanki.Poczułam ręce Roberta na moich biodrach.
-Zostaw...-powiedziałam oschle,ale on nie dawał za wygraną i zaczął mnie całowac po szyji.
-Przepraszam...
-Powiedziałam,puśc mnie...-Stałam nadal w tym samym miejscu,i piłam wodę.Niby chciałam żeby mnie puscił,ale nie odchodziłam.Coś mnie tu trzymało.W tej chwili Robert obrócił mnie tak,ze nasze twarze dzieliły centymetry.
-Powiedziałem,przepraszam-pocałował mnie namietnie..
-Robert...Wiesz jak ja się martwiłam?!
-Wiem i na prawdę przepraszam!
-Obiecujesz,ze nastepnym razem zadzwonisz?
-Obicuję!
-No niech Ci będzie.-Teraz ja go pocałowałam,Robert już chciał zdjąc ze mnie bluzkę.
-Niee kochanie,masz zaraz trening.Dokończ to śniadanie,a ja lecę wziąsc prysznic i się ubrac.
-No nich Ci będzie.-Poszłam na górę.Wziąłam przysznic i ubrałam się.Zrobiłam delikatny makijaż i włosy puściłam luźno.Zeszłam na dół do Roberta,który zajadał się kanapkami.
-Pięknie wyglądasz.Ktoś Ci mówił już,że masz piekne nogi?
-Tak,tak...Wiele ludzi,mówili nawet zebym poszła do jakiegoś Miss,ale ja nogdy nie chciałam i nie chce.
-Ale jesteś piękne i juz.Dobra masz tu śniadanko a ja idę się ubrac.-Zjadłam jakąś kanapkę i Robert zszedł.No tak,jemu to zajmowało duzo mniej czasu niż mi.
-Robert,gdzie laptop?Bo muszę znaleźc lot na jutro,albo nawet dziś wieczorem.
-Coo?Przecież się pogodziliśmy?!
-Spokojnie,kochanie...Jadę po Krzysia!
-Aaaaa no tak.Zapomniałem!Laptop na komodzie,masz!
-Hmmm....Jest na jutro o 9 rano.Mam
-Okej,weź od razu na powrót.
-Dobra,powrót też jutro o 19.Czyli na lotnisko przyjedź po nas o 21.
-Dobra.To teraz idziemy?
-Idziemy.Aaa Robert jak będziemy wracac to zachaczymy jakiś sklep z zabawkamii wgl/Żeby mlody się nie nudził.
-Świetny pomysł!Chodź,bo sie spuźnię.
-Ej,a torba Twoja?
-Aaaa,dzięki.Nie wiem co ja bym bez Ciebie zrobił.
-Zginąłbyś kotek,zginął.-Wyslziśmy z domu i wsiedlismy tym razem do czarnego BMW.Po chwili byliśmy już na Signal Iduna Park.Lewy wszedł do szatni a ja szłam przez kręte mkorytaże aż doszłam na murawę i nie myliłam sie stał tam Juergen Klopp.
-Witam pana!-Krzyknęłam gdy tylko go zobaczyłam.
-Oooo witam piękną panią.Co Cię sprowadza do mnie?
-Mam pytanie.
-Pytaj.
-Więc,czy Krzys będzie mógł wyprowadzic Roberta?
-Aaa,tak,tak załatwiłem już wszytsko.
-Na prawdę?JEst pan wielki!
-Nie pan,tylko Juregen.
-Okej,Juergen.
-Aaaa Ewelina,jaki ba rozmiar ubrań ten chłopczyk?
-98-104 cm.
-Okej,to ubranka będą jutro u mnie.
-Dobra to Robert weźmie.
-Jasne.A cóż to za Krzysiu?
-To mój brataniec i chrześniak.
-Aaaaa czyli rodzinka?
-Tak,tak...Dzięki Juergen idę usiąsc na trybuny.
-Dobraa.-Poszłam na trybuny i czytałam książke.Akurat zaczęłam czytac "Milczenie owiec" tak się wczytałam,ze nie zauwazyłam,ze jest juz 15 i chłopaki skończyli.
-Idziemy?-Podbiegł do mnie Lewandowski.
-Tak,tak chodźmy.-Po drodze spotkaliśmy Reusa.
-Hej Reusik!
-Hej Ewela.
-JAk się udała randka
-Super!!Pogadalismy szczerze.I jesteśmy prawie parą.
-To świetnie!Cieszę się!
-No ja tez,stary,gratuluję Ci!
-Dzięki,sorry,ale lecę,bo mam kilka spraw do załatwienia.
-No my też paa!-Poszliśmy do auta i udalismy się do galerii do sklepu dziecięcego.Kupiliśmy kilka zabawek,ubranek i jakieś dla mnie i Lewego i poszliśmy do restauracji zjeśc kolcje.Do domu wrociliśmy o 21.Nie pakowalam się specjalnie.Wzięłam kilka kosmetyków,jakieś gazety,chuteczki moker jak by się KRzyś ubrudził,jakąś wode,skoczek i poszłam sie umyc i przebrac w piżamę.Robert zrobił na kilka dni z pokoju gościnnego dla dorosłych taki dla chłopczyka.Gdy wyszłam z łazienki,pokoik był piękny.Może duzo nie zmienił,ale to tylko na jakiś czas.Żeby Krzys dobrze się czuł.Miał dużo zabawek,wiec nie powinno mu się nudzic.Oczywiście pościel BVB,a na nim strój małego piłkarza.
-Robert,jest piękny!
-Wiemmm,strałem się.
-Kochany jesteś.
-Wiem!Ale Ty idź juz spac,bo jutro nie wstaniesz,ja się umyje i przyjdę do Ciebie.
-Okej,dobranoc skarbie.-Poszłam do sypialni i połozyłam sie do łożka i nie zauważyła i usnęłam.
========================================================================
Wiem,wiem..Nic sie nie diałało,ale nie miałam weny,po prostu nie miałam.Mam nadzieje,że kolejny rozdział będzie lepszy,ciekawszy.Polacy na zgrupowaniu,a my?Tzymamy kciuki!Paaa kochane i zostawcie po sobie jakieś komentzarze,pozdrawiam ! ;**
niedziela, 3 listopada 2013
Rozdział 17
Rozdział 17
Zjedliśmy w restauracji pyszną kolacje,w bardzo miłym towarzystwie.Śmialiśmy się,żartowaliśmy,aż na koniec kolacji Robert wstał od stołu,odwrócił się w moim kierunku i uklęknął.Domyślałam się do się święci.
-Khmm,Ewelino czy....czy zechciałabyś zostac moją narzeczoną,a niedługo żoną?-Mimo,że wiedziałam chwile temu,że mój ukochany poprosi mnie o rękę,to z oczu poleciaały mi łzy.Łzy szczęścia.
-Tak,Robert.Tak!-Włożył na mój palec piękny pierścionek.To najlepszy dzień w moim życiu.Robert wstał spojrzał się prosto w moje oczy i pocałował w usta.Czuliśmy się jak byśmy byli sami.Ale po chwili usłyszeliśmy brawa.
-Nooo!W końcu.Szczęścia zakochańce-powiedział Kuba,a inni przyłączyli sie do niego.
-Dobra,dobra może się zbierajmy coo?Bo późno już,a Robert moze chce oświadczyny dokończyc w pokoju,a jutro wyjazd...-Odezwał się Wojtek.
-Może masz rację Szczęsny.-Powiedział uradowany Robert,zamówiliśmy taxówkę,która była po 10 minutach i dowiozła nas pod hotel.Doszliśmy do pokoju.
-Ooo w końcu w pokoju.Kocham Cię Robert,wiesz?
-Wiemm,wiemm jak można mnie nie kochac?
-Ojej,ale Ty skromny.Idziesz pierwszy pod prysznic?
-Mogę iśc.
Robert wszedł do łażienki,a ja dla zabicia czasu weszłam na facebooka.Pomyślałam,ze wstawię zdjecie pierścionka zaręczynowego.A co mi tam?Pochwalę się.Zrobiłam ładne zdjęcie i po chwili wrzuciłam na fb.Na lajki i komentarze długo nie musiałam czekac."Wow,Ewelka kto jest tym szczęściarzem?","Nie ma Ciebie w Polsce 2 miesiące,a Ty już za mąż wychodzisz?","Gratuluję!Któż to będzie Twoim mężem??" i mnóstwo podobnych komentarzy.To tak...Przecież nikt nie wie,że ja jestem w związku z gwiazdą futbolu.Przeglądałam facebooka i dowiedziałam się paru rzeczy o moich znajomych,ostatnio nie miałam czasu na facebooka czy instagrama.
-Co tam w wielkim świecie słychac kotek?-Zapytał Lewandowski,całując mnie w nos.
-O matko!Ale mnie przestarszyłeś.A nic ciekawego.Wstawiłam zdjęcie pierścionka na fb.
-Czyli się podoba?
-Podoba?Jest prześliczny!
-To się cieszę,lec się myc i może jakaś fota na moje oficjalne?Chciałbym poinformowac moich fanów co się święci.Żeby nie było afery później,że ja wszystko zatajam.
-Dobra,ale może zalóż jakąś bluzkę?
-Hah założę,założę.Ale Ty też!
-No razczej!Zaraz wracam.-Zmyłam makijaż,chciaż za chwilę i tak będę musiała zrobic jakiś nowy,bo ludzie mnie wyśmieją na tym zdjęcu!Ale cóż.Umyłam się i założyłam jakieś spodnie sportowe i koszulkę z bvb,którą dostałam od Lewego.Lewandowski miał na sobie tę piękną bluzę.Strasznie mi się podobają te bluzy z kominem.I dredy borussi.
-I jak?Gotowa na fotke?
-Tak,tak,tylko makijaż dokończę.
-Dla mnie jesteś bez niego prześliczna.
-Dla Ciebie tak,ale dla Twoich fanów nie koniecznie.Jestem gotowa.
-To siadaj,uśmiech i gotowe.Sweet focia na fb gotowa,czekaj wstawie i możemy kończyc ośwaidczyny-poruszył brawiami.
-Takkk jesnee.Idziemy spac kochany !
-Juz,dodane.Co robimy?
-Ja śpię,a Ty???Nie wiem...
-Ejjj,nieee!Nie śpimy.-Po sekundzie Robert był już nade mną.
-Nie,Robert.Głowa mnie boli,jutro co?
-No dobrze.Zawsze jutro,tak zawsze już będzie?
-A co?Nie podoba Ci się?Tylko na jednym Ci zależy?!Dobranoc!
-Pa!-No i pierwsza malutka kłotnia,za nami.Swoja dorgą to jemu tylko na tym zależy?Ehhh,idę spac,co za dużo przemysleń to nie zdrowo.
Rano:
Wstalam pierwsza,poszłam się więc ubrac,zrobic makijaż,fryzure i te sprawy.Wyszłam z łazienki,Robert nie spał.Siedział przy laptopie.Gdy weszłam od razu odwrócił sie w moim kierunku.Wstał i podszedł do mnie,był w dresach bez koszulki.
-Przepraszam....Nie chciałem zeby tak wyszło..Nie zależy mi tylko na tym.-Chyba wiedział,że bez koszulki to zawsze mu wybacze.
-No dobraa,wybaczam.Idź się ubrac.
-Już,jestem.-powiedzał po kilku minutach siedzenia w łacience.
-Świetnie wyglądasz.Kończmy pakowanie bo saolot niedługo.-Skończylismy się poakowac i nie mieściło mi się wszystko do walizki bo byłam przecież na zakupach,ale Robert użyczył mi trochę swojej walizki i po godzinie byliśmy spakowani i gotowi do wyjscia.Po 30 minutach byliśmy na lotnisku.Oddalismy bagaże i byliśmy już na pokładzie samolotu.Wystartowaliśmy i usnęłam...Tak,usnęłam!Jak zwykle zresztą.Obudził mnie delikatny pocałunek mojego narzeczonego.
-Wysiadamy słońce.
-Ooo,już.?
-Tak,chodź,jedziemy do domu.-wysiedlismy z samolotu i wsiedliśmy do czarnego auta Roberta.Po niedługim czasie dojechaliśmy do naszego domu.Wysiedliśmy i weszliśmy do domu.
-Głodny jesteś?
-No troszke...
-To zrobie coś....Hmmm.Co powiesz na jakąś sałatke z sałat kurczaka grillowanego?
-No dobraa,ale tylko zielenizna??
-Musimy się zdrowo odżywiac.
-No dobraaa,jak uważasz.To ja skoczę po wino do sklepu.Białe czy czerwone?
-Kup jedno i drugie.Przyda się na pewno.
-Dobra,to zaraz będę.-Zabrałam sie za sałatkę i nakryłam do stowłu,a Roberta nie było i nie było,ale jest.W końcu jest.
-Co Cię tak długo nie było?
-Marco spotkałem i zaprosiłem go na kolację.
-Świetnie!Hej Marco-podszedł do mnie i dał buziaka w policzek.
-Hej piękna,gratuluje!
-Dzięki,dziięki..
-Ejj!Bo będę zazdrosny.
-Lewus,Lewsu....-Marco był jakiś smutny,nawet teraz jak mówił to Lewus...Co mu jest?No nic może potem uda mi sie z nim podagac.Zjedliśmy kolacje i było bardzo miło.Tylko,że Reus jakiś przygaszony,smutny...Ale Robert poszedł sie umyc,a on robi to z pół godziny,a my siedzimy na kanapie to pogadamy.
-Marco?
-Tak?
-Coś się stało?Jesteś jakiś smutny,przygaszony.Wiesz,ze mozesz mi powiedziec.
-Nieee nic....No dobra,zrobiłem coś głupiego.
-Mianowicie co??
-Byłem na imprezie i tam była taka dziewczyna,i ja...Ja nie wiem czy poszlismy do lóżka bo się upiłem,a przecież mówiłem Ci że zaczynamy się z Sarą dogadywac.
-Oj Marco,Marco.Może do niczego nie doszło?Nie martw się.
-Może wpadłabyś jutro do mnie?
-Jasnee!Przyjdę.
-Dzięki jesteś kochana/
-A ja mogę powiedzie Robertowi?
-No możesz,ale niehc nikomu nie mówi.
-On jutro ma jekieś sprawy do załatwienia za miastem,więc i tak będę się nudzic.-Własnie zszedł Robert.
-O czym tak rozmaiwacie?
-Później Ci powiem-Powiedziałam Robertowi.
-To ja juz idę,Pa i do jutra.Dzieki za kolacje-pożegnał się i wyszedł.
-Do jutra?
-Tak,umuwiliśmy się.
-A o co chodzi?
-On się Robert pogubił w żysiu.Był na jakiejś imprezie i nie wi czy się przespał z jakąś laską,a zakochał się w Sarze..
-O kurdee,dobrze że sie z nim spotkach i pogadasz jakoś.Cieszę się,że mam taką narzeczoną,ja Ty.
-I takiego narzeczonego co Ty,chodźmy spac.
-Ej,obiecałaś!
-No dobra,chodź na górę...-I weszliśmy do naszej sypialni,niech już mu będzie...Nasze ubrania jak zwykle latały po pokoju,a ja czułam się jak jakaś księżniczka.Rano po upojnej nocy wstałam,a mojego rannego ptaszka nie było już w łóżku.Zarzuciłam bluzkę Roberta i zeszłam na dół.No tak,mogłam się tego spodziewac zrobił śniadanie.
-Hej piękna!
-Hej kochanie,dzięki za śniadanko.Jem i się ogarniam i jadę do Marco.
-Kotek,ja jade dzisiaj załatwiac te sprawy,związane ze studiami,bvb i tekimi duperelami.Zus i te sprawy.
-Okej na kolacje będziesz?To coś przygotuje.
-Będę.Podwiozę Cię do Marco.-Zjedliśmy śniadanie i poszłam się ubrac.Ale dzisiaj brzydko,zimno i pada.Zeszłam na dół a Robert już na mnie czekał.No cóż,zeszło mi trochę na górze...
-Wow,pięknie wyglądasz!I cóż za napis na czapeczce..Kochanieee...Nie znałem Cię takiej.
-Widzisz...Dobra chodź jedziemy.-Do Marco daleko nie mamy,po 10 minutach byliśmy już pod jego domem.Pożegnałam się z Robertem i wysiadłam z auta.Zapukałam i czekałam aż ktoś otworzy.Ktoś...Oczywiście,że otworzył Marco.|Jak on w tym słodko wyglądał!
-Hej piękna.-pocałował mnie w policzek.
-No hej.Cóż za bluzka.
-Haha taka domowa.Wchodź.Może obejżymy jakiś film?
-Świetnie.Jaki?
-Horror?
-No niech będzie.
-To siadaj na kanapie ja pójdę po jakieś przekąski.
-Dobra czekam.-Jak tu pięknie,tak nowocześnie.I czysto,jak na mężczyzne mieszkającego samemu.Włączyłam TV i Marco przyszedł,usiadł obok mnie.
-Boisz się?-Zapytał po kilkunastu minutach oglądania.
-Niee.
-Bo jakaś smutna jesteś.
-Bo mnie plecy jakoś bolą.
-Hoho pewnie po wczorajszej nocy?Ostro musiało byc!
-Reus!!
-Dobra dobra,kładź sie na brzuchu!
-Co?!
-No kładź się,zrobie Ci masaż.-Położyłam się jak kazał a on usiadł na moich pośladkach i zaczął masaż.Wyglądało to dwuznacznie,ale cóż.Byliśmy sami.
-Oooo,jak dobrze...
-Lepiej?
-Tak,dzięki.Teraz ja Tobie zrobie.
-Dobraaa,to zmiana-teraz ja siedziałam na nim.
-Marco,zdejmij bluzkę,będzie łatwiej.
-Coś sugerujesz?
-Niee!Głupku!
-Wiem,okej!-Zdjął bluzkę,a mnie troszkę zatkało.Myśłałam,że tylko Robert ma taki tors.
-Wow,jaka klata!
-Hahaha treningi.-Skończyłam masaż,zjedliśmy jakis obiad i oglądalkiśmy dalej jakis film.Ja się trochę położyłam na Marco,bo zmęczona jakaś byłam.
*Marco pocałował mnie w czoło.Spojrzałam się na niego nie wiedząc co on robi.W jeko oczach zobaczyłam smutek,ten cholerny smutek.Nie pytałam co robi.Chciałam go pocieszyc.Nie lubie jak jest smutny.Oddałam pocałunek w usta.Pocałowałam go delikatnie,a on całował mnie zachłannie.Błądził rękoma pod moją bluzką,zdjął ją i wszystko co mu przszkadało w dalszych działaniach,poszliśmy do sypialni i dokończyliśmy to co zaczęliśmy tutaj.*
========================================================================
Hej!Jest 17.Co o nim myślicie?Mnie się nie podoba.Jak myślicie?To sen Eweliny czy tak sie wydarzyło naprawdę?Czekam na komentarze.Ale jestem mega szczęsliwa!Barussia wygrała 6 do 1.Rozkręcili się.A Lewy i hat-trick!Kocham ich!! <3 Następny powinien byc za tydzień.Paa <3
Zjedliśmy w restauracji pyszną kolacje,w bardzo miłym towarzystwie.Śmialiśmy się,żartowaliśmy,aż na koniec kolacji Robert wstał od stołu,odwrócił się w moim kierunku i uklęknął.Domyślałam się do się święci.
-Khmm,Ewelino czy....czy zechciałabyś zostac moją narzeczoną,a niedługo żoną?-Mimo,że wiedziałam chwile temu,że mój ukochany poprosi mnie o rękę,to z oczu poleciaały mi łzy.Łzy szczęścia.
-Tak,Robert.Tak!-Włożył na mój palec piękny pierścionek.To najlepszy dzień w moim życiu.Robert wstał spojrzał się prosto w moje oczy i pocałował w usta.Czuliśmy się jak byśmy byli sami.Ale po chwili usłyszeliśmy brawa.
-Nooo!W końcu.Szczęścia zakochańce-powiedział Kuba,a inni przyłączyli sie do niego.
-Dobra,dobra może się zbierajmy coo?Bo późno już,a Robert moze chce oświadczyny dokończyc w pokoju,a jutro wyjazd...-Odezwał się Wojtek.
-Może masz rację Szczęsny.-Powiedział uradowany Robert,zamówiliśmy taxówkę,która była po 10 minutach i dowiozła nas pod hotel.Doszliśmy do pokoju.
-Ooo w końcu w pokoju.Kocham Cię Robert,wiesz?
-Wiemm,wiemm jak można mnie nie kochac?
-Ojej,ale Ty skromny.Idziesz pierwszy pod prysznic?
-Mogę iśc.
Robert wszedł do łażienki,a ja dla zabicia czasu weszłam na facebooka.Pomyślałam,ze wstawię zdjecie pierścionka zaręczynowego.A co mi tam?Pochwalę się.Zrobiłam ładne zdjęcie i po chwili wrzuciłam na fb.Na lajki i komentarze długo nie musiałam czekac."Wow,Ewelka kto jest tym szczęściarzem?","Nie ma Ciebie w Polsce 2 miesiące,a Ty już za mąż wychodzisz?","Gratuluję!Któż to będzie Twoim mężem??" i mnóstwo podobnych komentarzy.To tak...Przecież nikt nie wie,że ja jestem w związku z gwiazdą futbolu.Przeglądałam facebooka i dowiedziałam się paru rzeczy o moich znajomych,ostatnio nie miałam czasu na facebooka czy instagrama.
-Co tam w wielkim świecie słychac kotek?-Zapytał Lewandowski,całując mnie w nos.
-O matko!Ale mnie przestarszyłeś.A nic ciekawego.Wstawiłam zdjęcie pierścionka na fb.
-Czyli się podoba?
-Podoba?Jest prześliczny!
-To się cieszę,lec się myc i może jakaś fota na moje oficjalne?Chciałbym poinformowac moich fanów co się święci.Żeby nie było afery później,że ja wszystko zatajam.
-Dobra,ale może zalóż jakąś bluzkę?
-Hah założę,założę.Ale Ty też!
-No razczej!Zaraz wracam.-Zmyłam makijaż,chciaż za chwilę i tak będę musiała zrobic jakiś nowy,bo ludzie mnie wyśmieją na tym zdjęcu!Ale cóż.Umyłam się i założyłam jakieś spodnie sportowe i koszulkę z bvb,którą dostałam od Lewego.Lewandowski miał na sobie tę piękną bluzę.Strasznie mi się podobają te bluzy z kominem.I dredy borussi.
-I jak?Gotowa na fotke?
-Tak,tak,tylko makijaż dokończę.
-Dla mnie jesteś bez niego prześliczna.
-Dla Ciebie tak,ale dla Twoich fanów nie koniecznie.Jestem gotowa.
-To siadaj,uśmiech i gotowe.Sweet focia na fb gotowa,czekaj wstawie i możemy kończyc ośwaidczyny-poruszył brawiami.
-Takkk jesnee.Idziemy spac kochany !
-Juz,dodane.Co robimy?
-Ja śpię,a Ty???Nie wiem...
-Ejjj,nieee!Nie śpimy.-Po sekundzie Robert był już nade mną.
-Nie,Robert.Głowa mnie boli,jutro co?
-No dobrze.Zawsze jutro,tak zawsze już będzie?
-A co?Nie podoba Ci się?Tylko na jednym Ci zależy?!Dobranoc!
-Pa!-No i pierwsza malutka kłotnia,za nami.Swoja dorgą to jemu tylko na tym zależy?Ehhh,idę spac,co za dużo przemysleń to nie zdrowo.
Rano:
Wstalam pierwsza,poszłam się więc ubrac,zrobic makijaż,fryzure i te sprawy.Wyszłam z łazienki,Robert nie spał.Siedział przy laptopie.Gdy weszłam od razu odwrócił sie w moim kierunku.Wstał i podszedł do mnie,był w dresach bez koszulki.
-Przepraszam....Nie chciałem zeby tak wyszło..Nie zależy mi tylko na tym.-Chyba wiedział,że bez koszulki to zawsze mu wybacze.
-No dobraa,wybaczam.Idź się ubrac.
-Już,jestem.-powiedzał po kilku minutach siedzenia w łacience.
-Świetnie wyglądasz.Kończmy pakowanie bo saolot niedługo.-Skończylismy się poakowac i nie mieściło mi się wszystko do walizki bo byłam przecież na zakupach,ale Robert użyczył mi trochę swojej walizki i po godzinie byliśmy spakowani i gotowi do wyjscia.Po 30 minutach byliśmy na lotnisku.Oddalismy bagaże i byliśmy już na pokładzie samolotu.Wystartowaliśmy i usnęłam...Tak,usnęłam!Jak zwykle zresztą.Obudził mnie delikatny pocałunek mojego narzeczonego.
-Wysiadamy słońce.
-Ooo,już.?
-Tak,chodź,jedziemy do domu.-wysiedlismy z samolotu i wsiedliśmy do czarnego auta Roberta.Po niedługim czasie dojechaliśmy do naszego domu.Wysiedliśmy i weszliśmy do domu.
-Głodny jesteś?
-No troszke...
-To zrobie coś....Hmmm.Co powiesz na jakąś sałatke z sałat kurczaka grillowanego?
-No dobraa,ale tylko zielenizna??
-Musimy się zdrowo odżywiac.
-No dobraaa,jak uważasz.To ja skoczę po wino do sklepu.Białe czy czerwone?
-Kup jedno i drugie.Przyda się na pewno.
-Dobra,to zaraz będę.-Zabrałam sie za sałatkę i nakryłam do stowłu,a Roberta nie było i nie było,ale jest.W końcu jest.
-Co Cię tak długo nie było?
-Marco spotkałem i zaprosiłem go na kolację.
-Świetnie!Hej Marco-podszedł do mnie i dał buziaka w policzek.
-Hej piękna,gratuluje!
-Dzięki,dziięki..
-Ejj!Bo będę zazdrosny.
-Lewus,Lewsu....-Marco był jakiś smutny,nawet teraz jak mówił to Lewus...Co mu jest?No nic może potem uda mi sie z nim podagac.Zjedliśmy kolacje i było bardzo miło.Tylko,że Reus jakiś przygaszony,smutny...Ale Robert poszedł sie umyc,a on robi to z pół godziny,a my siedzimy na kanapie to pogadamy.
-Marco?
-Tak?
-Coś się stało?Jesteś jakiś smutny,przygaszony.Wiesz,ze mozesz mi powiedziec.
-Nieee nic....No dobra,zrobiłem coś głupiego.
-Mianowicie co??
-Byłem na imprezie i tam była taka dziewczyna,i ja...Ja nie wiem czy poszlismy do lóżka bo się upiłem,a przecież mówiłem Ci że zaczynamy się z Sarą dogadywac.
-Oj Marco,Marco.Może do niczego nie doszło?Nie martw się.
-Może wpadłabyś jutro do mnie?
-Jasnee!Przyjdę.
-Dzięki jesteś kochana/
-A ja mogę powiedzie Robertowi?
-No możesz,ale niehc nikomu nie mówi.
-On jutro ma jekieś sprawy do załatwienia za miastem,więc i tak będę się nudzic.-Własnie zszedł Robert.
-O czym tak rozmaiwacie?
-Później Ci powiem-Powiedziałam Robertowi.
-To ja juz idę,Pa i do jutra.Dzieki za kolacje-pożegnał się i wyszedł.
-Do jutra?
-Tak,umuwiliśmy się.
-A o co chodzi?
-On się Robert pogubił w żysiu.Był na jakiejś imprezie i nie wi czy się przespał z jakąś laską,a zakochał się w Sarze..
-O kurdee,dobrze że sie z nim spotkach i pogadasz jakoś.Cieszę się,że mam taką narzeczoną,ja Ty.
-I takiego narzeczonego co Ty,chodźmy spac.
-Ej,obiecałaś!
-No dobra,chodź na górę...-I weszliśmy do naszej sypialni,niech już mu będzie...Nasze ubrania jak zwykle latały po pokoju,a ja czułam się jak jakaś księżniczka.Rano po upojnej nocy wstałam,a mojego rannego ptaszka nie było już w łóżku.Zarzuciłam bluzkę Roberta i zeszłam na dół.No tak,mogłam się tego spodziewac zrobił śniadanie.
-Hej piękna!
-Hej kochanie,dzięki za śniadanko.Jem i się ogarniam i jadę do Marco.
-Kotek,ja jade dzisiaj załatwiac te sprawy,związane ze studiami,bvb i tekimi duperelami.Zus i te sprawy.
-Okej na kolacje będziesz?To coś przygotuje.
-Będę.Podwiozę Cię do Marco.-Zjedliśmy śniadanie i poszłam się ubrac.Ale dzisiaj brzydko,zimno i pada.Zeszłam na dół a Robert już na mnie czekał.No cóż,zeszło mi trochę na górze...
-Wow,pięknie wyglądasz!I cóż za napis na czapeczce..Kochanieee...Nie znałem Cię takiej.
-Widzisz...Dobra chodź jedziemy.-Do Marco daleko nie mamy,po 10 minutach byliśmy już pod jego domem.Pożegnałam się z Robertem i wysiadłam z auta.Zapukałam i czekałam aż ktoś otworzy.Ktoś...Oczywiście,że otworzył Marco.|Jak on w tym słodko wyglądał!
-Hej piękna.-pocałował mnie w policzek.
-No hej.Cóż za bluzka.
-Haha taka domowa.Wchodź.Może obejżymy jakiś film?
-Świetnie.Jaki?
-Horror?
-No niech będzie.
-To siadaj na kanapie ja pójdę po jakieś przekąski.
-Dobra czekam.-Jak tu pięknie,tak nowocześnie.I czysto,jak na mężczyzne mieszkającego samemu.Włączyłam TV i Marco przyszedł,usiadł obok mnie.
-Boisz się?-Zapytał po kilkunastu minutach oglądania.
-Niee.
-Bo jakaś smutna jesteś.
-Bo mnie plecy jakoś bolą.
-Hoho pewnie po wczorajszej nocy?Ostro musiało byc!
-Reus!!
-Dobra dobra,kładź sie na brzuchu!
-Co?!
-No kładź się,zrobie Ci masaż.-Położyłam się jak kazał a on usiadł na moich pośladkach i zaczął masaż.Wyglądało to dwuznacznie,ale cóż.Byliśmy sami.
-Oooo,jak dobrze...
-Lepiej?
-Tak,dzięki.Teraz ja Tobie zrobie.
-Dobraaa,to zmiana-teraz ja siedziałam na nim.
-Marco,zdejmij bluzkę,będzie łatwiej.
-Coś sugerujesz?
-Niee!Głupku!
-Wiem,okej!-Zdjął bluzkę,a mnie troszkę zatkało.Myśłałam,że tylko Robert ma taki tors.
-Wow,jaka klata!
-Hahaha treningi.-Skończyłam masaż,zjedliśmy jakis obiad i oglądalkiśmy dalej jakis film.Ja się trochę położyłam na Marco,bo zmęczona jakaś byłam.
*Marco pocałował mnie w czoło.Spojrzałam się na niego nie wiedząc co on robi.W jeko oczach zobaczyłam smutek,ten cholerny smutek.Nie pytałam co robi.Chciałam go pocieszyc.Nie lubie jak jest smutny.Oddałam pocałunek w usta.Pocałowałam go delikatnie,a on całował mnie zachłannie.Błądził rękoma pod moją bluzką,zdjął ją i wszystko co mu przszkadało w dalszych działaniach,poszliśmy do sypialni i dokończyliśmy to co zaczęliśmy tutaj.*
========================================================================
Hej!Jest 17.Co o nim myślicie?Mnie się nie podoba.Jak myślicie?To sen Eweliny czy tak sie wydarzyło naprawdę?Czekam na komentarze.Ale jestem mega szczęsliwa!Barussia wygrała 6 do 1.Rozkręcili się.A Lewy i hat-trick!Kocham ich!! <3 Następny powinien byc za tydzień.Paa <3
czwartek, 24 października 2013
Rozdział 16
Rozdział 16
Ewelina:
Wstałam o 10,Roberta nie było.Może szedł sobie do tej swojej Aśka-pomyślałam.Niee co ja wymyślam!!Cholera musze sie uspokoic.Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Prosze!-powiedziałam bez namysłu.
-Hej!-był to Grzesiek.
-Ooo,hej..A nie wiesz moze gdzie jest szanowny pan Robert?
-Widziałem jak poszedł z Wojtkiem gdzieś zapalic,chyba...
-Ahaaa,nie wiedziałam,ze pali..Widocznie jeszcze go nie znam...
-Bo nie palił nigdy.
-Aaa,dobra co tak w drzwich stoisz?Wejdź!Usiądź a ja pójdę się ubrac,bo jakoś tak...Hmm,dopiero co wstałam.
-A spoko,mnie się podobasz.
-HA ha ha,naprwdę bardzo śmieszne!
-No dla mnie tak,wiesz jesteś bardzo ładna-podszedł do mnie i spojrzał mi się prosto w oczy.Miał zabójcze perfumy,ale nie tak jak Robert,Nasze twarze sie przybliżyło no i się stało.Pocałowalismy się.Potrzebowałam tego..I Grzysiek chyba zaczął zdejmowac ze mnie bluzkę.Ale nie wiedziałam,ze właśnie w tym momencie do pokoju wszedł Robert.
-Robert....To nie tak....
-Nie!!??! A jak kurwa?!Ja pierdole!Ja sie zastanawiam co zrobic żebys mi wybaczyła a ty kurwa sie bzykasz z Grześkiem?!-Był wściekły,a do jego oczu jakby łzy napływały...
-Nie Robert!Nie,to nie tak.Grzesiek po prostu przyszedł i rozmawialismy i tak wyszło-nie zauważyłam nawet a Robert podszedł do Grześka i zaczęli sie bic...
-Robert!Przestań,błagam!!-Pobił go i odszedł od niego.
-Jesteś skończonym debilem,pojebanym debilem!Spierdalaj!-nie wiedziałm nigdy Roberta w takim stanie!Był zły,rozwścieczony i prawie płakał.Podszedł do mnie.Złapał za nadgarstki i powiedział:
-To....To koniec...-powiedział z wilkim smutkiem..
-Robert,kochanie.Ja,ja przepraszam.Błagam wybacz mi!Ja naprawdę Cię kocham i nie chciałam tego....To smao jakoś tak wyszło.Błagam nie przekreślaj tego wszystkiego co nas łączy.Pamiętasz jak się poznaliśmy,jak powiedziałeś mi,ze to jak Cię nadepnęłam to była najlepsza rzacz jaka Ci się w życiu przytrafiła?PAmietasz?Albo jak złamałam nogę a Ty się tak o mnie troszczyłeś?Kocham Cię skarbie!Błagam Cię wybacz mi!
-Nie wiem Ewelina,muszę nad tym pomyślec.Idę,będę u Wojtka....
-Dobrze,ale na noc wrócisz do pokoju?
-Tak,wróce.Cześc...
Jezu co ja narobiłam?!Pójdę spac...I usnęłam..
Robert:
Nie wierze,że ona to zrobiła,ale z drugiej strony to ja zrobiłem to samo..Moze Wojtek mi doradzi co mam robic.Udałem sie więc tam gdzie pomyśłałem.Wojtek był sam bo Kaja wyszła gdzieś na zakupy,mamy więc czas żeby spokojnie pogadac..
-Wojtek,pomóż mi!
-Co?Znowu nie wiesz jaki pierścionek kupic...?
-Nieee,bo jak przyszedłem to zastałem ją i Grześka jak się całowali..I nie wiem co robic?
-Oooo,myślę,że to już musisz sam sobie odpowiedziec na to pytanie.Kochasz ją?
-.....No...Tak.
-No więc do Ciebie należy decyzja..-Tak gadaliśmy,gadalismy,aż tu była 18.
Ewelina:
Usnęłam i obudziłam się koło 17,wstałam i poszłam wziąśc prysznic i przebrałam sie w szorty,bluzkę z nike i białe convesy.Po tych czynnościach drzwi od pokoju się otworzyły.
-Jesteś...
-Tak,idę wziąsc przysznic.-Poszedł do łazienki i wyszedł z niej po 15 minutach w krótkich spodniach,bez bluzki.
-Robert....-Podeszłam do niego i położyłam ręce na jego nagim torsie.
-Ewelina,nie,ja nie moge-powiedział kiedy zaczęłam go całowac.
-Ale,ten pocałunek dla mnie nic nie znaczył.Kocham Ciebie i tylko Ciebie.
-Ja...Wiem,ale...Nie moge,rozumiesz?-Spojrzał mi prosto w oczy.
-Tak,ale....Kocham Cię i nie chcę Cię stracic-po mojim policzku spłynęła łza.Czułam się zdezorientowana.
-Wiem...Ja..Ja Ciebie też.-wziął moją twarz w dlonie i otarł łzy spływające po policzkach.Pocałował mnie delikatnie.
-Ale,Robert...Mówiłeś że nie jesteś gotowy....
-Ale zmieniłem zdanie...Kocham Cię
-Wybaczysz mi?Bo ja..-przerwał mi namiętnym pocałunkiem
-Ciiii,nie mów nic.-Robert całował mnie delikatnie,ale z czasem nasze pocałunki stały się coraz bardziej zachłanne,namiętne.Czułam się jak w niebie.Wiedziałam,że Robert mnie kocha,nie wiedziałam tylko czy juz mi wybaczył,ale ludzie nie całują się,nie całuja się tak,jak my teraz jeżeli nic do siebie nie czują?Prawda?W końcu zdecydował się na coś więcej,zdjął ze mnie bluzkę,podniosł,a ja oplotłam nogami jego biodra,plecy.Po chwili położył mnie na łóżku i całowam moje usta,szyje,dekold i schodził coraz niżej.Wkrótce zdjął ze mnie stanik,aby nie przeszkadzał mu w dalszych działaniach.Jego spodnie niebawem,także znalazły się na końcu naszego pięknego pokoju.Bylismy już bez ubrań.Czułam się tak wyjątkowo,tak jakby to był mój pierwszy raz.
-Chcesz tego?-Zapytał niepewnie Robert gdy zobaczyl jak myślę nad czymś,ale nie wyglądałam na szczęsliwą,ale byłam.Zawsze jakoś w duchu się bardziej cieszyłam.
-Tak Robert,o niczym innym nie marzę.Kocham...-przerwał mi pocałunek Roberta-Cię!-Dokończyłam i pocałowałam go delikatnie w usta dając mu zielone światło do dalszych działań.Kochaliśmy się jak nastolatkowie przeżywający pierwszy raz,po czym usnęliśmy w swoich objęciach.Rano Obudziliśmy się chyba w tym samym momęcie.
-Hej skarbie-przywitał mnie promienny uśmiech mojego ukochanego
-Hej.
-Myślisz,że dobrze zrobilismy?
-Sądzę,ze lepiej nie moglismy.
-To sie ciesze,ale dlaczego go pocałowałaś?Dlaczego?
-Robert..Nie chciałam,jakos wyszło samo.Czułam sie i nadal w pewnym stopniu czuje się upokożona,po tym jak tańczyłeś i całowałeś się z Aśką i potrzebowałam miłości,czułośnie...Nie chciałam z Grześkiem,sądzę że on tez jest zagubiony.
-Dobra rozumiem,pogadam z nim.Nie chce żeby to co się zdarzyło odbiło się na naszych relecjach na boisku.
-Robert,a czy...Czy między Tobą,a Aśką coś było?Czy...Poszedłeś z nią do łóżka?
-Nieee!No aż tak pijany nie byłem-Lewy:Kurde nie pamietam czy ja się z nią przespałem czy nie,ale lepiej będzie jak nie powiem o swoim zwątpieniu Ewelinie.
-To dobrze,mam nadzieje,że tym razem mówisz prawdę.?
-Tak!Kocham Cie i przepraszam.Dzisiaj ostatni dzień w Warszawie i może pójdziemy z Kubą,Lukaszem,Wojtkiem i dziewczynami na kolacje?Taką bardziej uroczystą.
-Świtny pomysł,a jaka to okazja?
-Aaa,nie żadna.-Żadna?Ja chce sie jej oświadczyc.Wojtek juz tam jest i szykuje piekny wystrój i ma zapewnic aby kolacja odbyła się w spokoju,bez fanów i fotoreporterów.Czyli jak znam Szczęsnego to skończy się po prostu na ochronie.A Kaja?Kaja postanowiła zając się pierścionkiem,ma zadzwonic jak jej się coś spodoba,bo stwierdziła,ze musi sobie kupic sukienke i zanudziłoby mnie to.
-Ej,kochany co tak rozmyślasz?
-Nieee,nic!
-Dobra idę się ubrac,i moze pójdziemy do tej galerii na zakupy?Przy okazji kupie sobie skuienke na dzisiaj.Skoro to takie uroczyste.
-Okej.-napisze do Kai żeby sama kupiła pierścionek.
-To lecę do łazienki.-Weszłam do niej i ,pomalowałam się,zpiełam włosy i założyłam moje ubrania,Robert tez był już gotowy .Wyszlismy wiec z pokoju,później dyskretnie z hotelu i wsiedlismy do czarnego samochodu Roberta,do galerii dojechaliśmy w ciągu 30 minut,kiedy do niej weszliśmy doznalismy szoku.Na środku leżał może 7 letni chłopkczyk,a nad nim mama z córką w wózeczku.Chłopczyk miał rozbitą głowę,a mama nie wiedziała co robic.Obok nich było zbiegowisko i ktoś dzwonił po pogotowie.Szybko tam podbiegłam a Lewandowski za mna.W końcu coś o tej medycynie wiem.
-Proszę sie odsunąc!-Krzyknęłam,a po chwili powtórzył to Robert.Ludzi sie odsuneli.
-Ewelina,i co z nim?
-Czekaj...-zbadałam puls,obejrzałam źrenice i cos juz mogłam wiedziec.
-Kim pani jest?!
-Byłą studentką medycyny,pogotowie juz jedzie,a ja wiem,ze chłopczyk żyje i ma wstrząśnienie mózgu,najprawdopodobniej niewielkie.
-Dziękuje bardzo!
-Nie ma za co-karetka przyjechała.-Do jakiego szpitala go zabieracie?-Zapytałam.
-Do tego za rogiem,zostawimy chłopca na obserwacji z 3 dni,dziekujemy bardzo,do widzenie.
-Do widzenia!
-Kochanie..Zachowałaś sie na medal.Kocham Cię!-Powiedział to i namiętnie pocałował a ja zarzuciłam ręce na jego szyje,ale zaraz,zaraz...Jesteśmy w sklepie.Poszliśmy więc w końcu na nasze zakupy.Kupilismy co mielismy kupic i po 3 godzinach wrocilismy do hotelu bo musiałam się szykowac na te"tajemniczą kolacje".Wybrałam ten zestaw,a Robert ten.Byłam trochę zdziwiona.On?Garnutur?Bez przymusu?Chyba dorasta.Wyszliśmy i wsiedliśmy do taxówki która doprowadziła nas od celu.Weszłam.A tam Kuba,Lukasz i Wojtek z dziewczynami.Robert podszedl do Kai coś wziął i usiadł obok mnie.....
========================================================================
Hej kochani.Jest juz 16 rozdział.Jak Wam się podoba.?Przepraszam,ze nie zaglądam do nikogo na bloga,ale brak czasu.Wszystko sie kręci wokół szkoły.Cieszę sie że dodałam ten rozdział,choziaż siedze po nocy i się uczę.Masakraaa....PRzerosło mnie to,ale cóż.Piszcie czy Wam się podobało i zapraszam na kolejny rozdział,króry powinien byc tak za tydzień-dwa .Paaa,Pozdrawiam gorąco <33
Ewelina:
Wstałam o 10,Roberta nie było.Może szedł sobie do tej swojej Aśka-pomyślałam.Niee co ja wymyślam!!Cholera musze sie uspokoic.Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Prosze!-powiedziałam bez namysłu.
-Hej!-był to Grzesiek.
-Ooo,hej..A nie wiesz moze gdzie jest szanowny pan Robert?
-Widziałem jak poszedł z Wojtkiem gdzieś zapalic,chyba...
-Ahaaa,nie wiedziałam,ze pali..Widocznie jeszcze go nie znam...
-Bo nie palił nigdy.
-Aaa,dobra co tak w drzwich stoisz?Wejdź!Usiądź a ja pójdę się ubrac,bo jakoś tak...Hmm,dopiero co wstałam.
-A spoko,mnie się podobasz.
-HA ha ha,naprwdę bardzo śmieszne!
-No dla mnie tak,wiesz jesteś bardzo ładna-podszedł do mnie i spojrzał mi się prosto w oczy.Miał zabójcze perfumy,ale nie tak jak Robert,Nasze twarze sie przybliżyło no i się stało.Pocałowalismy się.Potrzebowałam tego..I Grzysiek chyba zaczął zdejmowac ze mnie bluzkę.Ale nie wiedziałam,ze właśnie w tym momencie do pokoju wszedł Robert.
-Robert....To nie tak....
-Nie!!??! A jak kurwa?!Ja pierdole!Ja sie zastanawiam co zrobic żebys mi wybaczyła a ty kurwa sie bzykasz z Grześkiem?!-Był wściekły,a do jego oczu jakby łzy napływały...
-Nie Robert!Nie,to nie tak.Grzesiek po prostu przyszedł i rozmawialismy i tak wyszło-nie zauważyłam nawet a Robert podszedł do Grześka i zaczęli sie bic...
-Robert!Przestań,błagam!!-Pobił go i odszedł od niego.
-Jesteś skończonym debilem,pojebanym debilem!Spierdalaj!-nie wiedziałm nigdy Roberta w takim stanie!Był zły,rozwścieczony i prawie płakał.Podszedł do mnie.Złapał za nadgarstki i powiedział:
-To....To koniec...-powiedział z wilkim smutkiem..
-Robert,kochanie.Ja,ja przepraszam.Błagam wybacz mi!Ja naprawdę Cię kocham i nie chciałam tego....To smao jakoś tak wyszło.Błagam nie przekreślaj tego wszystkiego co nas łączy.Pamiętasz jak się poznaliśmy,jak powiedziałeś mi,ze to jak Cię nadepnęłam to była najlepsza rzacz jaka Ci się w życiu przytrafiła?PAmietasz?Albo jak złamałam nogę a Ty się tak o mnie troszczyłeś?Kocham Cię skarbie!Błagam Cię wybacz mi!
-Nie wiem Ewelina,muszę nad tym pomyślec.Idę,będę u Wojtka....
-Dobrze,ale na noc wrócisz do pokoju?
-Tak,wróce.Cześc...
Jezu co ja narobiłam?!Pójdę spac...I usnęłam..
Robert:
Nie wierze,że ona to zrobiła,ale z drugiej strony to ja zrobiłem to samo..Moze Wojtek mi doradzi co mam robic.Udałem sie więc tam gdzie pomyśłałem.Wojtek był sam bo Kaja wyszła gdzieś na zakupy,mamy więc czas żeby spokojnie pogadac..
-Wojtek,pomóż mi!
-Co?Znowu nie wiesz jaki pierścionek kupic...?
-Nieee,bo jak przyszedłem to zastałem ją i Grześka jak się całowali..I nie wiem co robic?
-Oooo,myślę,że to już musisz sam sobie odpowiedziec na to pytanie.Kochasz ją?
-.....No...Tak.
-No więc do Ciebie należy decyzja..-Tak gadaliśmy,gadalismy,aż tu była 18.
Ewelina:
Usnęłam i obudziłam się koło 17,wstałam i poszłam wziąśc prysznic i przebrałam sie w szorty,bluzkę z nike i białe convesy.Po tych czynnościach drzwi od pokoju się otworzyły.
-Jesteś...
-Tak,idę wziąsc przysznic.-Poszedł do łazienki i wyszedł z niej po 15 minutach w krótkich spodniach,bez bluzki.
-Robert....-Podeszłam do niego i położyłam ręce na jego nagim torsie.
-Ewelina,nie,ja nie moge-powiedział kiedy zaczęłam go całowac.
-Ale,ten pocałunek dla mnie nic nie znaczył.Kocham Ciebie i tylko Ciebie.
-Ja...Wiem,ale...Nie moge,rozumiesz?-Spojrzał mi prosto w oczy.
-Tak,ale....Kocham Cię i nie chcę Cię stracic-po mojim policzku spłynęła łza.Czułam się zdezorientowana.
-Wiem...Ja..Ja Ciebie też.-wziął moją twarz w dlonie i otarł łzy spływające po policzkach.Pocałował mnie delikatnie.
-Ale,Robert...Mówiłeś że nie jesteś gotowy....
-Ale zmieniłem zdanie...Kocham Cię
-Wybaczysz mi?Bo ja..-przerwał mi namiętnym pocałunkiem
-Ciiii,nie mów nic.-Robert całował mnie delikatnie,ale z czasem nasze pocałunki stały się coraz bardziej zachłanne,namiętne.Czułam się jak w niebie.Wiedziałam,że Robert mnie kocha,nie wiedziałam tylko czy juz mi wybaczył,ale ludzie nie całują się,nie całuja się tak,jak my teraz jeżeli nic do siebie nie czują?Prawda?W końcu zdecydował się na coś więcej,zdjął ze mnie bluzkę,podniosł,a ja oplotłam nogami jego biodra,plecy.Po chwili położył mnie na łóżku i całowam moje usta,szyje,dekold i schodził coraz niżej.Wkrótce zdjął ze mnie stanik,aby nie przeszkadzał mu w dalszych działaniach.Jego spodnie niebawem,także znalazły się na końcu naszego pięknego pokoju.Bylismy już bez ubrań.Czułam się tak wyjątkowo,tak jakby to był mój pierwszy raz.
-Chcesz tego?-Zapytał niepewnie Robert gdy zobaczyl jak myślę nad czymś,ale nie wyglądałam na szczęsliwą,ale byłam.Zawsze jakoś w duchu się bardziej cieszyłam.
-Tak Robert,o niczym innym nie marzę.Kocham...-przerwał mi pocałunek Roberta-Cię!-Dokończyłam i pocałowałam go delikatnie w usta dając mu zielone światło do dalszych działań.Kochaliśmy się jak nastolatkowie przeżywający pierwszy raz,po czym usnęliśmy w swoich objęciach.Rano Obudziliśmy się chyba w tym samym momęcie.
-Hej skarbie-przywitał mnie promienny uśmiech mojego ukochanego
-Hej.
-Myślisz,że dobrze zrobilismy?
-Sądzę,ze lepiej nie moglismy.
-To sie ciesze,ale dlaczego go pocałowałaś?Dlaczego?
-Robert..Nie chciałam,jakos wyszło samo.Czułam sie i nadal w pewnym stopniu czuje się upokożona,po tym jak tańczyłeś i całowałeś się z Aśką i potrzebowałam miłości,czułośnie...Nie chciałam z Grześkiem,sądzę że on tez jest zagubiony.
-Dobra rozumiem,pogadam z nim.Nie chce żeby to co się zdarzyło odbiło się na naszych relecjach na boisku.
-Robert,a czy...Czy między Tobą,a Aśką coś było?Czy...Poszedłeś z nią do łóżka?
-Nieee!No aż tak pijany nie byłem-Lewy:Kurde nie pamietam czy ja się z nią przespałem czy nie,ale lepiej będzie jak nie powiem o swoim zwątpieniu Ewelinie.
-To dobrze,mam nadzieje,że tym razem mówisz prawdę.?
-Tak!Kocham Cie i przepraszam.Dzisiaj ostatni dzień w Warszawie i może pójdziemy z Kubą,Lukaszem,Wojtkiem i dziewczynami na kolacje?Taką bardziej uroczystą.
-Świtny pomysł,a jaka to okazja?
-Aaa,nie żadna.-Żadna?Ja chce sie jej oświadczyc.Wojtek juz tam jest i szykuje piekny wystrój i ma zapewnic aby kolacja odbyła się w spokoju,bez fanów i fotoreporterów.Czyli jak znam Szczęsnego to skończy się po prostu na ochronie.A Kaja?Kaja postanowiła zając się pierścionkiem,ma zadzwonic jak jej się coś spodoba,bo stwierdziła,ze musi sobie kupic sukienke i zanudziłoby mnie to.
-Ej,kochany co tak rozmyślasz?
-Nieee,nic!
-Dobra idę się ubrac,i moze pójdziemy do tej galerii na zakupy?Przy okazji kupie sobie skuienke na dzisiaj.Skoro to takie uroczyste.
-Okej.-napisze do Kai żeby sama kupiła pierścionek.
-To lecę do łazienki.-Weszłam do niej i ,pomalowałam się,zpiełam włosy i założyłam moje ubrania,Robert tez był już gotowy .Wyszlismy wiec z pokoju,później dyskretnie z hotelu i wsiedlismy do czarnego samochodu Roberta,do galerii dojechaliśmy w ciągu 30 minut,kiedy do niej weszliśmy doznalismy szoku.Na środku leżał może 7 letni chłopkczyk,a nad nim mama z córką w wózeczku.Chłopczyk miał rozbitą głowę,a mama nie wiedziała co robic.Obok nich było zbiegowisko i ktoś dzwonił po pogotowie.Szybko tam podbiegłam a Lewandowski za mna.W końcu coś o tej medycynie wiem.
-Proszę sie odsunąc!-Krzyknęłam,a po chwili powtórzył to Robert.Ludzi sie odsuneli.
-Ewelina,i co z nim?
-Czekaj...-zbadałam puls,obejrzałam źrenice i cos juz mogłam wiedziec.
-Kim pani jest?!
-Byłą studentką medycyny,pogotowie juz jedzie,a ja wiem,ze chłopczyk żyje i ma wstrząśnienie mózgu,najprawdopodobniej niewielkie.
-Dziękuje bardzo!
-Nie ma za co-karetka przyjechała.-Do jakiego szpitala go zabieracie?-Zapytałam.
-Do tego za rogiem,zostawimy chłopca na obserwacji z 3 dni,dziekujemy bardzo,do widzenie.
-Do widzenia!
-Kochanie..Zachowałaś sie na medal.Kocham Cię!-Powiedział to i namiętnie pocałował a ja zarzuciłam ręce na jego szyje,ale zaraz,zaraz...Jesteśmy w sklepie.Poszliśmy więc w końcu na nasze zakupy.Kupilismy co mielismy kupic i po 3 godzinach wrocilismy do hotelu bo musiałam się szykowac na te"tajemniczą kolacje".Wybrałam ten zestaw,a Robert ten.Byłam trochę zdziwiona.On?Garnutur?Bez przymusu?Chyba dorasta.Wyszliśmy i wsiedliśmy do taxówki która doprowadziła nas od celu.Weszłam.A tam Kuba,Lukasz i Wojtek z dziewczynami.Robert podszedl do Kai coś wziął i usiadł obok mnie.....
========================================================================
Hej kochani.Jest juz 16 rozdział.Jak Wam się podoba.?Przepraszam,ze nie zaglądam do nikogo na bloga,ale brak czasu.Wszystko sie kręci wokół szkoły.Cieszę sie że dodałam ten rozdział,choziaż siedze po nocy i się uczę.Masakraaa....PRzerosło mnie to,ale cóż.Piszcie czy Wam się podobało i zapraszam na kolejny rozdział,króry powinien byc tak za tydzień-dwa .Paaa,Pozdrawiam gorąco <33
wtorek, 8 października 2013
Rozdział 15
Rozdział 15
Robert:
Dzisiaj muszę pogodzic sie z Eweliną.Jeszcze nie wiem jak,ale muszę!Jest 9,więc za 30 minut powinna byc na śniadaniu.Ale dzisiaj gorąco.....Dobra,ubiorę sie i zejde na dół.
Ewelina:
Nie wiem kiedy się tak wyspałam,prawda w nocy obudziłam się i trochę myślałam o tym czy Robert mnie kocha czy nie?Ale nie trwało to za długo...Jak dzisiaj ładnie i gorąco..W końcu..Ubiorę się i idę na śniadanie,ale..am będzie Lewy...Trudno,nie jestem tchurzem!
-Idziesz Ewelina?-zapytała Kaja
-Tak,jestem już gotowa,możemy schodzic.-idąc spotkałam Grześka,Kaja poszła z Wojtkiem,a ja z Gześkiem,fajny z niego chłopak.
-Hej Ewela.
-Cześc Grze...
-I jak?Lepiej się czujesz?
-Tak dzięki,ze pytasz,lepiej.-szlismy i kiedy doszlismy przy stole siedział juz Robert.Był chyba trochę zazdrosny,ale trudno...Niech wie jak ja sie wczoraj czułam.Przywitaliśmy wszystkich i zajęliśmy miejsca,tak że byłam na ukos od Roberta.Jedliśmy to pieprzone sniadanie,jak w pewnym momencie wparowała Aśka,nie wiem co ona sobie wyobrazała.
-Cześc wszystkim....-podeszłą do Roberta i usiadła obok.
-Hej kocie-powiedziała tak AŚKA do LEWEGO i pocałowała.Wkurwiłam się.Wylałam na nią wodę i uciekłam z płaczem.Każdy był tak zszokowany tym,że siedzieli w bezruchu tylko Robert i Grzesiek wybiegli za mną.
-Ewelina,kochanie!!Zaczekaj!!
-Daj mi spokój!!
-Błagam...
-Robert,może ja?
-Nie,proszę cie wróc tam zobacz czy Asce nie odwala,i weź ją z tamtąd wywal,bo dośc już namieszała!
-Dobra,dzwoń jak coś...
-Okej,dzięki....
Ewelina:
Jak ona mogła?Może to nie wina Lewego,ale to on ją w to wciągnął.Uciekłam gdzies do parku za jakieś drzewa....Robert mnie niestety znalazł...
-Kohanie moje...Błagam nie płacz..!
-Zostaw mnie!-krzyknęłam do niego
-Ale,daj mi wytłumaczyc!Przeicież to dzisiajsze to nie moja wina!
-Nie,dzisiaj nie twoja??!Gdybyś wczoraj nie tańczył z nią i się tak nie zachowywał to by sie dzisiaj nic takiego nie wydarzyło!Wiesz jak ja się czułam?!Wiesz!?
-Wiem kochanie,przepraszam Cię!Przepraszam naprawdę!
-Ale ja nie chce od ciebie przeprosin!!Zraniłeś mnie,rozumiesz?Myślałam,że jesteś inny,ze ty mnie nigdy nie zranisz,ale nie....Myliłam się...
-Błagam nie mów tak..Nie płacz juz,proszę,ja Cię tak kocham i jest mi naprawde teraz źle,ze cie tak zraniłem...Proszę wybacz mi.
-Nie wiem Robert,nie wiem..Kocham cię,ale na razie nie umiem,nie potrafie,rozumiesz?Jestem po prostu wściekła,ze na twoich ustach zagoscił inny pocałunek niż ode mnie i,nie mogę przestac myslec o tym ja sie czułam jak mnie zostawiłeś....Zachowałeś sie jak dupek!!
-Wiem,wiem....Ale na mecz o 20 przyjdziesz?
-Na mecz tak,ale sama...Tzn z Agatą,nie z toba..Przykro mi
-....Kocham Cię i będę na ciebie czekał....
-Pa
-Paaa
Nie wiem co robic..Czuje do nieg żal.Mógł sobie z nią raz czy dwa zatańczyc,ale on tańczył z godzine i jeszcze byli tak wtuleni i dzisiaj ten pocałunek..Przecież jakby się wczoraj tak nie zachowywał to by się nic sie takiego nie wydarzyło..Dobra idę do hotelu,pójdę na basen no i zacznę się szykowac bo jakoś się 15 zrobiła...Wpadłam do hotelu,a am Kuba.
-Hej młoda!Lepiej Ci??Aśka już tu nie przyjdzie,niegdy....
-Hej Kubus,dzieki.Tak lepiej.
-To super,bo z Robertem chyba trochę gorzej,martwie się co do dzisiejszego meczu czy on zagra.Bo w końcu jestem kapitanem i musze dbac o takie rzeczy.
-Wiesz Kuba, ja nie potrafię na razie zapomniec o tym co się zdarzyło..Nie umiem na razie.Zranił mnie no co Ci będę to gadac.Czuje się zraniona,myślałam,ze jest inny.Muszę to przemyslec.A gdzie Agata?
-Wyszła z Ewą i spaceruja,moze dołączysz do nich?Pewnie po sklepach łażą.
-Nie dizęki muszę ochłonąc,bo wieczorem mecz.Wejdziesz?
-Nie dzięki,pójdę do pokoju wziąśc prysznic bo zaraz jadę na stadion.
-Dobra to do zobaczenia.
Dostałam sms-a,zobaczyłam szybko bo mysłałam,ze to moze od Kai,ale nie był zastrzeżony nr.Zobaczyłam i prawie się przewróciłam,napiłam się wody i nie,nie spałam dostałam sms-a od Aśki na któym była ona i Robert jak się całują,z wczoraj.Kurwa,jak on mógł.Zdradził mnie!Cały świat runą mi pod nogami.Mój kochający,idelany meżczyzna okazał się zerem,dupkiem.Nie wiem co mam robic.Płakałam jak dziecko.Jak on mógł?!Nagle ktoś wszedł do pokoju,no tak zapomniałam,ze jestem w NASZYM pokoju noi nie był to nikt inny jak Robert...
-Kochanie...Nie płacz,przeciez wyjaśniłem Ci wszystko..
-Wszystko?Jakie kurwa wszystko?Popierdoliło cie?Wariatke ze mnie robisz?Ąśka przysałała mi zdjęcie jak się całujecie!-puściły mi nerwy,nie mogłam juz dłuzej dusic tego w sobie.
-Ale kotek.Nie chciałem Cię martwic,byłem pijany,
-Okłamałeś mnie,upokorzyłęś i zdradziłeś!I co?Mam Ci teraz tak po prostu wybaczyc?!Zapomnij!!
-Przepraszam-chciał mnie przytulic,ale go doepchnęłam
-Ale na mecz przyjdziesz?
-A co myślałeś,ze nie przyjdę ze wzgledu na ciebie?!Hah śmieszny jesteś!Przyjdę dla chłopaków.Cześc!
Moze za ostro go potraktowałam?Moze to Aśka go sprowokowała?Ale nie no,skąd ja mam pewnośc,ze nie przespali się ze sobą?A jak on juz zawsze będzie mnie oszukiwał?Przecież to jest wielki Robert Lewandowski,a ja?Zwykła Ewelina....Idę na mecz bo się spuźnie,przebrałam się poprawiłam makijaż,bo przez tego dupka mi się rozmazał...Dobra po poł godzinie byłam gotowa i udałam sie w strone Narodowego.Byłam tam po 20 minutach,weszłam na stadion i poszłam na trybuny.Zajełam miejsce miedzy Agata i Ewą.
-Hej laska?Co Ty taka nie w humorze?-zapytała Agata.
-Same zobaczcie-pokazałam im zdjęcie Roberta z Aską i po policzku spłynęła mi łza,ale |NIE,nie będę przez niego płakac!Nie.
-O matko...Tak mi przykro,zobaczysz,wszystko się ułoży-pocieszała mnie Ewa.
-Ewa ma racje będzie dobrze..O zobaczcie zaczyna się mecz.
Oglądałam mecz,zawsze mój wzrok skupiał się w większości na piłkarzu z nr 9,dzisiaj też go obserwowałą,ale nie grał dobrze,nie celnie podował,był zły,smutny.Aż w końcu Fornalik zrobił zmianę,a na Lewego nawrzeszczał,widziałam to po jego mimice,ze krzyczy.Lewy był tak smutny i zły,ze prawie płakał.Niestety po 90 minutach nasza druzyna przegrała 1 do 0.Czułam sie temu winna.Zeszłam z dziewczynami niechętnie do szatni,weszłam.One poszly pocieszac swoich facetów,a ja?Stałam jak wryta na początku patrzyłam w przestrzeń,a potem spojrzałam na Roberta.Nie myślałam o tym co robie podeszłam do niego i spoliczkowałam go.Znowu poczułam te złośc.Już miałam opuścic szatnie,ale wróciłam się i pocałowałam Roberta namietnie w usta i uciekłam.Nie wiem co się ze mną dzieje,raz go całuje raz policzkuje..Co jest do holery..Uciekłam do hotelu.Długo nie czekałam bo juz po kilku minutch był też Lewy.Siedziałam na łóżku i płakałam.
-Ewelina?!Przepraszam,jestem taki zły sprawiłem ból Tobie,a dzisiaj jeszcze całej Polsce.
-Robert nie!-chciał mnie znów pocałowac.
-Prosze....
-Nie,nie powinnam Cie całowac...
-Ale ja Cię kocham!Tylko Ciebie!
-Robert,daj mi spokuj!Zdradziłeś mnie!Daj mi się zastanowic co mam robic!
-Dobrze,kiedy dasz mi odpowiedc co z nami dalej?
-Jak będę wiedziec to ci powiem.
-A co robimy z nocą?
-Śpię na kanapie.
-Nie no co ty,ja na kanapie ty na łożku.
-Jak chcesz...Idę się umyc-byłam dla niego nieprzyjemna,ale jaka dziewczyna nie była by zła na swojego chłopaka jak ja zdradzi no?Nie wiem czy on zrozumiał.Co ja mam zrobic?Wybaczyc czy nie?Upokorzył mnie,ale jednak go kocham....Umyłam się,zmyłam makijaż i ubrałam koronkowe majtki i koszulke LEwego z borussi.
-Pięknie wyglądasz.Idę sie umuyc.
-Dzięki..-Byłam dla niego znów nie miła,ale zasłuzył....Położyłam się na łóżku i usnęłam..Śniło mi się ,że nic sie nie zdarzyło i było jak dawniej.Dlaczego nie mogła mi się przysnic co mam zrobic?
Robert:
Co mam zrobic?Czy wybaczy mi?Przecież ją kocham i ona mnie też....Nie wiem..Może sie jej oświadcze?Ale teraz?A co jak odmówi...Pogadam jutro z Wojtkiem...
========================================================================
Hej!!Dodałam..Jeahh.Kolejny rozdział nie wiem kiedy dodam,bo po prostu mam tyle nauki,ze nie wyrabiam...Sorry.Piszcie czy wam sie podoba,a ja lece do nauki.Papa kochani <33
Robert:
Dzisiaj muszę pogodzic sie z Eweliną.Jeszcze nie wiem jak,ale muszę!Jest 9,więc za 30 minut powinna byc na śniadaniu.Ale dzisiaj gorąco.....Dobra,ubiorę sie i zejde na dół.
Ewelina:
Nie wiem kiedy się tak wyspałam,prawda w nocy obudziłam się i trochę myślałam o tym czy Robert mnie kocha czy nie?Ale nie trwało to za długo...Jak dzisiaj ładnie i gorąco..W końcu..Ubiorę się i idę na śniadanie,ale..am będzie Lewy...Trudno,nie jestem tchurzem!
-Idziesz Ewelina?-zapytała Kaja
-Tak,jestem już gotowa,możemy schodzic.-idąc spotkałam Grześka,Kaja poszła z Wojtkiem,a ja z Gześkiem,fajny z niego chłopak.
-Hej Ewela.
-Cześc Grze...
-I jak?Lepiej się czujesz?
-Tak dzięki,ze pytasz,lepiej.-szlismy i kiedy doszlismy przy stole siedział juz Robert.Był chyba trochę zazdrosny,ale trudno...Niech wie jak ja sie wczoraj czułam.Przywitaliśmy wszystkich i zajęliśmy miejsca,tak że byłam na ukos od Roberta.Jedliśmy to pieprzone sniadanie,jak w pewnym momencie wparowała Aśka,nie wiem co ona sobie wyobrazała.
-Cześc wszystkim....-podeszłą do Roberta i usiadła obok.
-Hej kocie-powiedziała tak AŚKA do LEWEGO i pocałowała.Wkurwiłam się.Wylałam na nią wodę i uciekłam z płaczem.Każdy był tak zszokowany tym,że siedzieli w bezruchu tylko Robert i Grzesiek wybiegli za mną.
-Ewelina,kochanie!!Zaczekaj!!
-Daj mi spokój!!
-Błagam...
-Robert,może ja?
-Nie,proszę cie wróc tam zobacz czy Asce nie odwala,i weź ją z tamtąd wywal,bo dośc już namieszała!
-Dobra,dzwoń jak coś...
-Okej,dzięki....
Ewelina:
Jak ona mogła?Może to nie wina Lewego,ale to on ją w to wciągnął.Uciekłam gdzies do parku za jakieś drzewa....Robert mnie niestety znalazł...
-Kohanie moje...Błagam nie płacz..!
-Zostaw mnie!-krzyknęłam do niego
-Ale,daj mi wytłumaczyc!Przeicież to dzisiajsze to nie moja wina!
-Nie,dzisiaj nie twoja??!Gdybyś wczoraj nie tańczył z nią i się tak nie zachowywał to by sie dzisiaj nic takiego nie wydarzyło!Wiesz jak ja się czułam?!Wiesz!?
-Wiem kochanie,przepraszam Cię!Przepraszam naprawdę!
-Ale ja nie chce od ciebie przeprosin!!Zraniłeś mnie,rozumiesz?Myślałam,że jesteś inny,ze ty mnie nigdy nie zranisz,ale nie....Myliłam się...
-Błagam nie mów tak..Nie płacz juz,proszę,ja Cię tak kocham i jest mi naprawde teraz źle,ze cie tak zraniłem...Proszę wybacz mi.
-Nie wiem Robert,nie wiem..Kocham cię,ale na razie nie umiem,nie potrafie,rozumiesz?Jestem po prostu wściekła,ze na twoich ustach zagoscił inny pocałunek niż ode mnie i,nie mogę przestac myslec o tym ja sie czułam jak mnie zostawiłeś....Zachowałeś sie jak dupek!!
-Wiem,wiem....Ale na mecz o 20 przyjdziesz?
-Na mecz tak,ale sama...Tzn z Agatą,nie z toba..Przykro mi
-....Kocham Cię i będę na ciebie czekał....
-Pa
-Paaa
Nie wiem co robic..Czuje do nieg żal.Mógł sobie z nią raz czy dwa zatańczyc,ale on tańczył z godzine i jeszcze byli tak wtuleni i dzisiaj ten pocałunek..Przecież jakby się wczoraj tak nie zachowywał to by się nic sie takiego nie wydarzyło..Dobra idę do hotelu,pójdę na basen no i zacznę się szykowac bo jakoś się 15 zrobiła...Wpadłam do hotelu,a am Kuba.
-Hej młoda!Lepiej Ci??Aśka już tu nie przyjdzie,niegdy....
-Hej Kubus,dzieki.Tak lepiej.
-To super,bo z Robertem chyba trochę gorzej,martwie się co do dzisiejszego meczu czy on zagra.Bo w końcu jestem kapitanem i musze dbac o takie rzeczy.
-Wiesz Kuba, ja nie potrafię na razie zapomniec o tym co się zdarzyło..Nie umiem na razie.Zranił mnie no co Ci będę to gadac.Czuje się zraniona,myślałam,ze jest inny.Muszę to przemyslec.A gdzie Agata?
-Wyszła z Ewą i spaceruja,moze dołączysz do nich?Pewnie po sklepach łażą.
-Nie dizęki muszę ochłonąc,bo wieczorem mecz.Wejdziesz?
-Nie dzięki,pójdę do pokoju wziąśc prysznic bo zaraz jadę na stadion.
-Dobra to do zobaczenia.
Dostałam sms-a,zobaczyłam szybko bo mysłałam,ze to moze od Kai,ale nie był zastrzeżony nr.Zobaczyłam i prawie się przewróciłam,napiłam się wody i nie,nie spałam dostałam sms-a od Aśki na któym była ona i Robert jak się całują,z wczoraj.Kurwa,jak on mógł.Zdradził mnie!Cały świat runą mi pod nogami.Mój kochający,idelany meżczyzna okazał się zerem,dupkiem.Nie wiem co mam robic.Płakałam jak dziecko.Jak on mógł?!Nagle ktoś wszedł do pokoju,no tak zapomniałam,ze jestem w NASZYM pokoju noi nie był to nikt inny jak Robert...
-Kochanie...Nie płacz,przeciez wyjaśniłem Ci wszystko..
-Wszystko?Jakie kurwa wszystko?Popierdoliło cie?Wariatke ze mnie robisz?Ąśka przysałała mi zdjęcie jak się całujecie!-puściły mi nerwy,nie mogłam juz dłuzej dusic tego w sobie.
-Ale kotek.Nie chciałem Cię martwic,byłem pijany,
-Okłamałeś mnie,upokorzyłęś i zdradziłeś!I co?Mam Ci teraz tak po prostu wybaczyc?!Zapomnij!!
-Przepraszam-chciał mnie przytulic,ale go doepchnęłam
-Ale na mecz przyjdziesz?
-A co myślałeś,ze nie przyjdę ze wzgledu na ciebie?!Hah śmieszny jesteś!Przyjdę dla chłopaków.Cześc!
Moze za ostro go potraktowałam?Moze to Aśka go sprowokowała?Ale nie no,skąd ja mam pewnośc,ze nie przespali się ze sobą?A jak on juz zawsze będzie mnie oszukiwał?Przecież to jest wielki Robert Lewandowski,a ja?Zwykła Ewelina....Idę na mecz bo się spuźnie,przebrałam się poprawiłam makijaż,bo przez tego dupka mi się rozmazał...Dobra po poł godzinie byłam gotowa i udałam sie w strone Narodowego.Byłam tam po 20 minutach,weszłam na stadion i poszłam na trybuny.Zajełam miejsce miedzy Agata i Ewą.
-Hej laska?Co Ty taka nie w humorze?-zapytała Agata.
-Same zobaczcie-pokazałam im zdjęcie Roberta z Aską i po policzku spłynęła mi łza,ale |NIE,nie będę przez niego płakac!Nie.
-O matko...Tak mi przykro,zobaczysz,wszystko się ułoży-pocieszała mnie Ewa.
-Ewa ma racje będzie dobrze..O zobaczcie zaczyna się mecz.
Oglądałam mecz,zawsze mój wzrok skupiał się w większości na piłkarzu z nr 9,dzisiaj też go obserwowałą,ale nie grał dobrze,nie celnie podował,był zły,smutny.Aż w końcu Fornalik zrobił zmianę,a na Lewego nawrzeszczał,widziałam to po jego mimice,ze krzyczy.Lewy był tak smutny i zły,ze prawie płakał.Niestety po 90 minutach nasza druzyna przegrała 1 do 0.Czułam sie temu winna.Zeszłam z dziewczynami niechętnie do szatni,weszłam.One poszly pocieszac swoich facetów,a ja?Stałam jak wryta na początku patrzyłam w przestrzeń,a potem spojrzałam na Roberta.Nie myślałam o tym co robie podeszłam do niego i spoliczkowałam go.Znowu poczułam te złośc.Już miałam opuścic szatnie,ale wróciłam się i pocałowałam Roberta namietnie w usta i uciekłam.Nie wiem co się ze mną dzieje,raz go całuje raz policzkuje..Co jest do holery..Uciekłam do hotelu.Długo nie czekałam bo juz po kilku minutch był też Lewy.Siedziałam na łóżku i płakałam.
-Ewelina?!Przepraszam,jestem taki zły sprawiłem ból Tobie,a dzisiaj jeszcze całej Polsce.
-Robert nie!-chciał mnie znów pocałowac.
-Prosze....
-Nie,nie powinnam Cie całowac...
-Ale ja Cię kocham!Tylko Ciebie!
-Robert,daj mi spokuj!Zdradziłeś mnie!Daj mi się zastanowic co mam robic!
-Dobrze,kiedy dasz mi odpowiedc co z nami dalej?
-Jak będę wiedziec to ci powiem.
-A co robimy z nocą?
-Śpię na kanapie.
-Nie no co ty,ja na kanapie ty na łożku.
-Jak chcesz...Idę się umyc-byłam dla niego nieprzyjemna,ale jaka dziewczyna nie była by zła na swojego chłopaka jak ja zdradzi no?Nie wiem czy on zrozumiał.Co ja mam zrobic?Wybaczyc czy nie?Upokorzył mnie,ale jednak go kocham....Umyłam się,zmyłam makijaż i ubrałam koronkowe majtki i koszulke LEwego z borussi.
-Pięknie wyglądasz.Idę sie umuyc.
-Dzięki..-Byłam dla niego znów nie miła,ale zasłuzył....Położyłam się na łóżku i usnęłam..Śniło mi się ,że nic sie nie zdarzyło i było jak dawniej.Dlaczego nie mogła mi się przysnic co mam zrobic?
Robert:
Co mam zrobic?Czy wybaczy mi?Przecież ją kocham i ona mnie też....Nie wiem..Może sie jej oświadcze?Ale teraz?A co jak odmówi...Pogadam jutro z Wojtkiem...
========================================================================
Hej!!Dodałam..Jeahh.Kolejny rozdział nie wiem kiedy dodam,bo po prostu mam tyle nauki,ze nie wyrabiam...Sorry.Piszcie czy wam sie podoba,a ja lece do nauki.Papa kochani <33
Ważne!!
Cześc kochani...Przepraszam Was bardzo,ale niestety chwilowo zawieszam bloga.Mam strasznie dużo nauki.Nie wyrabiam sie z niczym.Moze jestem troche zdezorganizowana,ale cała ja.15 rozdział jest juz prawie gotowy.Postaram się dodac szybko.W weekendy będę próbowac pisac.Wiec jezeli ktoś kto to czyta jest zainteresowany to zaglądajcie w weekendy...Paa.Pozdrawiam i przepraszam :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)